Na usunięcie groźnych odpadów potrzebują 200 milionów, mogą dostać 20

Nielegalne składowisko odpadów w Wołominie
Kolejne składowisko z odpadami w Wołominie
Źródło wideo: Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
Źródło zdj. gł.: Urząd Miejski w Wołominie
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Pojawiła się szansa na uzyskanie 20 milionów złotych na zabezpieczenie nielegalnego składowiska odpadów w Wołominie. Potrzeba jednak 10 razy więcej, by usunąć wszystkie zbiorniki z niebezpiecznymi substancjami. Sytuacja jest poważna, bo ich stan stale się pogarsza i coraz częściej zdarzają się wycieki.

Na początku tygodnia informowaliśmy, że stan pojemników na nielegalnym składowisku przy ulicy Łukasiewicza w Wołominie jest oceniany jako krytyczny. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska ostrzegał pod koniec lipca, że istnieje ryzyko ich rozszczelnienia i wycieku substancji niebezpiecznych dla życia i zdrowia oraz środowiska.

Władze miasta i gminy zabiegają od kilku lat o pomoc w usunięciu problemu. Szacowany koszt utylizacji chemikaliów to około 200 milionów złotych. Samorząd nie jest w stanie wygospodarować takiej kwoty i wielokrotnie apelował do władz centralnych o działanie w trybie "zarządzania kryzysowego".

Nie ma pieniędzy na usunięcie odpadów

- Zadanie usunięcia odpadów z nieruchomości, na której zostały nagromadzone wbrew przepisom, realizujemy jako zlecone przez administrację rządową. W związku z tym powinniśmy otrzymać niezbędne środki finansowe z budżetu państwa - twierdzi Marcin Podgórski, dyrektor Departamentu Gospodarki Odpadami, Emisji i Pozwoleń Zintegrowanych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego.

Dotychczas samorząd Mazowsza nie otrzymał pieniędzy od rządu. Przez brak środków urzędnicy musieli unieważnić przetarg na wywóz i utylizację odpadów, który ogłosili jesienią ubiegłego roku.

- Nie oznacza to jednak, że nie prowadzimy dalszych działań, staramy się pozyskać niezbędne środki finansowe. Gdy tylko je otrzymamy, z powrotem uruchomimy pełną procedurę - zapewnia Podgórski. - Równolegle prowadzimy wzmożone działania, które mają na celu przymusić firmy, które zwiozły tam te odpady, do usunięcia ich na własny koszt - dodaje.

Wojewoda i marszałek mają odmienne zdanie

W sprawę zaangażowany jest także wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski, ponieważ do jego zadań należy wypłacanie części środków rządowych dla samorządów. Jego zespół prasowy przekazał nam, że wojewoda od wielu miesięcy przekonuje samorząd Mazowsza, żeby skorzystał z procedury interwencyjnej, która umożliwia uruchomienie finansowania z programu priorytetowego Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Takie rozwiązanie sugerowało samorządowi również Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

"Jest to nadzwyczajny tryb, który pozwala marszałkowi województwa mazowieckiego reagować w sytuacji, gdy odpady stwarzają zagrożenie, a ich posiadacz nie podejmuje działań w celu ich usunięcia" - wyjaśniają urzędnicy wojewody.

Interwencyjna procedura zakłada, że samorząd usuwa odpady na własny koszt, a później dochodzi zwrotu.

Marszałek Mazowsza Adam Struzik nie zdecydował się jednak na skorzystanie z tej ścieżki. Jego biuro prasowe przekazało nam, że zwrócił się do NFOŚiGW oraz resortu klimatu i środowiska z postulatami zmiany zasad finansowania wykonania zastępczego. Jego zdaniem, obowiązujące przepisy "pozostawiają samorządy z ustawowym obowiązkiem, nie zapewniając im realnych instrumentów finansowych do jego wykonania".

Potrzeba 200 milionów złotych

Jest szansa na zdobycie na razie części kwoty koniecznej do usunięcia problemu. Wojewoda mazowiecki zawnioskował o możliwość uruchomienia środków z rezerwy ogólnej budżetu państwa - a dokładnie 20 milionów złotych. Środki te miałyby zostać wypłacone jeszcze w 2026 roku i posłużyć do zabezpieczenia składowiska.

Jak podał Mazowiecki Urząd Wojewódzki, resort spraw wewnętrznych i administracji przygotował już projekt uchwały Rady Ministrów w tej sprawie, a resort klimatu i środowiska nie zgłosił do niego uwag.

"Nie oznacza to jednak, że środki zostały już ostatecznie przyznane. Ich uruchomienie wymaga zakończenia procedury i podjęcia decyzji przez Radę Ministrów" - zastrzega zespół prasowy wojewody mazowieckiego.

Urzędnicy mają świadomość, że ta kwota to zaledwie 10 procent środków potrzebnych na usunięcie problemu. "Ewentualne przekazanie 20 milionów złotych pozwoliłoby rozpocząć ograniczanie zagrożenia, ale nie sfinansuje usunięcia wszystkich odpadów. Dalsze finansowanie będzie wymagało kolejnych decyzji i zapewnienia środków w następnych latach" - przyznają pracownicy MUW.

Składowisko odpadów w Wołominie
Składowisko odpadów w Wołominie
Źródło zdjęcia: TVN24

Składowisko jak "tykająca bomba"

Teren składowiska jest pod stałym nadzorem straży pożarnej i inspektorów WIOŚ. W ostatnich tygodniach służby kilka razy zauważyły wycieki niebezpiecznych substancji, przewracanie się pojemników i zadymienie, spowodowane reakcjami, jakie zachodzą pod wpływem wysokiej temperatury.

Według WIOŚ degradacja pojemników wciąż postępuje i wycieki są coraz częstsze. Badania stanu powietrza wykazują, że z nieszczelnych pojemników ulatniają się także szkodliwe opary. Szacuje się, że zgromadzono tam około 16 tysięcy ton niebezpiecznych substancji.

Sprawa jest poważna, bo rzece Czarnej, która przez Kanał Żerański wpada do Jeziora Zegrzyńskiego, grozi ekologiczna katastrofa. Wraz z deszczówką mogą przedostawać się do niej niebezpieczne chemikalia składowane na działce w Wołominie. Poważne ryzyko skażenia środowiska pojawiło się latem 2024 roku, gdy po burzy i gwałtownych opadach doszło do rozszczelnienia kanału deszczowego, odprowadzającego wody opadowe z terenu niebezpiecznego składowiska.

Burmistrz Wołomina Elżbieta Radwan pisała w poniedziałek w mediach społecznościowych, że gdyby w centrum jakiegokolwiek miasta znaleziono bombę, nikt nie czekałby, aż wybuchnie. "Dlaczego więc od ponad trzech lat nie ma interwencji, skoro kilkaset metrów od centrum miasta i centrum handlowego znajduje się składowisko, które jest tykającą bombą?" - zastanawiała się.

Dodała, że władze miasta nie zgadzają się, aby mieszkańcy stali się "ofiarami przewlekłych procedur i decyzji odkładanych na później". "Nie przyjeżdżajcie do Wołomina po katastrofie. Zapobiegnijcie jej" - zaapelowała.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: