Osiedle Jazdów przeciw podwyżce. "Należy zapłacić uczciwą stawkę"

Osiedle domków fińskich na Jazdowie
Osiedle domków fińskich na Jazdowie
Źródło: Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl
Organizacje pozarządowe alarmują o drastycznej podwyżce czynszu za dzierżawę domków fińskich na Jazdowie. Twierdzą, że w skali całego osiedla to wzrost o ponad 200 tysięcy złotych rocznie. Urzędnicy przyznają, że od lat prowadzą "niełatwy dialog" z organizacjami wynajmującymi drewniaki. Ich zdaniem każda próba zmiany czynszu kończy się awanturą.
Kluczowe fakty:
  • Organizacje pozarządowe na Osiedlu Jazdów nie godzą się na podwyżkę czynszów zaproponowaną przez miasto. Twierdzą, że oczekiwane przez urzędników stawki uniemożliwią im dalszą działalność.
  • Ratusz odpowiada, że proponowane kwoty wynikają z prawa miejscowego i są najniższe z możliwych dla organizacji pożytku publicznego. Miasto podkreśla, że domki fińskie utrzymuje i remontuje na swój koszt.
  • Wiceprezydentka Warszawy Aldona Machnowska-Góra podkreśla, że miasto nie ma złych intencji wobec strony społęcznej. - Za korzystanie z przestrzeni publicznej należy zapłacić uczciwą stawkę i tak, zdarzają się podwyżki - pisze.
  • Osiedle domków fińskich to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Kolonię tworzy 26 parterowych drewniaków, które przywieziono do Polski z Finlandii, ale "w darze" od Związku Radzieckiego. Kilkanaście lat temu urzędnicy chcieli je zburzyć. Zmienili zdanie pod wpływem społecznego oporu.

O problemach związanych z podwyżką czynszów poinformował Wolny Jazdów reprezentujący stowarzyszenia społeczne, kulturalne, edukacyjnych, ekologiczne działających na osiedlu. W mediach społecznościowych napisano, że 23 lutego zakończyły się umowy z miastem, które regulują obecność organizacji w domkach fińskich. Według przedstawicieli Wolnego Jazdowa, władze Warszawy dają możliwość przedłużenia umów, ale - jak oceniają - z drastyczną podwyżką. "Zaproponowana kwota to aż 236% stawki, jaką płacimy obecnie. W skali całego Osiedla to wzrost o 219 000 zł rocznie" - wylicza Wolny Jazdów.

"Drastyczne podwyżki kosztów"

Organizacja twierdzi, że to za dużo, a organizacje samorządowe są uzależnione od dobrowolnego wsparcia. Nie rozumieją też, dlaczego środki miałyby "płynąć szerokim strumieniem do kasy ratusza, zamiast na działania w Jazdowie".

"Dla nas to oznacza ogromny problem i potencjalną rezygnację z części działań, dla niektórych – po prostu zakończenie funkcjonowania i opuszczenie Jazdowa, bo nie są w stanie podołać tak drastycznym podwyżkom kosztów" - ocenia Wolny Jazdów.

Z wpisu dowiadujemy się też, że jesienią zeszłego roku władze miasta przedstawiły organizacjom warunki kontynuacji najmu na kolejnych pięć lat. Według aktywistów nie był to jednak dialog. "Warunki zostały nam podyktowane, a kolejne spotkania, pisma i próby rozmowy w żaden sposób nie zmieniły decyzji o drakońskich podwyżkach" - uważają.

Podwyżki miałaby wynieść kilkanaście tysięcy złotych w skali roku za najem jednego domku. Organizacje podnoszą, że ich koszty rosną, bo 80-letnie domki wymagają napraw i remontów, które - jak twierdzą - wykonują na własny koszt. Wyzwaniem jest też ogrzanie drewniaków, szczególnie podczas tak mroźnej zimy jak ta ostatnia.

"Miasto chce zarabiać na darczyńcach"

W poście czytamy też, że "urząd sam przyznał, że realne koszty utrzymania osiedla wynoszą 8-9 zł w przeliczeniu na metr kwadratowy powierzchni domku."

"Tymczasem my mamy płacić 27,06 zł. Kwota może nie wydawać się duża, jednak to tylko jeden ze stałych kosztów utrzymania i działalności, a jazdowskie organizacje utrzymują się dzięki dobrowolnym darowiznom i pracy wolontariackiej" - tłumaczą. "Jedyną możliwością obniżki czynszu, jaką proponuje miasto, jest... otrzymanie dotacji od samego urzędu. Stabilność infrastruktury społecznej nie powinna być konkursem o przetrwanie" - twierdzą.

Wolny Jazdów podkreśla, że ich działalność jest niekomercyjna. Zarzuca też władzom Warszawy, że stawiając sprawy w ten sposób, miasto "chce zarabiać na ich darczyńcach i beneficjentach prowadzonej przez nich działalności pożytku publicznego i na nieodpłatnej, misyjnej pracy setek wolontariuszy".

"Niełatwy dialog z organizacjami pozarządowymi"

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy stołeczny ratusz. Jego rzeczniczka Monika Beuth zaznacza na wstępie Osiedle Jazdów to teren miejski i dobro wspólne, a miasto pokrywa koszty związane z jego utrzymaniem, użytkowaniem i remontami.

