Sum pożarł nurogęś. "Bez żadnego większego plusku, walki"

Sum pożarł nurogęś
Sum pożarł nurogęś. Pisklęta mają nową mamę
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Nurogęś miała dziesiątkę małych, teraz ma ich dwadzieścia. Przygarnęła maluchy, które straciły matkę. Zaatakował ją i pożarł sum.

W sobotę do ptasiego azylu warszawskiego zoo trafiły młode nurogęsi, których matka została pożarta przez rybę podczas próby przedostania się z Łazienek Królewskich do Wisły.

- To po prostu wyglądało jak zaciągnięcie spod wody. Bez żadnego większego plusku, walki. To daje nam pogląd, z jak dużą rybą mamy do czynienia - powiedział Hubert Mateuszczyk z Zarządu Zieleni, wskazując na suma w wodzie, który - jak dodał - "doprowadził do tej całej akcji".

"Potrafi osiągać naprawdę duże rozmiary"

- Sum potrafi osiągać naprawdę duże rozmiary, do dwóch metrów, więc jak porównamy sobie te dwa organizmy, czyli suma i nurogęś to odpowiedź sama nam się nasuwa. Jest to możliwe - stwierdziła dr Paula Kiełbik ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

- Paszcza suma może mieć średnicę kilkudziesięciu centymetrów, może 40-50 w przypadku wyrośniętych egzemplarzy, co w zupełności pozwala, by taką nurogęś zjeść - dodał Grzegorz Czarnecki z warszawskiego ogrodu zoologicznego.

Nie poradziłyby sobie bez matki

Na ratunek osieroconym pisklętom ruszyli wszyscy, którzy jak co roku pomagają bezpiecznie przejść nurogęsiom z Łazienek nad Wisłę.

- Dzięki straży miejskiej, pracowniczce Łazienek Królewskich i naszemu ornitologowi udało się odłowić te małe nurogęsi. Najpierw dziewiątkę, a później nasza wolontariuszka znalazła jeszcze jedną, która prawdopodobnie się ukryła. Finalnie dziesiątkę udało się dowieźć do Ptasiego Azylu - opisała Barbara Różalska z Zarządu Zieleni.

Dla piskląt życie bez matki na dłuższą metę nie wróżyło jednak nic dobrego.

- Bez nauki i opieki matki, która nauczy ich rozpoznawania zagrożeń i taktyki przetrwania te nurogęsi nie mają szansy przetrwać w naturze - dodała Różalska.

Miała 10, ma 20

Kolejnego dnia wolontariusze dali znać, że z Łazienek w kierunku Wisły wyruszyła kolejna ptasia rodzina.

- Goniliśmy tę samicę, bo była niesamowicie szybka - opisał Hubert Mateuszczyk z Zarządu Zieleni.

Gdy nurogęś ze swoimi małymi zbliżała się do rzeki pracownicy Ptasiego Azylu natychmiast wysłali osierocone pisklęta na miejsce. Wszyscy spotkali się nad Wisłą. Dziesięć małych nurogęsi dołączyło do nowej mamy i jej dzieci.

- Ta matka, słysząc nawoływanie młodych, natychmiast w naszą stronę popłynęła i udało się. Zaadoptowała je. Jest więc teraz samica z 20 małych nurogęsi - zaznaczyła Barbara Różalska z Zarządu Zieleni. Jak wygląda nawoływanie? – Matka gęga, kwaka do nich, woła - dodała.

Liczba dzieci pod opieką nie ma większego znaczenia

Ornitolodzy liczą, że to będzie udana rodzina. Nurogęsi liczyć nie potrafią. Dla matki liczba dzieci pod opieką nie ma większego znaczenia.

- Kiedyś na tym stawie była kaczka z jednym pisklakiem. Od razu przyniesiono jeszcze 10, w tym samym wieku. W koszyczku je miałem, podszedłem nad wodę. Ta zdenerwowana, podpłynęła do mnie, bo kaczuszki piszczały i ja je wtedy wypuściłem. Tą dziesiątkę zaadoptowała i popłynęła cała szczęśliwa - opowiedział dr Andrzej Kruszewicz ornitolog i dyrektor warszawskiego ogrodu zoologicznego.

OGLĄDAJ: TVN24
pc

TVN24
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Autorka/Autor: Łukasz Wieczorek (Polska i Świat)
Czytaj także: