"Poczułam smród spalenizny". Zatrzymali kobietę podejrzaną o podpalenie włosów

Policjanci zatrzymali podejrzaną o podpalenie włosów
Dworzec Centralny od strony ulicy Emilii Plater
Źródło: Mateusz Szmelter/tvnwarszawa.pl
Początkowo myślała, że pod nogami ma petardę. Zapach spalenizny pochodził jednak z jej palących się włosów. Policjanci zatrzymali 35-letnią Natalię S., podejrzaną o podpalenie włosów kobiecie na Dworcu Centralnym. Usłyszała zarzuty i trafiła do aresztu.

Do zdarzenia doszło 17 stycznia w hali kasowej dworca PKP Warszawa Centralna. Wówczas młodej kobiecie nieznana napastniczka podpaliła włosy na głowie i uciekła. Poszkodowana zgłosiła sprawę na policję.

Zarzuty i areszt

Policjanci zatrzymali 35-letnią Ukrainkę. "Usłyszała zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz kierowania groźby pozbawienia życia wobec innej osoby, co ustalili w toku postępowania policjanci kryminalni Komisariatu Kolejowego Policji w Warszawie" - poinformował w komunikacie asp. szt. Artur Wojdat z Komisariatu Kolejowego Policji.

Na podstawie przedstawionego przez funkcjonariuszy materiału dowodowego Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wydał postanowienie o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania Natalii S. na okres trzech miesięcy. S. grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat. Postępowanie prowadzi KKP w Warszawie.

Policjanci zatrzymali podejrzaną o podpalenie włosów
Policjanci zatrzymali podejrzaną o podpalenie włosów
Źródło: KKP w Warszawie

"Poczułam okropny smród spalenizny"

W styczniu sprawę podpalenia włosów opisywaliśmy na tvnwarszawa.pl. Poszkodowana kobieta opowiedziała o zdarzeniu w mediach społecznościowych, między innymi na TikToku.

"Wsiadłam do windy, zjechałam i pierwsze co, to podeszłam do elektronicznego spisu pociągów, który znajduje się praktycznie naprzeciwko tej windy. I w tym momencie ktoś puknął mnie w plecy. Spojrzałam na torebkę, którą miałam przewieszoną na przodzie, czy nie zostałam okradziona. Odwróciłam głowę i widzę kobietę, która dosyć szybkim tempem zmierza w kierunku wyjścia od strony ulicy Emilii Plater. Ale niestety poczułam okropny smród spalenizny, więc byłam święcie przekonana, że ktoś mi wrzucił petardę pod nogi. Przesunęłam się parę metrów dalej i jak się okazało, to płonęły moje włosy" - relacjonowała na nagraniu.

Claudia zgłosiła najpierw sprawę ochronie dworca, ale ich postawę oceniła jako "karygodną", "ponieważ jedynie co powiedzieli: okej, przyjęliśmy".

Poszła także na policję. Funkcjonariusze zaznaczyli wówczas, że sprawa jest priorytetowa. "Straciłam pięć centymetrów włosów, bo one były mierzone na komisariacie. W całej tej sytuacji o te włosy nie chodzi. Tylko chodzi o podpalenie kogoś 'na żywca'. Cieszę się, że nie mam poparzonej twarzy, ciała. Że kurtka, którą miałam na sobie, również nie zajęła się ogniem" - podsumowała.

Czytaj także: