Krytyczny stan pojemników z niebezpiecznymi odpadami. "Nie przyjeżdżajcie po katastrofie"

Składowisko odpadów w Wołominie
Kolejne składowisko z odpadami w Wołominie
Źródło wideo: Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
Źródło zdj. gł.: TVN24
Stan pojemników jest krytyczny - ocenili inspektorzy ochrony środowiska po kontroli na nielegalnym składowisku odpadów w Wołominie. Władze miasta od trzech lat upominają się o pieniądze na jego likwidację. Obawiają się, że podczas kolejnej fali upałów może dojść do tragedii.

Pod koniec lipca Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przekazał władzom Wołomina informacje o wynikach ostatnich kontroli na terenie nielegalnego składowiska odpadów przy ulicy Łukasiewicza 11 w Wołominie. Są tam zgromadzone mauzery i beczki z ogromnymi ilościami toksycznych, żrących i niebezpiecznych substancji. Szacuje się, że jest ich około 16 tysięcy ton.

Burmistrzyni Wołomina Elżbieta Radwan opublikowała w poniedziałek treść pisma. Podkreśliła, że zdaniem inspektoratu, stan pojemników jest krytyczny. "WIOŚ wskazuje, że istnieje ryzyko rozszczelnienia pojemników i wycieku substancji oraz, że zgromadzone odpady stanowią zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi lub środowiska" - zaznaczyła we wpisie w mediach społecznościowych.

"Składowisko, które jest tykającą bombą"

Jak przypomniała, od maja 2023 roku władze miasta alarmują o sytuacji. Na przestrzeni tych trzech lat dochodziło do wycieków toksycznych substancji, przewracania się pojemników i kolejnych interwencji służb. Mieszkańcy skarżą się na wyczuwalny w okolicy chemiczny odór.

"Ile jeszcze Wołomin ma czekać na likwidację tego zagrożenia? Przed nami fala upałów. Nawet 39 stopni Celsjusza. A pojemniki - według WIOŚ - są w stanie krytycznym. Nie można dłużej czekać" - twierdzi burmistrzyni.

Jak zauważa, gdyby w centrum jakiegokolwiek miasta znaleziono bombę, nikt nie czekałby, aż wybuchnie. "Dlaczego więc od ponad trzech lat nie ma interwencji, skoro kilkaset metrów od centrum miasta i centrum handlowego znajduje się składowisko, które jest tykającą bombą?" - zastanawia się.

Dodaje, że władze miasta nie zgadzają się, aby mieszkańcy stali się "ofiarami przewlekłych procedur i decyzji odkładanych na później". "Nie przyjeżdżajcie do Wołomina po katastrofie. Zapobiegnijcie jej" - apeluje Elżbieta Radwan.

Brakuje milionów na usunięcie odpadów

Składowisko przy ulicy Łukasiewicza 11 jest jednym z największych składowisk substancji niebezpiecznych w Polsce. Substancje łatwopalne i takie, które w kontakcie z powietrzem mogą tworzyć związki wybuchowe, są składowane w plastikowych i metalowych opakowaniach.

W 2024 roku informowaliśmy, że władze gminy zabiegały o pomoc w usunięciu problemu. Szacowany koszt utylizacji chemikaliów to około 200 milionów złotych. Samorząd nie był w stanie wygospodarować takiej kwoty i apelował do władz centralnych o działanie w trybie "zarządzania kryzysowego".

Jesienią ubiegłego roku Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego ogłosił przetarg na utylizację odpadów. Termin składania ofert był wielokrotnie przekładany, lecz ostatecznie - w marcu - postępowanie zostało unieważnione. Powodem był brak pieniędzy na pokrycie kosztów zlecenia.

Władze Mazowsza i Wołomina apelowały do rządu, resortów klimatu i środowiska oraz spraw wewnętrznych i administracji o udzielenie wsparcia. Jak dotąd, nie udało się jednak znaleźć potrzebnych środków.

Sprawa jest poważna, bo rzece Czarnej, która przez Kanał Żerański wpada do Jeziora Zegrzyńskiego, grozi ekologiczna katastrofa. Wraz z deszczówką mogą przedostawać się do niej niebezpieczne chemikalia składowane na działce w Wołominie. Poważne ryzyko skażenia środowiska pojawiło się latem 2024 roku, gdy po burzy i gwałtownych opadach doszło do rozszczelnienia kanału deszczowego, odprowadzającego wody opadowe z terenu niebezpiecznego składowiska.

Składowisko odpadów w Wołominie
Składowisko odpadów w Wołominie
Źródło zdjęcia: TVN24

Niebezpieczne wycieki i ulatniające się opary

Inspektorzy WIOŚ co tydzień sprawdzają sytuację na terenie składowiska i monitorują stan pojemników.

Z pisma WIOŚ wynika, że tylko w czerwcu stwierdzono trzy wycieki niebezpiecznych substancji. Przykładowo 11 czerwca kontrola wykazała pęknięcie jednego z pojemników. "Uwolnieniu uległa płynna substancja koloru czarnego o ostrym chemicznym zapachu charakterystycznym dla rozpuszczalników" - opisali inspektorzy. Jak oszacowali, wyciekło około 400 litrów płynu. Rozlał się na betonowej posadzce i nieutwardzonym gruncie.

Składowisko odpadów w Wołominie
Składowisko odpadów w Wołominie
Źródło zdjęcia: TVN24

Natomiast w połowie lipca podczas kontroli inspektorzy zaobserwowali, że z przewróconych beczek unosi się siwy dym o zapachu przypominającym palone tworzywa sztuczne. Na miejsce wezwali straż pożarną. Strażacy ustalili w trakcie interwencji, że w beczkach znajduje się substancja "o silnie zasadowym odczynie, która na skutek zachodzącej reakcji egzotermicznej emituje znaczną ilość ciepła i generuje dym". Taka sytuacja grozi samozapłonem.

Jak podaje WIOŚ, inspektorzy obserwują postępującą degradację pojemników i coraz częstsze wycieki. Badania stanu powietrza wykazują, że z nieszczelnych pojemników ulatniają się szkodliwe opary.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: