Wybuch na torach. Tak policja zareagowała na zgłoszenie mieszkańców. Minuta po minucie

Działania służb przy zniszczonym fragmencie torowiska
Incydenty na torach kolejowych. Co wiadomo?
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Przemysław Piątkowski
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
"Na żadnym etapie (...) nie pojawiły się sygnały, jakoby hałas miał dochodzić z kierunku torów". Mazowiecka policja opisała jak patrol z Garwolina zareagował krok po kroku na sobotnie zgłoszenie o huku.

"W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej informacjami budzącymi wątpliwość, co do prawidłowości wykonanych czynności przez policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Garwolinie po otrzymaniu informacji o słyszalnym huku w dniu 15 listopada 2025 roku, poniżej przedstawiamy chronologiczny przebieg czynności policyjnych" - napisali w środę mazowieccy policjanci na X.

Przebieg interwencji został przeanalizowany na polecenie komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu.

Policjanci szukali dymu lub ognia, nie znaleźli

Z informacji zamieszczonych przez policję wynika, że o godz. 21.43 dyżurny garwolińskiej policji otrzymał telefoniczne zgłoszenie o słyszanym około 40 minut wcześniej huku. Dzwoniąca kobieta, pytana przez dyżurnego, informowała, że dźwięk dochodził z kierunku miejscowości Podebłocie. Dwie minuty później dwuosobowy patrol został skierowany do obsługi zgłoszenia.

Patrol przejechał m.in. przez przejazd kolejowy obok przystanku PKP Mika, "gdzie nie było żadnych osób i nic nie wzbudziło ich niepokoju". "W czasie przejazdu policjanci zwracali szczególną uwagę na ewentualne zadymienie lub ogień, jednak nic takiego nie stwierdzili" - napisała mazowiecka policja.

Z dalszej części wpisu wynika, że o godz. 22.07 patrol przyjechał do miejscowości Życzyn, w której słyszalny był huk. "Wspólnie ze zgłaszającą w radiowozie, sprawdzili teren w okolicy miejscowości Podebłocie, Piotrówek, Kozice, Życzyn, Wola Życka, Dębówka oraz przejazdu PKP Mika" - relacjonuje komenda wojewódzka. Interweniujący patrol "rozpytał napotkane osoby, jednak nigdzie nie stwierdzono potencjalnego źródła głośnego dźwięku".

Mieszkańcy myśleli, że wybuchł piec lub doszło do wypadku

We wpisie zwrócono uwagę, że osoba zgłaszająca podczas rozmowy z policjantami stwierdziła, że "o zdarzeniu poinformowała dopiero po 40 minutach, bo zarówno ona, jak i jej sąsiedzi, myśleli, że doszło do wybuchu pieca, butli gazowej lub wypadku drogowego".

Następnie, o godz. 22.15, do gminy Trojanów przybyli kolejni policjanci z Garwolina, którzy sprawdzili okolicę, "kierując się informacjami wskazanymi w zgłoszeniu, jakoby źródłem hałasu mógł być wybuch butli z gazem".

O 23.10 policjanci zakończyli interwencję, ponieważ nie potwierdzili, że dzieje się coś niepokojącego. "Na żadnym etapie, zarówno w momencie zgłoszenia, jak i rozpytań w czasie patrolowania, nie pojawiły się sygnały, jakoby hałas miał dochodzić z kierunku torów, a wręcz przeciwnie, wskazywano okoliczne zabudowania" - podała policja. Działania funkcjonariuszy zostały ocenione jako właściwe.

Dywersja na kolei - dwa zdarzenia

O dywersji na torach pod Garwolinem informowaliśmy na tvnwarszawa.pl w niedzielę. W sobotę wieczorem mieszkańcy usłyszeli potężny huk. - Było czuć, że wszystko się zatrzęsło. Myśleliśmy, że dach nam na głowę spadł, że mieszkanie się zawaliło. Wszyscy wybiegliśmy później na dwór. Właściwie wszyscy mieszkańcy wsi Życzyn wybiegli patrzeć, co się stało - opowiadała jedna z mieszkanek w rozmowie z TVN24.

W niedzielę około godz. 7.39, maszynista pociągu Kolei Mazowieckich zgłosił telefonicznie centrali "nieprawidłowości w infrastrukturze kolejowej" w pobliżu stacji Mika.

Wkrótce policja potwierdziła, że doszło tam do uszkodzenia fragmentu torów, co spowodowało zatrzymanie składu. Kilka godzin później potwierdzono, że miała tam miejsce eksplozja ładunku wybuchowego.

Jak mówił w "Faktach po Faktach w TVN24 minister infrastruktury Dariusz Klimczak, już po wybuchu zniszczonym torem przejechało dziewięć pociągów. Dziesiątym był ten, należący do regionalnego przewoźnika, który zatrzymał się.

Drugi przypadek dywersji na kolei miał miejsce niedaleko stacji kolejowej Gołąb w okolicach Puław w niedzielę pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej sieci trakcyjnej.

Prokuratura wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie aktów dywersji o charakterze terrorystycznym. Służby specjalne zatrzymały kilka osób. Prokuratura Krajowa wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów dwóm Ukraińcom podejrzanym o dokonanie aktów dywersji na kolei. Obaj zdążyli wyjechać do Białorusi.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Autorka/Autor: ag/b
Czytaj także: