Zakonnik i sprzątaczka brutalnie zamordowani. Podejrzany o zabójstwa może uniknąć więzienia

Nie żyje ksiądz z Siedlec
Siedlce: Śmiertelne pobicie zakonnika. "Widziałem kałużę krwi" (materiał z 13.11.2021)
Źródło wideo: TVN 24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jest oskarżony o zabicie zakonnika, sprzątaczki i usiłowanie pozbawienia życia dwóch innych mężczyzn, w tym współwięźnia. W środę zapadnie wyrok w procesie Rafała J. oskarżonego o serię brutalnych ataków. Biegli psychiatrzy uznali mężczyznę za niepoczytalnego.

Po prawie trzech latach dobiega końca proces Rafała J., którego prokuratura oskarżyła o pięć przestępstw - dwa zabójstwa, dwa usiłowania zabójstwa i jedno uszkodzenie ciała. Według ustaleń prokuratury, do wszystkich ataków doszło na przełomie 2021 i 2022 roku.

Leżał w kałuży krwi

11 listopada 2021 roku około godz. 19.30 35-letni ojciec Maksymilian Adam Ś., franciszkanin od 16 lat, który służył w parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Siedlcach, wyszedł na spacer po miejskim parku. Do klasztoru już nie wrócił.

Służby zostały wezwane przez spacerowiczów, którzy natknęli się na skatowanego mężczyznę leżącego w kałuży krwi. Nieprzytomny zakonnik trafił do szpitala. Duchowny kilka godzin później zmarł.

Zdaniem prokuratury napastnik z dużą siłą zadał zakonnikowi trzy uderzenia w tył głowy.

Początkowo sprawca pozostawał nieuchwytny. Przełom w sprawie nastąpił dopiero w maju 2022 roku, kiedy siedlecka Prokuratura Okręgowa poinformowała, że "z uwagi na podobieństwo modus operandi wnikliwej analizie poddano okoliczności zabójstwa popełnionego 18 stycznia 2022 roku - a więc już po zabójstwie franciszkanina - w pobliskim Sokołowie Podlaskim". Ofiarą była 49-letnia kobieta.

Co najmniej 10 ciosów młotkiem w głowę

Nadiia Y., pochodząca z Ukrainy 49-latka, na co dzień mieszkała w Sokołowie Podlaskim i pracowała w firmie sprzątającej. 18 stycznia 2022 roku była wpisana w grafik na nocną zmianę. Do pracy jednak nie dotarła. Feralnego wieczoru około godziny 21 kobieta wyszła z domu i skierowała się w kierunku siedziby firmy. Około godziny 22 osoby przejeżdżające autem w pobliżu dawnego wiaduktu kolejowego zauważyły leżące ciało.

Ślady znalezione na miejscu oraz obrażenia ofiary potwierdziły najczarniejszy scenariusz - doszło do morderstwa. Zdaniem prokuratury, sprawca zadał kobiecie co najmniej 10 ciosów w głowę młotkiem, powodując u niej obrażenia skutkujące natychmiastową śmiercią.

Na podstawie analiz monitoringu policjanci z Sokołowa Podlaskiego zatrzymali 23-letniego wówczas Rafała J., pochodzącego z pobliskich Kowies. Na zabezpieczonych butach i odzieży oraz młotku były ślady krwi zabitej Ukrainki.

Prokuratura przekazała, że zebrane dowody, między innymi ekspertyzy kryminalistyczne, dostarczyły wystarczających podstaw do przyjęcia, że zabójcą zakonnika i kobiety jest ta sama osoba. - Ustalenia te możliwe były dzięki wielomiesięcznej żmudnej pracy procesowej i analitycznej prokuratury i policji - wskazywała Prokuratura Okręgowa w Siedlcach.

"Dzieciaku, co ty zrobiłeś?"

Zaledwie dzień przed zabójstwem 49-latki w Sokołowie Podlaskim doszło do ataku na mężczyznę.

17 stycznia 2022, poniedziałek. Około godziny 20.00 pan Marcin zaparkował samochód przed blokiem przy ulicy 8 Sierpnia. Wrócił z pracy i planował pomóc znajomej w drobnych pracach domowych. Na osiedlu mieszkało wielu starszych ludzi. O tej porze w okolicy było pusto i cicho.

Mężczyzna kątem oka spostrzegł, że w zaparkowanym obok samochodzie, Oplu Astrze, ktoś siedzi. Początkowo nawet pomyślał, że to chłopak córki sąsiadki. Gdy Marcin wysiadał z auta, został zaatakowany.

- Dostałem w twarz z prawej strony. Zęby rozcięły mi wargę. Powiedziałem: "dzieciaku, co ty zrobiłeś?", bo to młody człowiek, w wieku mojego syna. A on poprawił mi drugi raz, w twarz - cytował portal Tygodnik Siedlecki zeznania pokrzywdzonego przed Sądem Okręgowym w Siedlcach.

