Żona i matka ofiary opowiedziały w rozmowie z reporterkami "Uwagi!" TVN o tym, co się działo przez ostatnie miesiące w ich życiu. Rodzina przeżywa traumę po śmierci męża, ojca i syna, a jej dopełnieniem były rozprawy sądowe z udziałem oskarżonych. Kobiety opowiedziały, z jakim traktowaniem ze strony oskarżonych i ich rodzin musiały się mierzyć.
Czytaj również: Obrona zapowiada apelację w sprawie Żaka. "Ten człowiek został wybitnie postawiony na świeczniku"
- Na sali sądowej byli bliscy oskarżonych. Któregoś razu usłyszałam nieprzyjemne, agresywne ataki z ich strony dotyczącego tego, dlaczego tak się patrzę i czy widziałam siebie w lustrze. Na każdej rozprawie miałam poczucie, że jestem na jakiejś imprezie. Dla mnie było to trudne, że ci młodzi ludzie cały czas bawią się. Ich całe życie, a nawet rozprawy w sądzie, są zabawą - powiedziała żona zabitego 37-latka.
Nie ukrywa, że to, co się wydarzyło, pozbawiło ją w pewnym sensie życia. - To, co budowaliśmy przez 18 lat z mężem, w jednej chwili straciłam - powiedziała żona ofiary.
Matka zabitego mężczyzny podkreśliła natomiast w rozmowie z "Uwagą!" TVN, że zachowanie oskarżonych w sądzie było pozbawione jakichkolwiek emocji.
- Nie widziałam po tych ludziach żalu, że kogoś zabili, że zabrali życie młodemu człowiekowi. Przychodzili, witali się, śmiali. Nie zdawali sobie sprawy z tego, co zrobili - powiedziała kobieta.
- Ta myśl o synu, dlaczego właśnie on, jest ciągle, nie mija. Nie potrafię tego zrozumieć i chyba raczej tego nie zrozumiem - mówi matka ofiary.
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej
Trasa Łazienkowska na wysokości przystanku "Torwar". 15 września 2024 roku, godzina 1.30. Volkswagen Arteon, którym podróżował Łukasz Żak wraz z Pauliną K., Sarą S. i Adamem K., wjechał z ogromną prędkością w Forda Focusa.
W wyniku zderzenia zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Hospitalizacji wymagała także Paulina K., która jechała Volkswagenem.
Czytaj więcej: Łukasz Żak usłyszał wyrok. Głos zabrał minister sprawiedliwości
Żak był w chwili wypadku pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Jechał 226 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.
W czwartek zapadł wyrok w tej sprawie. Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia. O warunkowe zwolnienie 28-latek będzie mógł się ubiegać po piętnastu latach. Sąd orzekł też wobec niego karę dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów. Skazany musi także zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł oraz wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tys. zł dla każdej z osób, a dla poszkodowanej w wypadku znajomej Pauliny 150 tys. zł.
Czytaj też: "Testował pan moją cierpliwość wiele razy". Uzasadnienie wyroku w sprawie Łukasza Żaka. Nagranie
Współoskarżeni w procesie Łukasza Żaka również zostali skazani - za pomoc w próbie uniknięcia przez niego odpowiedzialności karnej. Otrzymali wyroki od pięciu do dwóch lat więzienia.