- Miasto zamierza zlikwidować sześć przedszkoli w Śródmieściu. Z powodu kryzysu demograficznego prowadzenie tych placówek stało się - zdaniem urzędników - nieopłacalne.
- Decyzja o wygaszeniu wiązała się ze wstrzymaniem naboru do tych placówek. Zniknęły one z elektronicznego systemu rekrutacji.
- Według resortu edukacji taka decyzja może zapaść tylko w momencie, gdy proces wygaszania jest zakończony. Stolica jest w jego początkowej fazie. Przyjęte zostały uchwały inicjujące likwidację placówek.
- - To jest wprowadzanie ludzi w błąd - oceniła Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu, która interweniowała w tej sprawie wspólnie z posłanką Dorotą Olko.
W listopadzie ratusz poinformował, że za trzy lata do warszawskich przedszkoli pójdzie o ponad 15 tysięcy mniej dzieci niż w 2025 roku. Kryzys demograficzny już teraz odbija się na działalności miejskich placówek, dlatego urzędnicy zdecydowali, że konieczne jest wygaszenie między innymi sześciu przedszkoli ze Śródmieścia.
Chodzi o Przedszkole numer 30 "Zielona Łódeczka" przy ulicy Rozbrat, Przedszkole nr 32 przy Nowogrodzkiej, Przedszkole nr 34 przy Emilii Plater, Przedszkole nr 36 "Odkrywcy Nowego Świata" przy ulicy Nowy Świat, Przedszkole nr 142 przy Dąbrowskiego i Przedszkole nr 278 przy Tatrzańskiej.
"Wprowadzanie ludzi w błąd"
Decyzje miasta nie zostały dobrze przyjęte przez część rodziców, których dzieci będą musiały przenieść się do innych placówek. W ich imieniu interweniowały wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat i posłanka Dorota Olko, reprezentujące Lewicę i stowarzyszenie Wspólne Jutro.
- Od stycznia trwa bój o przedszkola w Śródmieściu. Miasto podjęło zamiar likwidacji bez konsultacji z rodzicami, bez rzetelnej analizy tego, które przedszkola należy zamykać, a które warto zachować, bez jakiegokolwiek przestrzegania procedur - mówiła Magdalena Biejat podczas konferencji prasowej zorganizowanej 13 marca w Pałacu Kultury i Nauki, gdzie trwała sesja Rady Warszawy.
Jak przypomniała, zamiar likwidacji tych placówek został wyrażony wyłącznie w przyjętych w styczniu uchwałach intencyjnych. Gdy 10 lutego ruszyła rekrutacja do miejskich przedszkoli, wygaszane placówki nie pojawiły się w elektronicznym systemie rekrutacji prowadzonym przez Biuro Edukacji.
- Miałyśmy poczucie od samego początku, że to działanie jest niezgodne z prawem, dlatego razem z posłanką Dorotą Olko podjęłyśmy interwencję i wysłałyśmy pytanie do Ministerstwa Edukacji Narodowej czy Miasto Stołeczne Warszawa postępuje zgodnie z prawem - poinformowała wicemarszałkini. - Odpowiedź z Ministerstwa Edukacji Narodowej stwierdza jasno, że samorząd nie może wydawać polecenia zaniechania rekrutacji do przedszkola jedynie na podstawie uchwały intencyjnej - dodała.
Resort edukacji wskazał, że wstrzymanie naboru może nastąpić tylko wtedy, gdy organ prowadzący przedszkole zakończył postępowanie zmierzające do jego likwidacji.
- Jednym słowem: wmawianie rodzicom i dyrektorom, że nie mogą rekrutować do przedszkoli, ponieważ zostały podjęte uchwały o zamiarze ich likwidacji, jest wprowadzaniem ludzi w błąd - oceniła Biejat.
Stwierdziła też, cytując odpowiedź z resortu edukacji, że system rekrutacji online powinien jedynie ułatwiać cały proces, ale nie zwalnia dyrektora z obowiązku przeprowadzenia rekrutacji w placówce. - W tym zakresie również dyrektorzy i dyrektorki zostali wprowadzeni w błąd - zaznaczyła.
Dalej wyliczała, że w sprawie likwidacji placówek miasto powinno uzyskać opinie kuratorium oświaty, co dotychczas się nie wydarzyło. - Absolutnie skandaliczny jest także brak konsultacji społecznych w tej sprawie - dodała Biejat.
Parlamentarzystki zwróciły się do Mazowieckiego Kuratorium Oświaty o kontrolę działań ratusza. Zapytaliśmy kuratorium o tę sprawę, lecz do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Ratusz: interpretacja przepisów nie stanowi prawa
O odniesienie się do zarzutów Lewicy poprosiliśmy stołeczny ratusz. Urzędnicy nie zgadzają się ze stanowiskiem zaprezentowanym podczas konferencji prasowej. Ich zdaniem jest ono interpretacją przepisów, która nie stanowi prawa.
- Przepisy prawa nie są w tej kwestii jednoznaczne. Stąd z jednej strony stanowisko MEN, z drugiej strony orzeczenia sądów - przekazała nam Monika Beuth, rzeczniczka urzędu miasta. Stoimy na stanowisku, popartym właśnie orzecznictwem sądów administracyjnych, a także stanowiskiem doktryny prawa oświatowego, że dopuszczalne jest zaprzestanie rekrutacji do przedszkola objętego procedurą likwidacyjną - poinformowała.