"Dlatego władze dzielnicy i stolicy od lat prowadzą niełatwy dialog z organizacjami pozarządowymi, które tam działają. Przy każdej próbie regulacji czynszów i uwspólnienia jej z innymi - organizacje z Jazdowa protestują. Po stronie miasta zasady są transparentne: wszyscy mają być równo traktowani, organizacje z Osiedla Jazdów powinny ponosić koszty porównywalne z NGO-sami w innych lokalach na terenie Śródmieścia. Miasto podkreśla też, że nikt nie zamierza zmieniać charakteru Osiedla Jazdów, ani władze miasta, ani dzielnicy" - zapewnia nas Beuth.

Według urzędników każda próba regulacji wysokości czynszu, zapowiedź przeprowadzenia remontu czy określenia przyszłości miejsca w planie miejscowym kończą się zarzutami o "chęć zniszczenia tego miejsca". "Mimo że władze miasta nie tylko dążą do zachowania unikatowego charakteru osiedla, ale także w to inwestują" - przekonuje urzędniczka.

Zauważa, że "stawka czynszu nie była zmieniania od lat", a organizacje z Jazdowa nie zgadzają się na jakąkolwiek podwyżkę.

Ratusz: część organizacji wycofała się z ustaleń

Przedstawicielka ratusza przypomina, że w 2024 roku dzielnica Śródmieście ustąpiła wobec próśb organizacji i rozpoczęła negocjacje, które trwały kolejny rok. Okres przejściowy miał umożliwić wypracowanie docelowego modelu współpracy. Beuth twierdzi, że organizacje oczekiwały preferencyjnych czynszów, długoletnich umów i gwarancji pozostania na osiedlu, nawet w trakcie remontów.

"W toku rozmów w 2025 r. ustalono m.in. następujące warunki: pięcioletni okres najmu dla wszystkich, stawka czynszu: najniższa dla NGO w Śródmieściu 22,00 zł/m2 + VAT (w przypadku realizacji zadań miasta, stawka zostanie ustalona w wysokości odpowiadającej rzeczywistym kosztom utrzymania, czyli 9,31 zł/m2 + VAT), opłaty niezależne od wynajmującego zgodnie z rzeczywistym zużyciem" - wylicza Beuth. Według ratusza, z zarządzeniem prezydenta miasta i uchwałą władz Śródmieścia taniej być nie może.

Dzielnica złożyła także deklarację zapewnienia domów rotacyjnych na czas remontów. Wcześniej "wyrównano też czas trwania umów, aby wszyscy byli równo traktowani". Rzeczniczka zapewnia, że było to omówione podczas spotkania 9 października 2025 roku.

Do końca 2025 roku organizacje miały złożyć wnioski i programy swoich działań, żeby przed wygaśnięciem umów wszyscy mogli przystąpić do podpisania nowych. "Już w listopadzie 2025 r. zostało złożonych 13 wniosków wraz z programem, jeden był w trakcie kompletowania, a dwa domki są w zarządzie Domu Kultury Śródmieścia. Dzielnica przygotowywała stosowne decyzje – na pięć domków podpisała umowy, ale nagle 30 stycznia 2026 r. część organizacji wycofało się z dotychczasowych ustaleń" - informuje Monika Beuth.

Miasto oczekuje uczciwej rozmowy od partnerów

W wiceprezydentka Warszawy Aldona Machnowska-Góra zauważa, że pięć z 13 organizacji ma dotację, więc płaciłoby realnie tylko koszty utrzymanie (czyli wspomniane dziewięć złotych za metr kwadratowy).

"Nie ma tu żadnych złych intencji. Za korzystanie z przestrzeni publicznej należy zapłacić uczciwą stawkę i tak - zdarzają się podwyżki. Tym razem, po wielu latach żadnych zmian w stawkach czynszu, miasto widzi potrzebę jej zmiany. Zresztą wynosi dla niektórych niespełna 140 proc, a nie 250 proc. Stawiamy sprawę jasno i oczekujemy od naszych partnerów z NGO dialogu i uczciwej rozmowy, do której zapraszam. Jazdów zostanie, to oczywiste - deklaruje Mahnowska-Góra.

Miasto zapewnia też, że inwestuje w Osiedle Jazdów. Trwa modernizacja infrastruktury oraz remont trzech domków, a w przygotowaniu jest remont kolejnych.

Osiedle jedyne w swoim rodzaju

Osiedle domków fińskich ciągnące się po obu stronach ulicy Jazdów to miejsce unikatowe. Kolonię tworzy 26 parterowych drewnianych domków jednorodzinnych.

Domki montowano z drewnianych prefabrykatów, które Warszawa dostała w darze od rządu radzieckiego. Ich pierwszy transport przybył do stolicy 1 marca 1945 roku. Do Związku Radzieckiego trafiły w ramach fińskich reparacji wojennych i stąd pochodzi ich popularna nazwa.

W 1945 roku w domkach na Jazdowie mieszkali pracownicy Biura Odbudowy Stolicy. Potem chętnie wprowadzali się do nich artyści, m.in. Maria Czubaszek, Barbara Wrzesińska, Jonasz Kofta. Służyły mieszkańcom, tworząc przez lata zielone osiedle.

W 2011 roku pisaliśmy o tym, że miasto zamierzało wyburzyć domki fińskie. Wówczas zajmowali je mieszkańcy. Nie obyło się bez protestów. Cztery budynki rozebrano, ale wkrótce władze dzielnicy uznały, że osiedle pozostanie, lecz w nieco zmienionej formule - w części domków pozostali lokatorzy, a inne posłużyły na cele kulturalne i społeczne. Objęto je także ochroną konserwatorską.

Czytaj także: