Do zawalenia się dachu i jednej ze ścian hali przy Grota-Roweckiego w Mławie, gdzie kiedyś znajdowała się zajezdnia PKS, doszło 20 listopada 2024 roku. Śmierć na miejscu ponieśli dwaj bracia w wieku 29 i 30 lat, gdy montowali monitoring. Ranny został 30-latek, pracownik firmy, która prowadziła w budynku działalność gospodarczą.
Prokuratura: nieprawidłowo prowadzone roboty
W styczniu Prokuratura Okręgowa w Płocku informowała o wpłynięciu opinii biegłego z zakresu budownictwa, która wskazała przyczyny zawalenia się części hali - szczegółów opinii jednak nie ujawniono. Przekazał je we wtorek rzecznik tej prokuratury Bartosz Maliszewski, podkreślając, iż w ramach toczącego się wciąż postępowania, w oparciu o ocenę biegłego z zakresu budownictwa, zarzuty w tej sprawie przedstawiono jednej osobie.
- Biegły wskazał, że w hali w związku z montażem instalacji alarmowej nieprawidłowo prowadzono roboty obejmujące nawiercanie elementów konstrukcyjnych budynku, co doprowadziło do zawalenia się jego części. Prokurator uznał, że odpowiedzialność za to ponosi osoba, która kierowała tymi pracami, czyli właściciel firmy wykonującej roboty montażowe - powiedział Maliszewski.
Zarzuty, które przedstawiono mężczyźnie, dotyczą sprowadzenia katastrofy budowlanej oraz niedopełnienia obowiązków związanych z bezpieczeństwem i higieną pracy, przy czym podejrzany działał nieumyślnie. Grozi mu za to do ośmiu lat więzienia, ponieważ w wyniku zdarzenia śmierć poniosły dwie osoby.
- Ogłoszone zarzuty nie kończą jednak tego śledztwa - zaznaczył rzecznik płockiej prokuratury okręgowej. Dodał, że postępowanie zostanie przedłużone, gdyż jego strony składają wnioski dowodowe, które muszą zostać rozpoznane; oczekiwany jest też raport końcowy z kontroli Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
Opinia biegłego
Tuż po katastrofie śledztwo wszczęła mławska prokuratura rejonowa, jednak wkrótce, z uwagi na stopień skomplikowania sprawy i konieczność wykonania wielu czynności procesowych, postępowanie to przejęła Prokuratura Okręgowa w Płocku. W dalszym toku śledztwa biegły z zakresu budownictwa sporządził opinię, która powstała na podstawie oględzin prowadzonych sukcesywnie, także podczas rozbiórki hali, której część się zawaliła.
Dwie ofiary śmiertelne katastrofy i ranny zostali wydobyci z rumowiska podczas akcji ratowniczej, która po zawaleniu się części hali trwała kilka godzin. Do służb medycznych zgłosiły się wtedy także dwie inne osoby, które nie odniosły obrażeń, jednak zostały uznane za poszkodowane, ponieważ źle się poczuły, będąc - jak wówczas informowano - "pod silnym wpływem zdarzenia".
Jeszcze przed decyzją o przeniesieniu śledztwa do Prokuratury Okręgowej w Płocku przesłuchano m.in. poszkodowanych, a także ich pracodawców. Zlecone zostało również przeprowadzenie zewnętrznych oględzin rumowiska oraz części hali, która się nie zawaliła, jak również przyległego terenu. Z uwagi na możliwość zawalenia się niestabilnej części budowli do czynności tych wykorzystano drona i skaner 3D. Chodziło o zobrazowanie i zwymiarowanie całego obiektu i jego stanu po katastrofie jako materiału dowodowego do dalszego biegu śledztwa.
W akcji ratowniczej po katastrofie brało udział 70 strażaków, w tym specjalistyczne jednostki techniczne i ratowniczo-poszukiwawcze z Nowego Dworu Mazowieckiego, Nidzicy i Ostródy, a także z Warszawy. Działania koordynował sztab kryzysowy. Powołano też specjalną grupę dochodzeniowo-śledczą z Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.
Opracowała Katarzyna Kędra
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Marcin Obara