Jeździł po tafli zbiornika, nagle lód się załamał. Auto utknęło w Bagnie

Wjechał na taflę lodu i utknął w bagnie
Wjechał na taflę lodu, który załamał się
Źródło: Artur Węgrzynowicz, tvnwarszawa.pl
Ta historia mogła zakończyć się tragicznie. Kierowca auta terenowego jeździł nocą na tafli zbiornika wodnego Bagno. W pewnym momencie pod pojazdem załamał się lód. Kierowca samodzielnie wydostał się na brzeg, ale samochód utknął na dobre.

Do zdarzenia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek w nocy w miejscowości Ładzyń, nieopodal ulicy Słonecznej.

Nie dali rady wyciągnąć auta

- Zgłoszenie o samochodzie w zbiorniku otrzymaliśmy o drugiej w nocy. Kierujący wjechał na taflę lodu, lód się pod nim załamał. Pojazd utknął, wystając częściowo na powierzchnię. Auto nie zatonęło - powiedział nam młodszy brygadier Kamil Płochocki ze straży pożarnej w Mińsku Mazowieckim.

Przybyli na miejsce strażacy próbowali wyciągnąć samochód, jednak strażacki sprzęt okazał się niewystarczający. Wóz ślizgał się po lodzie, więc strażacy nic nie zdziałali. - Wszędzie dookoła był lód, ścigąło nas do środka - przyznaje mł. bryg. Płochocki. Dodaje, że pojazd znajdował się około 100 metrów od brzegu.

Jak poinformował strażak, kierowca auta, które utknęło w Bagnie, wynajął firmę, która ma wyciągnąć samochód. W zdarzeniu nie było osób poszkodowanych. 29-latek opuścił pojazd samodzielnie.

Policja apeluje do kierowców

Poza strażakami na miejscu byli policjanci. Oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim starszy sierżant Paula Antolak doprecyzowała, że chodzi o pojazd marki Jeep.

- Kierującym okazał się 29-latek, mężczyzna został przebadany na zawartość alkoholu, był trzeźwy. Posiada też uprawnienia do kierowania pojazdami - wskazała policjantka.

- Apelujemy do kierowców wszelkich pojazdów, aby nie wjeżdżali na zamarznięte zbiorniki wodne. Nigdy nie wiadomo, jak gruba jest pokrywa lodowa, szczególnie teraz, gdy na minusie jest zaledwie kilka stopni. Taka przejażdżka może skończyć się naprawdę tragicznie - przypomniała st. sierż. Antolak.

Policjanci nie znaleźli podstaw prawnych do ukarania kierowcy. Nie dostał nawet mandatu.

Czytaj także: