Zaczęło się od telefonu od mężczyzny, podającego się za pracownika parabanku. Poinformował ją, że właśnie ktoś próbował zaciągnąć kredyt na jej dane, a o zdarzeniu poinformowane zostały służby. Dodał również, że sprawą zajmie się Wydział do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Stołecznej Policji.
Następnie w rozmowę włączyła się kolejna osoba, podająca się za policjanta. Kobieta przez blisko trzy godziny otrzymywała dokładne instrukcje: co ma zrobić i gdzie przekazać swoje pieniądze, by ich nie stracić.
Wysłali jej pisma z logotypami policji i NBP
Mieszkanka Piaseczna straciła ponad 25 tysięcy złotych.
"39-latka była przekonana, że rozmawia z przedstawicielami instytucji finansowych oraz służb. W tym wszystkim utwierdziło ją również to, że otrzymała na swój adres mailowy pisma na których widniały logotypy zarówno policji, jak też Narodowego Banku Polskiego. O tym, że ma do czynienia z bezwzględnymi oszustami dowiedziała się dopiero, gdy pojawiła się w placówce bankowej i to uchroniło ją przed jeszcze większą utratą środków" - poinformowała oficer prasowa policji w Piasecznie podkomisarz Magdalena Gąsowska.
Policja nigdy nie prosi o przelewy na "rachunki zastępcze"
Policja przypomina, że banki, w tym Narodowy Bank Polski, nigdy nie proszą klientów o przeniesienie środków lub ich wpłatę na "rachunki zastępcze", "techniczne", "bezpieczne" ani o podawanie kodów przez telefon. Każda taka prośba oznacza próbę oszustwa.