Schronisko "Happy Dog" w Sobolewie znalazło się w centrum ogólnopolskiej dyskusji o opiece nad bezdomnymi zwierzętami. Mimo sygnałów o nieprawidłowościach schronisko współpracuje z 30 gminami, między innymi z Sobolewem, który do tego dzierżawi grunt pod schronisko za 500 złotych.
- Czynsz był po to niski, żeby pan Marian (właściciel schroniska-red.) środki, które ma na odłowienie psów, cedował właśnie na zwierzaki - wyjaśnia Marcin Błachnio, wójt gminy Sobolew.
Wolontariusze alarmują, właściciel odpiera zarzuty
Marian Drewnik już osiem lat temu usłyszał formalne zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Jednak do tej pory nie zapadł prawomocny wyrok.
W schronisku jest teraz niemal 200 zwierząt, pracowników jest sześcioro. Dlaczego właściciel schroniska nie korzysta z pomocy wolontariuszy? Drewnik odpowiada, że "stracił do nich zaufanie", ale przekonuje, że tych, który obdarza zaufaniem, wpuszcza na teren schroniska. I utrzymuje, że problemy zaczęły się właśnie przez wolontariuszy.
Karolina Pawełczyk-Dróżdż jest wolontariuszką, która pracowała w schronisku. Zauważyła nieprawidłowości i postanowiła je zgłosić. - Każdej soboty można było coś odkryć. Albo psa, który był zagryziony i leżał w budzie, albo szczeniaki, które były chore, w biegunce - opowiada wolontariuszka.
- Gdyby to było prawdą, że takie są uchybienia, to powiatowa weterynaria natychmiast zamyka schronisko - odpiera zarzuty Marian Drewnik.
Jak twierdzi wicewojewoda mazowiecki Robert Sitnik, uchybień nie znaleziono. - Protokoły, które otrzymujemy, nie wykazują nieprawidłowości, o których jest mowa - mówi.
Zarzutów wobec schroniska jest więcej. Na jego terenie miało dojść do sytuacji, w której suka zjadła swoje małe. - Takie rzeczy zdarzają się nawet w najbardziej pilnowanych hodowlach. To jest normalne - twierdzi Drewnik.
Ale wśród zarzutów pojawiło się też utrudnianie adopcji. Właściciel schroniska znów zaprzecza. - Jeżeli przyjeżdża ktoś do adopcji, to wyprowadzam psa przed biuro, ale proponuje, żeby najpierw osoba zainteresowana zobaczyła psa na mojej stronie. Wtedy oddzwaniam i informuje o każdym psie - tłumaczy Marian Drewnik.
Będzie kontrola NIK
Właściciel schroniska podkreśla, że psy są karmione bardzo dobrej jakości suchą karmą, która jest moczona i mieszana z konserwami.
- Często, w złych schroniskach, zwierzęta są bardzo otyłe. One puchną. Tak naprawdę one chorują, ich narządy źle się rozwijają - mówi doktor Magdalena Silska, pełnomocniczka OTOZ Animals Warszawa, inspektorka do spraw zwierząt.
Doktor Silska przekonuje, że jeśli na zwierzętach wciąż będzie można robić biznes, to będzie dochodzić do takich nadużyć. - Dlatego bardzo ważna jest zmiana w prawie - mówi.
Czy można liczyć na to, że umowa pomiędzy gminą a Marianem Drewnikiem, która wygasa w kwietniu, nie zostanie przedłużona?
- Przy obecnej sytuacji, która się dzieje wokół tego schroniska i gminy Sobolew, myślę, że pan Marian mocno rozważa, czy tę działalność kontynuować - mówi wójt Błachnio.
Marian Drewnik nie ma zamiaru rezygnować. Następna rozprawa odbędzie się w połowie lutego. W przyszłym tygodniu natomiast kontrolę w schronisku zapowiedziała Najwyższa Izba Kontroli.