Do incydentu doszło w sobotę. Pan Arkadiusz wracał z treningu z synem i kolegą. Zatrzymali się na Moście Poniatowskiego, żeby zobaczyć przelot wojskowych samolotów. Potem ruszyli w kierunku Stadionu Narodowego. Chcieli zawrócić i pojechać w okolice Wisłostrady, gdzie odbywała się defilada z okazji Święta Wojska Polskiego.
Na wysokości Wału Miedzeszyńskiego rowerzysta zmieniał pasy ruchu z powodu tymczasowych oznaczeń na jezdni. Nagle usłyszał za sobą dźwięki klaksonu podążającego za nim Mini Coopera.
- Odwróciłem się i tuż za mną zobaczyłem kierowcę, który zaczął wściekle trąbić. Miałem wystawioną rękę, sygnalizując chęć skrętu w lewo i odwróciłem się do niego z gestem "co chodzi?". Wtedy kierowca dodał gazu i wjechał we mnie. Uderzył środkiem zderzaka w tylne koło roweru - relacjonuje rowerzysta.
"Próbował zrzucić mój rower z mostu"
Jak opowiada, obaj zatrzymali się. Kierowca wysiadł z auta i podszedł do niego. - Najpierw mnie uderzył, ale lekko się schyliłem, więc tylko zahaczył ręką o kask. Potem kopnął w mój rower i próbował mnie opluć. Wrócił do samochodu, jakby chciał odjechać - wspomina pan Arkadiusz.
Dodaje, że zawołał do swoich towarzyszy, żeby wezwali policję, sam stanął przed maską auta. - Wtedy kierowca znów wysiadł z pojazdu. Podszedł do mnie i próbował zrzucić mój rower z mostu - twierdzi nasz rozmówca.
Podkreśla, że zarówno on, jak i towarzyszący mu mężczyźni, nagrywali tę sytuację. W pobliżu byli też inni kierujący i piesi. - Widząc, że on wyrywa mi rower, ludzie zaczęli krzyczeć, kierowcy trąbili. Wtedy odpuścił - mówi.
Na udostępnionych naszej redakcji nagraniach widać dokładnie przebieg szarpaniny. Kierowca był wyraźnie zdenerwowany, machał rękami i wykrzykiwał do rowerzysty w języku angielskim, że ten go sprowokował i specjalnie zahamował tuż przed jego maską.
Policjanci pouczyli agresywnego kierowcę
Na miejscu pojawił się wkrótce pieszy patrol policji, a w następnych minutach przyjechała załoga drogówki. - Policjanci próbowali opanować emocje kierowcy. Przez dobre pół godziny wyzywał nas i twierdził, że zajechałem mu drogę. Policja przyjęła jednoznacznie moją wersję - podkreśla pan Arkadiusz.
Komenda Stołeczna Policji potwierdza, że zdarzenie zostało rozliczone jako kolizja drogowa. Jak przekazał nam podkomisarz Kamil Sobótka, według funkcjonariuszy drogówki, kierowca Mini Coopera załamał zasady wynikające z artykułu 19 kodeksu drogowego, czyli nie zachował należytej odległości od poprzedzającego go jednośladu i najechał na jego tył.
- Obaj uczestnicy tego zdarzenia byli trzeźwi, kierowca posiadał uprawnienia do prowadzenia pojazdów. Nie było konieczności wzywania zespołu ratownictwa medycznego. Kierowca został za to wykroczenie pouczony - informuje policjant. Dodaje, że otrzymał też mandat w związku ze stanem technicznym pojazdu.
Pan Arkadiusz przyznaje, że nie pierwszy raz doświadczył agresji drogowej. - Niestety jest typowa sytuacja, dlatego od razu wyciągnąłem telefon i nagrywałem. My rowerzyści spotykamy się z tym na co dzień - podsumowuje.