Znali się kilka godzin, wsiedli na hulajnogę. Klaudia nie żyje, Maciej nie przyznaje się do winy
Klaudia zginęła 30 czerwca 2020 roku. Na hulajnodze elektrycznej jechała razem ze swoim znajomym. Jak tuż po wypadku informowała prokuratura, ona stała z przodu, on za nią. Wracali z klubu, oboje byli pod wpływem alkoholu. Na progu zwalniającym, na skrzyżowaniu w samym centrum stolicy, stracili równowagę. Ona w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie wkrótce zmarła. Jemu nic się nie stało.
Niedługo później prokuratura postawiła, wówczas 25-letniemu, mężczyźnie zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Na trzy miesiące trafił do aresztu. Kolejne pięć lat, już na wolności, czekał na początek procesu. We wtorek, wraz ze swoimi dwoma obrońcami, stawił się w siedzibie Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia.
Obrona chce uniewinnienia
Już na początku rozprawy obrońcy złożyli wniosek o umorzenie postępowania.
Przypomnijmy, osoba poruszająca się na hulajnodze, zgodnie z obowiązującym jeszcze do połowy maja 2021 roku (do wypadku, w którym zginęła Klaudia, doszło niemal rok wcześniej) prawem, traktowana była jak pieszy. Nie był również uregulowany status prawny samej hulajnogi elektrycznej. Jak tłumaczył nam były policjant, sądowy biegły - Wojciech Pasieczny - wedle przepisów oskarżony "był kimś, kto poruszał się na czymś". Tę lukę w prawie między innymi chciała wykorzystać obrona.
Jak argumentowali obrońcy oskarżonego, prokuratura nie przedstawiła dowodów na to, kto faktycznie był kierującym. Nie zabezpieczono śladów daktyloskopijnych z urządzenia. Ponadto, jak zaznaczyli, "kwalifikacja hulajnogi w dacie popełnienia czynu nie została opisana w ustawie."
O oddalenie wniosku wnosiła prokurator Anna Chełkowska, której zdaniem wina oskarżonego nie budzi wątpliwości.
Z kolei Waldemar Murek, pełnomocnik rodziców zmarłej Klaudii powiedział: - W moim odczuciu zebrane w sprawie materiały dowodowe, te, o których zapomniał wspomnieć mój przeciwnik, które są w aktach, jednak wskazują na winę oskarżonego.
To nagrania z monitoringu czy zeznania świadków. - Także oskarżony, wobec osób trzecich, tuż po zdarzeniu, przyznawał się do prowadzenia tego pojazdu i tak było - uznał.
Sąd odrzuca wniosek
Ostatecznie sędzia Urszula Gołębiewska-Budnik odrzuciła wniosek obrony.
- W ocenie sądu materiał dowodowy zgromadzony w sprawie, w szczególności w postaci zeznań świadków, protokołów, oględzin monitoringu, opinii biegłego z badania elektrycznego urządzenia transportu osobistego, to jest hulajnogi, wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że oskarżony popełnił zarzucany mu czyn - stwierdziła.
- Materiał dowodowy przedstawiony przez oskarżyciela publicznego stwarza konieczność jego gruntownej oceny po przeprowadzeniu postępowania sądowego, a nie jest tak jednoznaczny, jak chcą tego obrońcy - dodała.
Oskarżony nie przyznaje się do winy
Prokurator Anna Chełkowska mogła odczytać akt oskarżenia.
Zarzut, który przedstawili oskarżonemu śledczy, brzmi tak: "na skrzyżowaniu ulic Mokotowskiej i Chopina - kierując w stanie nietrzeźwości, co najmniej 0,55 mg/l [około 1,1 promila - red.] alkoholu w wydychanym powietrzu, pojazdem silnikowym, hulajnogą elektryczną - nie zachował należytej ostrożności pozwalającej uniknąć zagrożenia bezpieczeństwa, wbrew konstrukcyjnemu przeznaczeniu pojazdu przewoził hulajnogą pasażera, nie dostosował prędkości do panujących warunków, powodując przewrócenie hulajnogi, w wyniku czego pasażerka doznała urazu głowy skutkującego jej śmiercią".
Oskarżony nie przyznał się do winy. Na tym etapie nie chciał składać wyjaśnień. W krótkich słowach zwrócił się do rodziny zmarłej Klaudii, którzy byli na sali sądowej.
- Chciałbym złożyć z tego miejsca najszczersze kondolencje rodzinie. Była to niewyobrażalna tragedia dla państwa, ale też dla mnie. Tragedia,z którą się mierzę każdego dnia - powiedział.
Grozi mu 12 lat więzienia.