Około godziny 20, w niedzielę 29 marca, strażnicy miejscy z VII Oddziału Terenowego otrzymali wezwanie z pętli autobusowej na Olszynce Grochowskiej.
"Przechodnie prosili o pomoc dla starszego mężczyzny, którego zauważyli, gdy błąkał się bez celu wzdłuż torów kolejowych. Mimo chłodnego wieczoru, był lekko ubrany. Wyglądał na wyczerpanego i nieskładnie odpowiadał na pytania" – opisano w komunikacie stołecznej straży miejskiej.
Strażnicy miejscy okryli starszego pana kocem termicznym i zabrali go do ogrzewanego radiowozu. Starali się dowiedzieć, jak się nazywa i gdzie mieszka. Nie było to łatwe.
"Wielokrotnie zmieniał zdanie, podając coraz to inne imiona, nazwiska oraz daty urodzenia. Weryfikowali je z bazą danych, lecz nic się nie zgadzało. Dopiero po kilku minutach, wymieniony przez 80-latka zestaw potwierdził się w bazie PESEL" – dodano.
Bliscy już go szukali
Funkcjonariusze pojechali z mężczyzną pod wymieniony w niej adres meldunkowy. Zastali tam zdenerwowaną żonę zaginionego oraz wnuków, którzy zdążyli zgłosić zaginięcie dziadka na policję.
Małżonka odnalezionego powiedziała, że kilka godzin wcześniej niepostrzeżenie wymknął się on z domu i nie wiedziała, gdzie go szukać.
"Strażnicy poradzili jej, aby w ubrania męża wszyła tasiemki z numerem telefonu i imieniem osoby, z którą należy się kontaktować, gdyby senior kolejny raz oddalił się z domu. Tego typu rozwiązanie, podobnie jak posiadanie karty ICE, bardzo ułatwiają służbom pomoc w wypadku odnalezienia osoby z zanikami pamięci"– zaznaczono.