Radom

Śledztwo w sprawie Bąkiewicza po awanturze na sesji umorzone. "Bardzo zły sygnał na przyszłość"

Radomska prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie zajść z udziałem Roberta Bąkiewicza (zdjęcie ilustracyjne)
Bąkiewicz: mamy milczeć i nie bronić własnego narodu i własnej ojczyzny przed masową migracją
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Radek Pietruszka/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zajść na sesji rady miasta w Radomiu z udziałem Roberta Bąkiewicza. Dotyczyło ono między innymi blokowania mównicy oraz stosowania przemocy i gróźb wobec funkcjonariuszy straży miejskiej. Przewodniczący rady Mateusz Tyczyński zapowiedział zaskarżenie tej decyzji. - Jeśli pozwolimy na to, żeby dochodziło do takich scen, to nie wiadomo do czego to doprowadzi - ocenił.

Śledztwo dotyczyło incydentu z marca ubiegłego roku. Robert Bąkiewicz wraz z grupą towarzyszących mu osób zakłócił obrady rady miasta poświęcone zamiarom utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców w Radomiu. Interweniowały straż miejska i policja.

Szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski poinformował, że śledczy badali łącznie pięć wątków związanych z tym incydentem. - Dwa z nich umorzono wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego, a trzy - z powodu niewykrycia sprawców - wyjaśnił prokurator.

Pierwsza badana kwestia dotyczyła bezprawnego zajęcia mównicy przez Bąkiewicza, odmowy dobrowolnego jej opuszczenia i kierowania gróźb pod adresem radnych w celu zmuszenia do określonego sposobu głosowania. Drugi związany był ze stosowaniem przemocy lub gróźb wobec funkcjonariuszy Straży Miejskiej przeprowadzających interwencje. W obydwu tych przypadkach śledczy uznali, że nie doszło do popełnienia przestępstwa.

- Kolejne trzy wątki obejmujące pomawianie radnych poprzez kolportowanie ulotek i plakatów, które miały ich narazić na utratę zaufania wyborców, naruszenie nietykalności cielesnej jednej z radnych poprzez jej oplucie oraz grożenie śmiercią innemu z radnych zostały umorzone z powodu niewykrycia sprawców - przekazał prokurator Ołtarzewski.

"Pokazanie słabości państwa"

Śledztwo zostało zainicjowane po zawiadomieniu złożonym przez przewodniczącego Rady Miejskiej w Radomiu Mateusza Tyczyńskiego. W środę przekazał nam, że o jego umorzeniu dowiedział się z mediów. Zapowiedział, że gdy otrzyma z prokuratury informację o tej decyzji, zamierza ją zaskarżyć.

- Nie może być tak, żeby w państwie prawa dopuszczalne było przerywanie obrad Rady Miejskiej, blokowanie mównicy i używanie przemocy fizycznej w miejscu ważnym dla demokracji lokalnej.  W życiu publicznym w ogóle nie powinno być przemocy. Jeśli już ktoś się jej dopuszcza, to państwo powinno reagować - ocenił.

Jego zdaniem, decyzja śledczych jest bardzo zaskakująca. Jak przypomina, do incydentów doszło w miejscu, gdzie znajdowało się dużo osób, w tym dziennikarzy i przedstawicieli służb, były tam także kamery, a wiele nagrań wyciekło później do sieci.

- Niewykrycie sprawców w momencie, gdy na miejscu obecna była też policja jest co najmniej zaskakujące - zaznaczył.

- Uważam, że pokazanie słabości państwa w obliczu tego "zadymiarza do wynajęcia", którym jest Robert Bąkiewicz, będzie bardzo złym sygnałem na przyszłość. Jeśli pozwolimy na to, żeby dochodziło do takich scen, to nie wiadomo do czego to doprowadzi. Normalizowanie przemocy i zakłócania normalnego funkcjonowania państwa, nawet na poziomie lokalnym,  jest czymś absolutnie fatalnym - podsumował Mateusz Tyczyński.

"Zadymiarz do wynajęcia"

W marcu 2025 roku w Radomiu odbywała się nadzwyczajna sesja, na której radni mieli przyjąć stanowisko w sprawie planów utworzenia w tym mieście Centrum Integracji Cudzoziemców. W pewnym momencie na sali pojawił się były prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz z grupą towarzyszących mu osób, podszedł do stołu prezydialnego z żądaniem dopuszczenia go do głosu, a następnie wbrew regulaminowi zajął miejsce na mównicy i nie reagował na wezwania do jej opuszczenia.

W związku z zablokowaniem mównicy interweniowała straż miejska, co doprowadziło do szarpaniny, wezwania policji oraz przerwania obrad przez przewodniczącego rady Mateusza Tyczyńskiego. Niedługo potem Tyczyński złożył doniesienie do prokuratury. W jego ocenie sytuacja, do której doszło w Radomiu, była bezprecedensowym naruszeniem prawa w sali obrad samorządu, a samorządowiec określił Bąkiewicza mianem "zadymiarza do wynajęcia dla rządu PiS".

OGLĄDAJ: Pogodził napalm z różańcem
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Sesja zwołana na wniosek PiS

Nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Radomiu została zwołana na wniosek klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości. Na sesji pojawili się posłowie tego ugrupowania z okręgu radomskiego, między innymi Marek Suski i Radosław Fogiel. Byli oni przeciwni tworzeniu centrów integracji cudzoziemców, choć miejsca te z założenia miały stanowić punkty informacyjne dla imigrantów, którzy trafili do Polski legalnie.

Parlamentarzyści przekonywali, że są tworzone z myślą o kolejnych imigrantach, którzy mieli napływać do Polski w związku z paktem migracyjnym. Podobne stanowisko prezentował działacz środowisk nacjonalistycznych Robert Bąkiewicz, który w ubiegłym roku uczynił z przeciwdziałania tworzeniu centrów integracji cudzoziemców jeden z głównych punktów swojej działalności politycznej.

Źródło: PAP
Czytaj także: