W środę kilka minut przed godziną 9 na numer alarmowy Centrum Powiadamiania Ratunkowego wpłynęła informacja, że w domu na terenie warszawskiego Targówka, przy ulicy Pszczyńskiej, są zwłoki dwóch osób.
"Na miejsce skierowano natychmiast policyjne patrole. Tragiczna wiadomość została potwierdzona. W domu znaleziono ciała kobiety i mężczyzny. W budynku, w jednym z pomieszczeń, zabarykadował się mężczyzna, który mógł mieć związek z tym zdarzeniem" - podała stołeczna policja.
Wezwano policyjnych negocjatorów, a także Samodzielny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji. W działaniach uczestniczyli funkcjonariusze z komendy rejonowej na Pradze Północ i Komendy Stołecznej Policji. Do zabezpieczenia okolicznego terenu skierowani zostali także policjanci z oddziału prewencji.
Negocjatorzy próbowali namówić mężczyznę do wyjścia, ale ten nie reagował. Zapadła decyzja o szturmie i przed 12 wkroczyli warszawscy kontrterroryści. Akcja była bardzo dynamiczna, policjanci pokazali na nagraniu, jak przebiegała.
Na ulicę wjechały ciężkie policyjne samochody. Następnie policjanci w pełnym sprzęcie i kamizelkach kuloodpornych weszli na schody, prowadzące do domu. Wyrywali drzwi. Widać, że gdy to robili, z wnętrza ktoś wysuwa i macha przedmiotem przypominającym maczetę. Słychać ostrzegawczy krzyk: maczeta!
Gdy jednak drzwi wypadają, nie widać już za nimi nikogo. Zanim jednak policjanci weszli do środka, wleciał tam najpierw dron. Słychać, jak ktoś z biorących w akcji krzyczy: nie ma go!
Na następnym ujęciu nagrania, opublikowanego przez policję, widać już jednak wyprowadzanego mężczyznę.
Podczas akcji nikt nie odniósł obrażeń.
Mężczyzna został przewieziony do komendy stołecznej. Niebawem ma być przesłuchiwany.
Zginęli od ciosów ostrym narzędziem
W domu na Targówku mieszkało małżeństwo, a niedawno wprowadził się tam również ich syn.
- Kobieta i mężczyzna zginęli od ciosów zadanych ostrym narzędziem - powiedział podkomisarz Jacek Wiśniewski ze stołecznej policji.
Zatrzymany mężczyzna ma 49 lat.
Reporter TVN24 Paweł Łukasik rozmawiał z jedną z sąsiadek. Kobieta oceniła, że rodzina mieszkająca w domu, gdzie rozegrała się tragedia, była "raczej spokojna".
- Nic się nie działo na zewnątrz, żeby były jakieś nieporozumienia. Jeśli się odbywały, to nie wiemy. Ja nie chodziłam do nich do domu. Sąsiadka prowadziła sklep - mówiła. Według jej informacji syn mieszkał z rodzicami.
"Akcja profesjonalnie przeprowadzona"
Jak według mieszkańców wyglądała akcja policji? - Było duże zamieszanie, było bardzo dużo strzałów. Z 50 to na pewno - oceniła kobieta. Wskazała też, że policjanci weszli także do jej mieszkania, by sprawdzić, czy z góry będą mieć lepszy widok na dom, w którym zabarykadował się mężczyzna. - Dzielnicę obstawili i wszystkie ulice dookoła - opisała.
- Na pewno z tego, co widzieliśmy, akcja była bardzo profesjonalnie przeprowadzona. Też jesteśmy za to wdzięczni, że czuliśmy się w miarę bezpiecznie, mimo że znaleźliśmy się w środku tej akcji - oceniła koleżanka kobiety.