Beata Michalec jest radną Warszawy z ramienia Koalicji Obywatelskiej. Z partią związany jest także jej mąż, to jeden z "etatowych" burmistrzów KO - obecnie rządzi w Wawrze, wcześniej kierował urzędem dzielnicy na Żoliborzu. Michalec była wicedyrektorką podległego marszałkowi Adamowi Struzikowi (PSL) Muzeum Niepodległości, wcześniej pracowała w oświacie. Z oficjalnego biogramu wynika, że w polu jej zainteresowań jest przede wszystkim historia, szczególnie historia Warszawy, a niekoniecznie literatura.
Przegrała konkurs, została p.o. dyrektora
W 2024 roku startowała w konkursie na szefową Muzeum Literatury, ale przegrała z doświadczoną menedżerką kultury i byłą dziennikarką, związaną z Muzeum Historii Polski Agnieszką Celedą. Władze Mazowsza zignorowały jednak wyniki konkursu i powołały Michalec na pełniącą obowiązki dyrektora Muzeum Literatury.
Zgodnie z prawem taką funkcję można sprawować maksymalnie rok. Dlatego pod koniec 2025 roku zorganizowano drugi konkurs, obsadzając większość komisji osobami z kręgów KO i PSL, które wskazały Beatę Michalec. Votum separatum zgłosiło dwoje członków komisji Marzanna Bogumiła Kielar i Jacek Dehnel. Ten ostatni ujawnił w mediach społecznościowych treść pisma, opisującego atmosferę i przebieg procesu rekrutacji (streszczamy je na końcu tekstu). O sprawie zrobiło się głośno.
Ministra protestuje, marszałek powołuje
Ministra kultury Marta Cienkowska (Polska 2050) poinformowała Adama Struzika, że nie zgadza się na powołanie radnej na dyrektorkę. Miała do tego prawo, ponieważ Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest współprowadzącym muzeum. Na marszałku najwyraźniej nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
Biuro Prasowe Urząd Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego potwierdziło nam, że Beata Michalec została powołana na stanowisko dyrektorki Muzeum Literatury. I to na maksymalny okres przewidziany prawem, czyli na siedem lat.
Z lakonicznej i niepodpisanej nazwiskiem odpowiedzi, którą uzyskaliśmy wynika, że wskazując swoich przedstawicieli do składu komisji (wspomniani Kielar i Dehnel) ministra "wyraziła zgodę na powołanie dyrektora Muzeum Literatury w trybie konkursowym". Czyli wysłanie swoich przedstawicieli miałoby oznaczać z góry akceptację wyników konkursu.
Jeśli chodzi o przebieg tego postępowania urząd nie ma sobie nic do zarzucenia. "Konkurs na kandydata na stanowisko dyrektora Muzeum Literatury został przeprowadzony zgodnie z obowiązującymi przepisami: rzetelnie, w sposób otwarty, konkurencyjny i transparentny. Pani Minister nie zapoznała się z dokumentacją konkursową, ani też z protokołem końcowym przed wydaniem swojego stanowiska. Opierała się jedynie na doniesieniach medialnych i podpisanym przez dwóch jej przedstawicieli votum separatum" – czytamy w odpowiedzi biura prasowego. Tyle że wcześniej ministerstwo informowało, że nie udostępniono mu protokołu.
Konkurs "od początku budził wątpliwości"
W resorcie kultury nadal są pewni, że jako współprowadzący muzeum, mogą nie zgodzić się na wybór dyrektora placówki. "W związku z naruszeniem przez Województwo Mazowieckie zapisów umowy o współprowadzeniu, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego analizuje możliwości podjęcia stosownych działań formalno-prawnych" – odpisała nam Magdalena Dorożała z centrum informacyjnego MKiDN.
A rzecznik ministerstwa Piotr Jędrzejowski, przekazał, że konkurs określany przez ludzi Struzika jako rzetelny, otwarty, konkurencyjny i transparentny, "od początku budził wątpliwości – już na etapie powoływania składu komisji konkursowej".
"Zgłaszaliśmy te wątpliwości Urzędowi Marszałkowskiemu jeszcze przed rozpoczęciem procedury" – stwierdził Jędrzejowski. I podkreślił, że ministerstwo kultury podtrzymuje swoją niezgodę na powołanie Beaty Michalec na stanowisko dyrektorskie. "Oczekujemy rozpisania nowego konkursu" – podał.
Wcześniej ministerstwo pisało wprost, że nie zgadza się na to, by komisje konkursowe były pretekstem do obsadzania stanowisk z klucza politycznego. "Decydującym czynnikiem muszą być merytoryczne kompetencje, a nie partyjne umocowania" - podkreślono.
Nie zgadzali się na trudne pytania
Pisarz Jacek Dehnel opublikował w mediach społecznościowych treść votum separatum, które zgłosił wraz z Marzanną Bogumiłą Kielar.
Dehnel i Kielar wyrazili wątpliwości co do składu komisji, "możliwych konfliktów interesów i trybu powołania niektórych jej członków". Napisali, że zgłosili dodatkowe kryteria oceny kandydatów, które komisja odrzuciła niemal w całości. A chodziło o fundamentalne kwestie: m.in. umiejętność obchodzenia się z archiwami, wysokie kompetencje w zakresie historii literatury czy obecność na współczesnym polu literackim.
"Jako osoby powołane do tej funkcji publicznej, otrzymaliśmy szereg wiadomości, listów i informacji, dotyczących obecnego stanu rzeczy w Muzeum. Uznaliśmy za istotne, żeby skonfrontować z nimi tę osobę spośród kandydatów, która przez niemal rok pełni obowiązki dyrektorki Muzeum - panią Beatę Michalec. Zwłaszcza, że pośród zarzutów były i bardzo poważne, dotyczące łamania ustawy o muzeach i narażania na niebezpieczeństwo uszkodzenia/zniszczenia cennych muzealiów" - napisali.
Opisali, że mieli problem z zadawaniem pytań: "Podczas rozmów z kandydatami przewodnicząca i niektórzy członkowie komisji uniemożliwili nam zadawanie krytycznych pytań p. Beacie Michalec, odnoszących się do jej zarządzania Muzeum oraz merytorycznego nieprzygotowania. Kiedy zaczęliśmy pytać o decyzje podjęte przez p. Michalec podczas pełnienia obowiązków dyrektorki Muzeum, usłyszeliśmy, że nie wolno nam zadawać pytań w kwestiach 'personalnych' i że są to 'argumenty ad personam', wolno nam pytać jedynie o 'wizję', podobnie jak w przypadku pozostałych kandydatów".
Autorka/Autor: Piotr Bakalarski
Źródło: tvnwarszawa.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Albert Zawada/PAP