Sprawca uderzał ręką w twarz, potem nogą w klatkę piersiową. Bił nawet, gdy poszkodowany przewrócił się na chodnik. Pan Marcin próbował się bronić - udało mu się oddać cios. Z zeznań mężczyzny wynika, że wtedy napastnik odpuścił i wrócił do auta.

Zanim poszkodowany poszedł do domu i wezwał pogotowie, zrobił kilka zdjęć mężczyźnie w Oplu. Później trafił do szpitala, gdzie został opatrzony.

Jak donosił Tygodnik Siedlecki, z zeznań rannego mężczyzny wynikało, że w tym czasie jego auto stojące na parkingu zostało uszkodzone - ktoś powybijał w nim szyby. Marcin nie miał wątpliwości, że zrobił to ten sam mężczyzna, który wcześniej go pobił. Przed sądem powiedział, że prawdopodobnie jego pojazd został zniszczony tym samym narzędziem, od którego dzień później zginęła 49-letnia kobieta.

"Za dwadzieścia minut wrócę"

Rafał J. do aresztu tymczasowego trafił w styczniu 2022 roku. Zdaniem prokuratury ofiar J. było więcej.

Ulica Marii Skłodowskiej-Curie w Sokołowie Podlaskim. To właśnie w tym rejonie jest klub sportowy, w którym przed laty Rafał J. trenował podnoszenie ciężarów.

13 listopada 2021 roku, godziny wieczorne. Brutalnie zaatakowany przez nieznanego sprawcę został 49-letni Gerard Lisicki, który wracał do domu od kolegi. Napastnik zaszedł ofiarę od tyłu i zaczął zadawać ciosy w głowę. Mężczyzna cudem przeżył napaść, jednak od tamtej chwili leży sparaliżowany. Stwierdzono u niego rozległy uraz czaszkowo-mózgowy. Gerard oddycha za pomocą rurki tracheostomijnej, żywiony jest tzw. PEG-iem - pokarm dostarczany jest bezpośrednio do żołądka przez sondę.

Jak mówi nam pani Walentyna, matka Gerarda, jej syn na początku porozumiewał się z otoczeniem gestami, obecnie nawiązuje jedynie kontakt wzrokowy. Stwierdzono u niego także padaczkę pourazową. Kobieta ma 72 lata i samodzielnie opiekuje się synem.

- Nic nie opisze tego, co przeżywa mój syn. On z domu wyszedł tylko na chwilę. To była sobota. Rozmawiałam z nim jeszcze przez telefon o godzinie 20.59. Pytałam go: "synu, gdzie ty jesteś?". Powiedział mi: "Mamo, jestem na Lipowej, za dwadzieścia minut wrócę" - opowiada pani Walentyna. - Wie pani, te dwadzieścia minut przedłużało się w nieskończoność - dodaje.

Jak wspomina, o godz. 2.20 otrzymała wiadomość, że Gerard jest w szpitalu z ciężkim urazem głowy.  

- On nie powie, nie poprosi, ręką nie machnie, nie upomni się, dlatego ja całymi dniami jestem przy nim. Żyję z zegarkiem w ręku. Wstaję o godzinie 6.30, karmienie jest o 9, o 10.30 trzeba mu dać pić. Następnie przełożyć na bok, oklepać. To jest człowiek leżący - tłumaczy pani Walentyna.  

Gerard poddawany jest rehabilitacji, jednak - jak zaznacza jego matka - ćwiczenia, które ma obecnie, są niewystarczające. Na stronie siepomaga.pl uruchomiona jest zbiórka na pomoc dla mężczyzny.

- Wiem, że on bardzo lubi rehabilitację. Jak rehabilitantka przychodzi, to widać, że słucha, ma otwarte oczy, poddaje się łatwo jej zabiegom - przyznaje kobieta.

Cela 525

22 marca 2022 roku ciszę w Zakładzie Karnym w Siedlcach przerwały gwałtowne uderzenia w drzwi celi nr 525. Strażnicy usłyszeli łomot, który w więziennej hierarchii sygnałów oznacza sytuację krytyczną. W mniej nagłych zdarzeniach więźniowie, by poinformować o incydencie oddziałowego, używają specjalnego przycisku, zapalającego lampkę. Na miejsce ruszyli funkcjonariusze, którzy po otwarciu celi znaleźli leżącego na podłodze Dariusza B. z krwawiącą ręką. W głębi pomieszczenia stali dwaj inni więźniowie - Rafał J. oraz Kamil R., który zaalarmował służby, że dzieje się coś złego.

W trakcie procesu zeznania złożyli m.in. funkcjonariusze, którzy wtedy interweniowali. Z relacji więźniów wynikało, że po tym, jak Kamil zasnął, Rafał miał rzucić się na Dariusza i uderzać go taboretem z metalowymi nogami. To obudziło śpiącego osadzonego, który obronił zaatakowanego mężczyznę i wszczął alarm.

