Dwa śledztwa po śmierci kolarzy. "Nie wiemy, z jakich powodów zjechali z trasy"

Dwaj kolarze zmarli podczas maratonu (zdj. ilustracyjne)
Policja o odnalezieniu ciała drugiego kolarza
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Lucky Business/Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Dwóch uczestników maratonu kolarskiego w podwarszawskich Markach zmarło podczas wyścigu. Prokuratura zbada, dlaczego doszło do zgonów. W sprawie będą prowadzone dwa odrębne śledztwa. Dyrektor zawodów opowiedział nam o kulisach poszukiwań kolarzy.

O tragedii podczas imprezy sportowej informowaliśmy na tvnwarszawa.pl w poniedziałek. Obaj kolarze nie dotarli do mety zawodów Poland Bike Marathon, które odbywały się w niedzielę w Markach. Pierwszy z nich, 30-letni mężczyzna, został odnaleziony po południu poza trasą wyścigu.

Poszukiwania drugiego zawodnika - 71-latka - zakończyły się dopiero w poniedziałek rano. Jego ciało znajdowało się w lesie, w odległości około 700 metrów od mety.

Dwa śledztwa po śmierci kolarzy

Okoliczności ich śmierci będzie badała Prokuratura Rejonowa w Wołominie. Jak ustaliliśmy, śledczy będą prowadzili dwa niezależne postępowania.

- W sprawie mężczyzny, którego zwłoki ujawniono w niedzielę, zostało już wszczęte śledztwo. Jest prowadzone w kierunku artykułu 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci - mówi nam prokurator Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Dodaje, że postępowanie dotyczące zgonu 71-latka zostanie wszczęte najpewniej jeszcze we wtorek. Śledczy gromadzą materiał dowodowy w tej sprawie.

- W obu sprawach zostaną zarządzone sekcje zwłok, aby ustalić przyczyny zgonów - zapowiada rzeczniczka.

Skrócili trasy, przygotowali bufety z wodą

Zawody kolarskie rozpoczęły się w niedzielę o godzinie 10 w Markach. Trasa prowadziła głównie przez tamtejsze lasy. Jako pierwsze rywalizowały dzieci i młodzież, po godzinie 13 do wyścigu ruszyli dorośli zawodnicy. Startowali na dwóch dystansach. Pierwotnie miało to być 52 i 35 kilometrów, ale organizatorzy zdecydowali o ich skróceniu, aby wyeliminować część odcinków prowadzących po odkrytym terenie.

- Obserwowaliśmy temperatury i zrobiliśmy wszystko, żeby zawodnicy mieli optymalne warunki do jazdy i czuli się możliwie jak najbardziej komfortowo - mówi tvnwarszawa.pl Grzegorz Wajs, dyrektor Poland Bike Marathon, były zawodowy kolarz i wielokrotny reprezentant Polski. 

Jak wylicza, oprócz skrócenia dystansów dla zawodników przygotowane zostały dodatkowe bufety z wodą i kurtyny wodne.

- Przygotowaliśmy trasę tak, żeby była zacieniona i prowadziła w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przez lasy liściaste. Temperatura odczuwalna podczas jazdy na rowerze była więc zupełnie inna niż w słońcu. Zdecydowaliśmy, że impreza się odbędzie. Nic nie wskazywało na to, żeby zawodnicy mieli się źle czuć - zaznacza Wajs.

Dodaje, że podczas imprezy tylko jedna osoba zasłabła i potrzebowała interwencji zespołu ratownictwa medycznego. Poza tym ratownicy udzielili pomocy kilku innym uczestnikom z innych powodów, niezwiązanych z panującą pogodą.

Według dyrektora, mimo bardzo dużego upału, w niedzielę odbyło się w Polsce około 60 różnych imprez kolarskich.

Dyrektor maratonu o zaginięciu kolarzy

Dyrektor zawodów opowiada, że wyścig zamykał ratownik na quadzie. Sprawdzał trasę i nie zauważył na niej żadnego zawodnika, który pozostałby w tyle i potrzebował pomocy.

Do rywalizacji stanęło około 300 osób. O tym, że dwóch uczestników nie dotarło do mety, organizatorzy dowiedzieli się kilka minut później od osoby, która odpowiada za pomiar czasu przejazdów. Wówczas ruszyły poszukiwania.

Młodszy kolarz został wkrótce odnaleziony dzięki lokalizacji GPS w telefonie komórkowym. Starszy nie miał przy sobie komórki.

- Najgorsze jest to, że zdecydowanie szybciej odnaleźlibyśmy tych zawodników, gdyby oni byli na trasie. Nie wiemy, z jakich powodów z niej zjechali. Cała trasa wyścigu była oznaczona - zastrzega Wajs.

W akcję poszukiwawczą zaangażowały się policja, straż pożarna, wojsko i wolontariusze. Wykorzystano psy tropiące, drony i quady. 71-latek został namierzony w poniedziałek około godziny 10. Znaleźli go żołnierze, przeczesujący las w pobliżu trasy wyścigu. Dyrektor maratonu mówi, że jego ciało znajdowało się w trudno dostępnym miejscu.

- Zabrakło dwustu metrów, żeby wyjechał z łuku trasy, gdzie widzieliby go kibice i około siedmiuset metrów, żeby dojechać do mety - podsumowuje nasz rozmówca.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: