Coraz mniej dzieci rekrutowanych jest do miejskich przedszkoli. Dane i analizy demograficzne nie pozostawiają złudzeń: w najbliższych latach nie ma szans na poprawę sytuacji. Już teraz warszawscy urzędnicy zaczęli wygaszanie placówek. W tym roku do likwidacji wyznaczonych zostało kilka przedszkoli, w tym aż sześć w Śródmieściu, a także jedno z najstarszych przedszkoli na Saskiej Kępie "Saski Zakątek" czy "Wróbelek-Elemelek" na Bielanach.
Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze krytykuje tę politykę ratusza. Zdaniem aktywistów, zamiast likwidować grupy przedszkolne lub całe placówki, urzędnicy powinni wykorzystać niż demograficzny do wprowadzenia zmian w zasadach funkcjonowania przedszkoli. Rozwiązaniem miałoby być zmniejszenie liczebności grup trzylatków.
Petycję podpisało ponad dwa tysiące osób
W czwartek przedstawiciele MJN pojawili się na Placu Bankowym, aby złożyć w ratuszu petycję w tej sprawie. Jak poinformowali, udało im się zebrać podpisy ponad dwóch tysięcy osób, które również nie zgadzają się z polityką cięć kosztów w oświacie publicznej.
- W przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego apelujemy do Prezydenta Rafała Trzaskowskiego o umożliwienie tworzenia 15-osobowych grup dla trzylatków wszędzie tam, gdzie zbierze się taka grupa dzieci. To nasza odpowiedź na liczne cięcia grup oraz zwolnienia nauczycieli przy jednoczesnym wydawaniu przez miasto ponad miliarda złotych rocznie na prywatne placówki - mówił Jacek Grzeszak, mokotowski radny MJN, cytowany w komunikacie stowarzyszenia.
Jako przykład aktywiści wymienili przedszkole numer 300 przy ulicy Portofino na Mokotowie. Podczas rekrutacji rodzice zgłosili 17 trzyletnich dzieci, ale dzielnica nie wyraziła zgody na utworzenie takiej grupy. Urzędnicy zaproponowali, aby część dzieci dołączyła do grupy czterolatków, a reszta poszukała innej placówki.
- Rodzice apelowali, pisali pisma. I w odpowiedzi usłyszeli, że to oni i ich negatywne podejście jest problemem. Bo dzieciom udzielają się ich złe emocje - relacjonował radny Grzeszak.
Apelują o wysłuchanie głosów rodziców
Stowarzyszenie zaznacza, że Warszawa powinna dążyć do tego, żeby jakość opieki w publicznych placówkach była konkurencyjna dla placówek prywatnych.
- Wiemy o tym, że rodzice wybierając przedszkole dla swoich dzieci, często biorą pod uwagę przede wszystkim liczebność grup. Bo determinuje to jakość opieki nad dzieckiem, hałas w sali i tak dalej. Warszawski ratusz powinien dogonić wiedzę, jaką mamy dziś na temat psychologii rozwojowej dzieci i odpowiedzieć na oczekiwania rodziców - przekonywała Agnieszka Krzyżak-Pitura, radna MJN w dzielnicy Mokotów.
Aktywiści mają żal do urzędników, że zawczasu nie przygotowali się na niż demograficzny. Oceniają, że była wiceprezydentka Warszawy Renata Kaznowska, odpowiedzialna za edukację, wybrała najprostsze rozwiązanie, czyli zamykanie placówek, które nie zdołały utworzyć grup przedszkolnych. Urzędnicy odpowiadali, że zamknięcie zawsze traktują jako ostateczność.