Dariusz został uderzony od tyłu w głowę, po czym osunął się na podłogę. Leżąc, próbował bronić się przed kolejnymi ciosami. - Miałem powyrywane mięso z ręki, złamany palec, ranę na głowie. Szramę na przedramieniu i głowie mam do tej pory i będę miał do końca życia. Drętwieje mi czasem palec, ale tego nie leczę. Bił mnie tak mocno, że aż siedzenie taboretu oderwało się od nóg. Gdyby nie Kamil R. dziś bym tutaj nie stał - zeznawał - jak pisał portal Życie Sokołowa - Dariusz B.

Co mogło doprowadzić do wybuchu agresji w celi 525? Wskazano na prozaiczny powód - próbę rozwieszenia prania przez ofiarę bez uzyskania zgody pozostałych osadzonych. Tło konfliktu miało być jednak szersze. Jak opisywały lokalne media, więźniowie skarżyli się na niepokojące zachowanie Rafała J., który miał komentować i oceniać wyroki, za które jego współlokatorzy trafili do celi.

Na rozprawie sam oskarżony utrzymywał, że nigdy nie uderzył współwięźnia.

Uznany za niepoczytalnego

Prokuratura Okręgowa w Siedlcach akt oskarżenia w sprawie Rafała J. skierowała do sądu 30 grudnia 2022 roku. Proces przed Sądem Okręgowym w Siedlcach ruszył 8 maja następnego roku. Oskarżony nie przyznał się do winy i odmówił złożenia wyjaśnień.

W trakcie procesu pojawiały się wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego mężczyzny. 9 marca podczas rozprawy zeznania złożyła biegła, która orzekła, że J. jest niepoczytalny.

- W tej sprawie opinie biegłych były sprzeczne. Pierwsza z nich, która powstała jeszcze na etapie śledztwa prokuratury, uznała J. za poczytalnego w chwili popełniania przestępstw. Dwie kolejne opinie na etapie postępowania sądowego mówiły o niepoczytalności podejrzanego i stwierdzały u niego schizofrenię paranoidalną - podaje w rozmowie z tvnwarszawa.pl prokurator Krzysztof Czyżewski z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.

Informacje te potwierdził i doprecyzował nam obrońca Rafała J.

- W pierwszej opinii wywołanej w śledztwie uznano, że mój klient rozpoznawał znaczenie zarzucanych czynów i mógł pokierować swoim postępowaniem, czyli uznano go za poczytalnego. Zawnioskowałem w procesie do sądu orzekającego o powołanie nowej opinii psychiatrów. Już z samego materiału dowodowego wynikało, że potrzebna jest nowa opinia i przeprowadzenie obserwacji psychiatrycznej, o której potem zdecydowali biegli - mówi adwokat Karol Michowiecki.

Rafał J. trafił na kilkutygodniową obserwację psychiatryczną, na podstawie której biegli uznali go za niepoczytalnego. Z ich opinią nie zgodził się jednak prokurator. Na jego wniosek sąd powołał kolejny zespół biegłych, a oskarżonego poddano drugiej obserwacji psychiatrycznej.

- Wnioski po drugiej obserwacji psychiatrycznej były zbieżne do wniosków poprzedniej opinii, mówiących o tym, że mój klient nie mógł rozpoznać znaczenia swoich czynów i pokierować swoim postępowaniem, był niepoczytalny z powodu choroby psychicznej - mówi obrońca oskarżonego.

Skąd więc rozbieżności w ekspertyzach biegłych?

- Chociaż mój klient odmówił składania wyjaśnień, to na rozprawie odniósł się do pierwszej opinii biegłych psychiatrów, tłumacząc, że był badany bardzo krótko. Jak wskazywał, badanie trwało zaledwie około piętnastu minut. Ten fakt oraz materiał dowodowy, moim zdaniem, wskazywały, że pierwsza opinia psychiatrów przygotowana na zlecenie prokuratury w śledztwie z dużym prawdopodobieństwem ma mankamenty - przyznaje adwokat.

Specjaliści zwrócili uwagę na prawdopodobieństwo, że oskarżony mógłby w przyszłości popełnić podobny czyn.

Jak opisywał Tygodnik Siedlecki, zdaniem zeznającej przed sądem biegłej, Rafał J. miał słyszeć głosy. - Obraz, jeśli chodzi o stan psychiczny, jest bardzo rozbudowany. To nie tylko halucynacje i urojenia prześladowcze. Te wszystkie objawy w naszej ocenie wpływały na jego zachowanie w czasie, kiedy doszło do zabójstw - tłumaczyła specjalistka.

Obrona wniosła o uniewinnienie J. w sprawie dwóch z pięciu czynów - chodzi o zabójstwo franciszkanina w Siedlcach oraz atak na Gerarda Lisickiego w Sokołowie Podlaskim, jak również zmianę kwalifikacji jednego z czynów - z usiłowania zabójstwa na pobicie - w przypadku ataku, do którego doszło w zakładzie karnym.

Jeśli sąd przychyli się do opinii biegłych psychiatrów, Rafał J., zamiast usłyszeć klasyczny wyrok, trafi do zamkniętego ośrodka psychiatrycznego.

Wyrok w tej sprawie sąd ma ogłosić w środę, 18 marca.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Autorka/Autor: Alicja Glinianowicz/ec
Czytaj także: