We wtorkowe przedpołudnie patrol, w skład którego wchodził 63-latek, został wezwany na plac Szembeka na Grochowie w związku z zakłócaniem porządku. Mieszkańcy zgłosili, że słyszą hałas i krzyki. To okolica, w której często dochodzi do libacji i burd. Funkcjonariusze nie potwierdzili, aby na miejscu działo się cokolwiek niepokojącego. Ale w trakcie interwencji jeden z nich zasłabł. Jego życia nie udało się uratować.
"Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o śmierci naszego pracownika, do której doszło podczas pełnienia obowiązków służbowych. To wydarzenie niezwykle trudne i bolesne dla całej naszej społeczności" - informuje referat prasowy stołecznej straży miejskiej.
Strażnicy podkreślają, że śmierć 63-latka nie miała związku z przebiegiem interwencji.
Strażnik starał się o przeniesienie
Jak dowiadujemy się, funkcjonariusz był związany z formacją od przeszło 30 lat. Za dwa lata mógłby przejść na emeryturę. W ostatnim czasie starał się o przeniesienie z referatu patrolowo-interwencyjnego do służby w ochronie obiektowej. Praca w takim miejscu ma lżejszy charakter, nie wymaga działania w terenie, gdzie strażnicy miejscy mają do czynienia z niebezpiecznymi sytuacjami.
Według profilu Grochów Praga Południe, który poinformował o śmierci funkcjonariusza, mężczyzna miał od dłuższego czasu zmagać się z problemami zdrowotnymi, a jego przełożeni z praskiego oddziału terenowego mieli blokować jego przeniesienie.
Straż miejska zaprzecza tym ustaleniom. "Kierownictwo oddziału wydało pozytywną opinię w sprawie wniosku funkcjonariusza o przeniesienie do służby w ochronie obiektowej. Wniosek taki mógł być jednak zrealizowany dopiero w momencie pojawienia się wakatu na tego typu stanowisku" - przekazał nam referat prasowy.
Dodatkowo, mężczyzna nie sygnalizował przełożonym problemów ze zdrowiem. "Każdy pracownik Straży Miejskiej m.st. Warszawy posiada aktualne badania dopuszczające go do pracy. Każdy ma też możliwość zgłoszenia złego samopoczucia przełożonemu na początku dnia pracy, czy w dowolnym jej momencie. Zmarły funkcjonariusz nie zgłaszał problemów ze zdrowiem podczas odprawy, ani później - do momentu tragicznego zdarzenia" - zaznacza straż miejska.
Autorka/Autor: Klaudia Kamieniarz
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Leszek Szymański/PAP