Od szpilek z czerwoną podeszwą do czerwonego wozu strażackiego. Korporację zamieniła na służbę
- Marta ukończyła politologię i po 16 latach pracy w marketingu postanowiła spróbować czegoś innego.
- Po czterech latach prób dostała się do Państwowej Straży Pożarnej i została przewodnikiem psa poszukiwawczego.
- Jak radzą sobie kobiety w męskim świecie służb mundurowych? - Kobieta jak najbardziej nadaje się do straży, jeśli spełnia odpowiednie warunki fizyczne i psychiczne - mówi Marta.
- Pierwsza funkcjonariuszka w JRG 15 opowiada nam o codziennych wyzwaniach na służbie.
- Jeszcze gdy byłam w Ochotniczej Straży Pozarnej, pojechaliśmy do wypadku drogowego. Udzielaliśmy pomocy młodemu chłopakowi. Do dzisiaj pamiętam, jak miał na imię, jakie miał choroby przewlekłe, bo to ja przeprowadzałam z nim wywiad. Mimo że był przytomny i rozmawiał ze mną, później w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń wewnętrznych zmarł - opowiada Marta Małecka. - To był jeden z moich pierwszych wyjazdów - dodaje po chwili.
Od tamtego momentu minęło kilka lat. W tym czasie wyjazdów do wypadków, pożarów czy innych sytuacji, gdzie zagrożone jest czyjeś życie - było bardzo wiele. A Ochotniczą Straż Pożarną zastąpiła Państwowa Straż Pożarna. Dzisiaj Marta Małecka jest pierwszą funkcjonariuszką w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej numer 15 w Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej działającej na warszawskim Targówku. Jej droga do tego miejsca nie była oczywista.
Od szpilek z czerwoną podeszwą do czerwonego wozu
Marta ukończyła politologię i przez 16 lat pracowała w marketingu. Najpierw jako brand manager w jednym z najbardziej rozpoznawalnych butików w centrum Warszawy, oferujących luksusową odzież i akcesoria, później założyła własną agencję marketingową. Przez lata otaczały ją szpilki z czerwoną podeszwą, eleganckie torebki i casualowe kolekcje od najbardziej pożądanych domów mody. Jak sama mówi - w tamtym czasie osiągnęła więcej, niż planowała.
- Czułam się spełniona zawodowo, ale czegoś mi brakowało. Świat rozrywki jest specyficzny, potrzebowałam oddechu. Kiedy osiąga się cele, jest się na wysokim stanowisku, pojawiają się nowe potrzeby. Zaczęłam uświadamiać sobie, że brakuje mi działania na rzecz innych - przyznaje moja rozmówczyni.
- Spełniłam swoje marzenia o "Mordorze", o pracy w korporacji. I wtedy okazało się, że to jednak nie było moim marzeniem - dodaje.