Jak poinformował szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski, śledztwo zostało wszczęte w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia. Nikt nie usłyszał zarzutów. We wtorek została przeprowadzona sekcja zwłok. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną śmierci.
- Nie można jednoznacznie wskazać, co przyczyniło się do śmierci dziecka. Można rozważać, czy to była niska temperatura panująca w mieszkaniu, czy może u dziecka wystąpiły jakieś zmiany chorobowe, o których matka nie wiedziała - powiedział prok. Ołtarzewski.
Śledczy mają otrzymać opinię biegłego w ciągu kilku tygodni. Policjanci zabezpieczyli butelkę z mlekiem, które matka podawała dziecku, a także dokumentację medyczną niemowlęcia.
Biegły lekarz patomorfolog zadecydował o przeprowadzeniu dodatkowych, szczegółowych badań, na podstawie których wyda kompleksową opinię się co do przyczyny zgonu. Oględziny i sekcja zwłok niemowlęcia nie wykazały obecności śladów urazowych.
- Śledztwo prowadzone jest w sprawie co oznacza, że nikomu nie zostały przedstawione zarzuty. Po ustaleniu przyczyny śmierci dziecka i zgromadzeniu pełnego materiału dowodowego, prokurator zdecyduje co do dalszego toku postępowania i jego kierunku, jak też czy i kto w związku ze śmiercią dziecka może ponieść odpowiedzialność karną - przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Aneta Góźdź.
Jak przypomniała, czyn polegający na nieumyślnym spowodowaniu śmierci innej osoby zagrożony jest karą do pięciu lat pozbawienia wolności.
Niemowlę nie oddychało i było sine
W niedzielę służby zostały poinformowane, że w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Sienkiewicza po godzinie szóstej matka znalazła niemowlę, które nie oddychało i było sine. Na miejsce przyjechało pogotowie i policja. Mimo podjętej reanimacji dziecka nie udało się uratować.
Przedstawiciele służb zanotowali, że w mieszkaniu panował nieporządek i było bardzo zimno.
- Okna były przymarznięte, na ścianach był szron. Woda w butelkach, które stały na jednym z regałów, również była zamarznięta - powiedział prok. Ołtarzewski.
W środku przebywały trzy kobiety: 37-letnia matka z niemowlęciem, jej siostra i babcia dziecka. Kobiety były trzeźwe.
Powiedziały policjantom, że ostatni raz paliły w piecu kaflowym w godzinach wieczornych poprzedniego dnia, ale mimo to w mieszkaniu było bardzo zimno.
Nie zdawała sobie sprawy z warunków
Dziecko znajdowało się w gondoli od wózka. Było przykryte pokrowcem, kocykiem, włożone w ocieplacz, kombinezon. Miało spodenki, skarpetki, koszulki, dwie pary śpioszków, czapkę i rękawiczki.
Zdaniem śledczych mieszkanie w chwili interwencji służb nie było ogrzewane, a odczuwalna temperatura powierza w jego izbach mogła sięgać wartości 0° C
Dzień wcześniej 37-latka przyjechała z niemowlęciem pociągiem z Krakowa w odwiedziny do matki w Radomiu. Jak powiedziała policji, nie zdawała sobie sprawy z warunków, jakie były w mieszkaniu. Według niej dziecko było zdrowe, nie było na nic leczone. Matka karmiła je naprzemiennie piersią i butelką z mlekiem modyfikowanym. Ostatnio dziecko dostało jeść o godz. 3.00. Trzy godziny później kobieta chciała je ponownie nakarmić i wtedy odkryła, że jest sine i nie oddycha.