Zaznaczyła, że ratusz opiera swoje działania o przepisy prawa oświatowego. - Uchwała o zamiarze likwidacji stanowi podstawę prawną do nieprowadzenia rekrutacji, ponieważ inicjuje ona procedurę likwidacyjną placówki, a nieprowadzenie rekrutacji jest jej elementem - dodała Beuth.
Jak przekazała, miasto wystąpiło do mazowieckiego kuratora oświaty z prośbą o opinię w sprawie uchwał intencyjnych dotyczących likwidacji przedszkoli. - Zawiadomiliśmy również rodziców o planowej likwidacji - zaznaczyła. - Wszystkim dzieciom z likwidowanych przedszkoli, które będą kontynuować wychowanie przedszkolne, zostało zapewnione miejsce w przedszkolu wybranym przez rodziców - zapewniła Beuth.
Działanie "w interesie dzieci i ich rodziców"
- Wstrzymanie rekrutacji do przedszkoli, co do których zainicjowano proces likwidacji, jest podyktowane interesem dzieci i ich rodziców. Prowadzenie naboru do przedszkoli, które zgodnie z uchwałami Rady Warszawy, są w procesie wygaszania mogłoby być uznane za działanie dezinformujące, nie tylko dla rodziców, ale i dla kadry pedagogicznej i niepedagogicznej, która zostałaby pozbawiona prawa do wcześniejszego rozpoczęcia poszukiwania nowego miejsca pracy - argumentowała rzeczniczka.
Wskazała też, że przyjęcie dziecka do przedszkola, które to z dużym prawdopodobieństwem nie będzie funkcjonowało od września 2026 roku, odbiera rodzicom możliwość zapisu do innej placówki.
- Zgodnie z przepisami, po zakończeniu rekrutacji podstawowej i uzupełniającej, rodzice mogą ubiegać się o przyjęcie dziecka dopiero we wrześniu. A to oznacza, że rodzice z likwidowanych placówek pozbawieni byliby szerokiego wyboru. Z tego względu dzieciom i pracownikom z likwidowanych jednostek już teraz zaproponowano miejsca w innych placówkach - wyjaśniła.
Są placówki, gdzie dzieci jest mniej niż pracowników
Z wyliczeń ratusza wynika, że po likwidacji wybranych sześciu placówek w ich najbliższym sąsiedztwie pozostają po rekrutacji nadal 393 wolne miejsca, a w całym Śródmieściu jest ich blisko 600. Rzeczniczka miasta przekonuje, że są to "bardzo dobre przedszkola, ze znakomitą infrastrukturą, położone w niewielkiej odległości od likwidowanych oraz zatrudniające wyspecjalizowaną kadrę".
- Utrzymywanie przedszkola, w którym zatrudnionych jest więcej pracowników niż zapisanych dzieci wiążę się nie tylko z nieracjonalnością wydatków, ale brakiem stabilności zatrudnia oraz problemami w organizacji zajęć i opieki dla przedszkolaków. Taką sytuację mamy obecnie w Przedszkolu numer 32, do którego uczęszcza 14 dzieci i zatrudnionych jest 14 pracowników, czy w Przedszkolu numer 34, do którego uczęszcza 10 dzieci i zatrudnionych jest 13 pracowników - wskazała Beuth.
Likwidują stare przedszkola, budują nowe
Podczas konferencji prasowej radna Lewicy - Miasto Jest Nasze Agata Diduszko-Zyglewska oceniła, że działania miasta w sprawie przedszkoli są nielogiczne. Jak wyliczała, z jednej strony urzędnicy zachęcają do rekrutacji do publicznych placówek, z drugiej likwidują przedszkola z kilkudziesięcioletnimi tradycjami, a z trzeciej - ogłaszają budowę nowych. - Brak tutaj spójności i przede wszystkim brak dialogu z rodzicami - mówiła.
W podobnym tonie wypowiedziała się Julia Zimmermann, wiceprzewodnicząca Rady Dzielnicy Śródmieście. Jej zdaniem, sytuacja demograficzna w Śródmieściu była od dawna znana władzom miasta, ale czas na reakcję nie został właściwie wykorzystany. - Miasto zwlekało tak długo, jak się dało - stwierdziła.
Dodała, że wielu opiekunów przy wyborze placówki dla dziecka nie kieruje się miejscem zamieszkania, co widać było na przykładzie śródmiejskich placówek. - Często rodzice chcą mieć dziecko nie obok domu, tylko właśnie tam, gdzie są blisko w czasie pracy, żeby móc szybko do tego dziecka dotrzeć w nagłej sytuacji - mówiła.
Według ratusza ten trend był rzeczywiście obserwowany w minionych latach, lecz wiele zmieniło się za sprawą pandemii, która spowodowała zmianę modelu zatrudnienia i spadek zainteresowania przedszkolami w centrum. - Rodzice pracujący zdalnie potrzebują przedszkola położonego w pobliżu miejsca zamieszkania. Nie są już zainteresowani dowożeniem dziecka do przedszkola w okolicy miejsca pracy - twierdzi rzeczniczka urzędu miasta.
- Dlatego budujemy nowe placówki wychowania przedszkolnego w tych rejonach Warszawy, gdzie mieszkają rodziny z małymi dziećmi. W ostatnich latach wybudowaliśmy 22 przedszkola, w których widzimy pełne wykorzystanie miejsc. Kolejne dwa są w budowie, a pięć jest na etapie planowania - podsumowała.