O zatrzymaniu 49-latka informowaliśmy w sobotę na tvnwarszawa.pl. Na posesję przy Ogrodowej w Wołominie udali się w piątek po południu funkcjonariusze z pobliskiej siedziby straży miejskiej, zaalarmowani odgłosami awantury domowej.
Jak relacjonuje prokurator Marzena Kiełek-Łopińska z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, 49-latek zachowywał się agresywnie wobec partnerki i dzieci. - Używał wobec nich siły fizycznej i znieważał ich. Później wyszedł na ulicę z siekierą - informuje.
Podczas interwencji mężczyzna zaatakował strażników miejskich. - Wykonywał zamachy siekierą w kierunku interweniujących funkcjonariuszy, groził, że pozbawi ich życia, naruszył ich nietykalność cielesną w ten sposób, że użył miotacza gazu pieprzowego, uderzał ich pięściami po głowie, przyduszał i używał wobec nich słów uznawanych za powszechnie obelżywe - wylicza rzeczniczka prokuratury.
Cztery zarzuty
Wkrótce agresor został zatrzymany przez policję. Jego partnerka złożyła zawiadomienie o fizycznym i psychicznym znęcaniu się nad nią oraz dwójką dzieci, za co wkrótce 49-latek usłyszał pierwszy z zarzutów.
Kolejne trzy zarzuty dotyczą jego zachowania podczas piątkowej interwencji. Prokurator Kiełek-Łopińska podaje, że obejmują one znieważenie funkcjonariuszy straży miejskiej, grożenie funkcjonariuszce straży miejskiej pozbawieniem życia w celu zmuszenia jej do odstąpienia do interwencji oraz czynną napaść na strażników, która doprowadziła do naruszenia ich nietykalności cielesnej.
- Mężczyzna nie przyznał się do popełnienia czynów. Złożył wyjaśnienia, które nie są zgodne z dotychczasowymi ustaleniami i zebranym materiałem dowodowym. Tylko częściowo z nim korespondują - zastrzega rzeczniczka prokuratury.
Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Wołominie sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla 49-latka. Grozi mu kara od roku do dziesięciu lat więzienia.
"Nie lekceważmy takich sygnałów"
Burmistrzyni Wołomina Elżbieta Radwan przekazała w weekend, że poszkodowani funkcjonariusze zostali przebadani w szpitalu i w sobotę nad ranem mogli wrócić do swoich domów. "Na szczęście ich obrażenia nie wymagają dalszej hospitalizacji. Teraz potrzebują przede wszystkim odpoczynku i spokoju" - poinformowała we wpisie w mediach społecznościowych.
Podziękowała również funkcjonariuszom za ich postawę i to, że słysząc niepokojące hałasy, nie pozostali obojętni.
"To, co wydarzyło się wczoraj, powinno być również ważnym sygnałem dla nas wszystkich. Tym razem strażnicy byli wystarczająco blisko, żeby sami [mogli - red.] usłyszeć krzyki i wołanie o pomoc. Nie zawsze jednak w pobliżu będzie patrol. Dlatego proszę państwa: nie lekceważmy takich sygnałów" - zaapelowała Elżbieta Radwan.
Prosiła, aby zawiadamiać służby zawsze, kiedy słyszymy wołanie o pomoc, gwałtowną awanturę albo widzimy budzącą niepokój sytuację. "Nie chodzi o to, żeby samemu interweniować i narażać własne bezpieczeństwo. Chodzi o to, żeby nie odwracać wzroku i odpowiednio wcześnie wezwać profesjonalną pomoc" - wyjaśniła.