Pędził prawym pasem, stracił przyczepność. "Było o krok od tragedii"

Niebezpieczna sytuacja na Wale Miedzeszyńskim
Niebezpieczna sytuacja na Wale Miedzeszyńskim
Źródło wideo: Bandyci Drogowi
Źródło zdj. gł.: Bandyci Drogowi
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Kierowca Audi pędził po Wale Miedzeszyńskim i wyprzedzał innych prawym pasem. W pewnym momencie stracił na chwilę panowanie nad pojazdem. "Niewiele brakowało, a wypadłby z toru jazdy i uderzył w auto zjeżdżające na skrajny prawy pas" - relacjonuje świadek, który nagrał tę niebezpieczną sytuację.

Nagranie opublikował w mediach społecznościowych profil "Bandyci drogowi". Z materiału wynika, że film został zarejestrowany w niedzielę po południu na Wale Miedzeszyńskim w rejonie skrzyżowania z Afrykańską.

Autor nagrania jechał w stronę Pragi Północ. Poruszał się środkowym pasem jezdni. Opisał, że kolumna pojazdów toczyła się w kierunku świateł na skrzyżowaniu, gdy nagle na prawym pasie jezdni minęło poruszające się z ogromną prędkością Audi.

Jak ocenił, pojazd mógł pędzić z prędkością około 130-150 kilometrów na godzinę. Tymczasem w tym miejscu obowiązuje ograniczenie do 70 km/h.

"Wypadłby z toru jazdy"

"Nawet siedząc w sporym SUV-ie, poczuliśmy pęd powietrza. Było o krok od tragedii - widać, jak w pewnym momencie kierowca traci przyczepność. Niewiele brakowało, a wypadłby z toru jazdy i uderzył w auto zjeżdżające na skrajny prawy pas. Wtedy murowana powtórka ze sprawy Łukasza Żaka" - ocenia autor filmu.

Nawiązuje w ten sposób do tragedii na Trasie Łazienkowskiej z września 2024 roku. Rozpędzony do ponad 220 kilometrów na godzinę Volkswagen, prowadzony przez Łukasza Żaka, uderzył w prawidłowo jadącego Forda. Zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Cztery osoby, w tym żona zmarłego i jego dwoje dzieci, zostały ranne. Śledczy ustalili, że kierowca Volkswagena był pijany i trzymał w ręku telefon, którym nagrywał brawurową jazdę.

Zapytaliśmy stołeczną policję, czy Wydział Ruchu Drogowego otrzymał zgłoszenie o niebezpiecznej sytuacji na Wale Miedzeszyńskim. Czekamy na odpowiedź.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: