Tłumaczył, że niemowlę wypadło z przewijaka. Prokurator twierdzi, że mógł nim rzucić o podłogę

Warszawa | Okolice

Autor:
Klaudia Ziółkowska
Źródło:
tvnwarszawa.pl
TVN24Sprawę pobicia dziecka prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga

Dwumiesięczny Kamil trafił do szpitala ze złamanymi żebrami, kośćmi czaszki i wieloma siniakami na całym ciele. Jego ojciec tłumaczył, że to nieszczęśliwy wypadek - dziecko wypadło mu z przewijaka. Ale śledczy nie dali mu wiary. Mężczyzna i jego partnerka zasiądą wkrótce na ławie oskarżonych.

- We wtorek skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia, który obejmuje dwie osoby: 30-letniego Daniela G. oraz 20-letnią Dagmarę N. - informuje tvnwarszawa.pl Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

"Mógł rzucić synem o podłogę"

O sprawie informowaliśmy we wrześniu 2018 roku. Pracownica ośrodka opieki społecznej podczas rutynowej wizyty zauważyła, że dwumiesięczny Kamil jest pobity. Zareagowała. Chłopiec trafił do szpitala, a ojciec na komendę.

- Początkowo mężczyzna usłyszał zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Groziło mu osiem lat więzienia - przypomniał Marcin Saduś.

Ale prokurator generalny Zbigniew Ziobro, z uwagi na brutalność czynu, stwierdził, że kwalifikacja powinna się zmienić. Ostatecznie 30-latkowi postawiono zarzut usiłowania zabójstwa. I taka kwalifikacja czynu została utrzymana w akcie oskarżenia.

- Mężczyźnie zarzuca się, że od 1 lipca do 7 września 2018 roku, czyli od chwili narodzin dziecka, znęcał się ze szczególnym okrucieństwem, nad swoim dwumiesięcznym synem oraz usiłowanie zabójstwa chłopca z zamiarem ewentualnym - przekazał prokurator.

Zdaniem śledczych doszło do co najmniej dwóch sytuacji, po których Kamil mógł umrzeć. Pierwszy raz, kiedy 30-latek miał rzucić synem o podłogę, drugi, kiedy uderzał go w główkę twardym narzędziem.

- Śmierci dziecka zapobiegła pomoc medyczna - przyznał Marcin Saduś.

Biegły wykluczył wersję podejrzanego

Daniel G. nie przyznał się do winy. Przekonywał śledczych, że dziecko wypadło mu z przewijaka, kiedy miało dwa tygodnie. W sprawie został powołany biegły, który wydał opinię wykluczającą tę wersję.

Mężczyzna przebywa w areszcie. Grozi mu dożywocie.

Matka "bała się zainterweniować"

Na ławie oskarżonych siądzie też matka Kamila, której śledczy zarzucają niedopełnienie obowiązków oraz narażenie syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

- Kobieta nie zapobiegała biciu syna. Pozostawiała dziecko pod opieka ojca, widząc, że je bije. Nie udzieliła też opieki medycznej - przekonuje Marcin Saduś.

20-latka przyznała się do winy. Złożyła obszerne wyjaśnienia. - Powiedziała, że nie zawiadomiła organów ścigania, bo bała się konkubenta oraz tego, że straci syna - podsumował Saduś.

Brutalne pobicie niemowlęcia

Prokuratura o zdarzeniu TVN24
wideo 2/3

Klaudia Ziółkowska