Pierwszy sygnał o nietypowej akcji na Wiśle otrzymaliśmy na Kontakt24.
"W trakcie przekopu mierzei dla możliwości wypłynięcia promu doszło do zapadnięcia koparki. Trwa akcja wyciągania" - brzmiała wiadomość od internauty.
Nasz reporter Mateusz Mżyk potwierdził w piątek po południu, że na miejscu pracowały dźwigi i trwała akcja.
- Koparka pracująca na nasypie zsunęła się do wody. Dno w tym miejscu jest bardzo grząskie i pojazd niemal w całości, poza kabiną i ramieniem, zapadł się w mule. Pracownicy starali się wyciągnąć koparkę dźwigiem, który podpięli za ramię. Dodatkowo odkopywali maszynę łopatami - relacjonował.
Jak opowiadał w trakcie akcji, nie było tam drugiej koparki, która mogłaby sprawniej odgarniać muł. - Zresztą nawet, gdyby była, problemem stałaby się lokalizacja i ryzyko utopienia drugiej maszyny - ocenił reporter tvnwarszawa.pl.
Po godzinie 13 na miejscu zjawili się druhowie i druhny z Ochotniczej Straży Pożarnej w Skolimowie. Strażacy zapakowali pompę na łódkę i przycumowali przy koparce. Starali się odrzucić zalegający muł wodą z węża pod ciśnieniem.
Późnym popołudniem koparkę udało się wyciągnąć.
Popularna przeprawa zawieszona
Chodzi o miejsce, w okolicy którego cumuje sezonowy prom. Jesienią ubiegłego roku właściciele przeprawy między miejscowościami Gassy i Karczew informowali o zamknięciu działalności. Prom kursował od 2014 roku i był alternatywą dla mostu w Górze Kalwarii, cieszył się ogromną popularnością wśród mieszkańców i turystów.
W kwietniu właściciele promu ogłosili w mediach społecznościowych zbiórkę na prace niezbędne do jego uruchomienia w sezonie 2026. Jak wyjaśnili, konieczne jest między innymi odnowienie samej jednostki oraz prace przy zjazdach na oba brzegi.
Próbowaliśmy skontaktować się z nimi, aby dowiedzieć się, czy zatopiona koparka ma jakikolwiek związek z tymi pracami. Na razie bez skutku.