Żoliborscy rycerze wspominają potęgę

Warszawa

fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Eurosport
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Eurosport
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Fakty o Świecie TVN24 BiS
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Eurosport
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Eurosport
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Fakty o Świecie TVN24 BiS
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Eurosport
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Eurosport
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Fakty o Świecie TVN24 BiS

Fascynuje ich XVII-wieczne rycerstwo, dlatego wybudowali nad Wisłą husarską stanicę. Jeżdżą konno, władają szablami i noszą sarmackie czapy. Postanowiliśmy zapytać ich, jak zostaje się rycerzem w XXI wieku.

- Wprawdzie nieźle poznałem historię w liceum i zdawałem ją na maturze, to bakcyla historycznego połknąłem później – wspomina 33-letni Bartosz Siedlar, husarz, prezes fundacji Hussar. Wiązało się to z podróżą na Ukrainę z pochodzącą z tamtych stron babcią. Widok monumentalnych zamków w Kamieniu Podolskim i Chocimiu. Historia opisana przez Henryka Sienkiewicza stała się żywa i namacalna.

- Zainteresowałem się husarią. Początkowo nie bardzo chciałem wierzyć, że była ona rzeczywiście tak niezwyciężona. Sądziłem, że to takie polskie upiększanie historii. Ale czytając dyskusje na anglojęzycznych blogach przekonałem się, że husaria rzeczywiście była wyjątkowa w skali świata – opowiada Siedlar.

Na zdobywaniu wiedzy jednak nie poprzestał. Postawił sobie za cel popularyzowanie jej poprzez historyczną rekonstrukcję. Mimo, że niemal całe życie spędził w Warszawie nie pociągało popularne ostatnio, Powstanie Warszawskie. Choć ma szacunek dla ludzi, którzy walczyli o utrzymanie Polski przy życiu, sam chce opowiadać o czasach, kiedy Rzeczypospolita był potężna, a przy tym otwarta i tolerancyjna, zwana "krajem bez stosów".

Warszawski Tatar

Przypominanie tamtej wielokulturowości jest szczególnie istotne dla 46-letniego Wiktora Osiadacza, na co dzień urzędnika. - Moja rodzina pochodzi z Kresów Wschodnich. Ze strony ojca mam trochę genów tatarskich, ze strony matki - ormiańskich. Występuję jako Tatar, czasem jako polski szlachcic, ale jestem też na ostatnim etapie komponowania stroju kozaka – opowiada mężczyzna.

Pierwszą iskierką były fragmenty Trylogii Sienkiewicza czytana przez ojca zamiast bajek. Potem na swojej drodze życiowej spotkał wybitnego szablistę i architekta Wojciecha Zabłockiego, który chciał reaktywować polską szkołę szabli.

- Tak zacząłem uprawiać szermierkę, aż doszedłem do wniosku, żeby mówić o polskiej szabli, trzeba również pokazać strój, obyczaj epoki. To wszystko tworzy pewną filozofię szabli – wyjaśnia warszawski Tatar.

Żoliborz jak Kłuszyn

Tatar z husarzem spotkali się ... na polu bitwy. W 2010 roku na polach przy Wybrzeżu Gdyńskim, gdzie rozegrała się inscenizacja w 400-lecie bitwy pod Kłuszynem, będącej jedną z największych zwycięstw oręża polskiego. W 1610 armia Rzeczypospolitej pod dowództwem hetmana Stefana Żółkiewskiego rozbiła 5-krotnie liczniejszego nieprzyjaciela.

Sukces inscenizacji i dobra współpraca z władzami Żoliborza zaowocowała stworzeniem stanicy husarskiej – nawiązującej kształtem i funkcją do warowni, które kiedyś strzegły długich granic i rozległych terytoriów I Rzeczypospolitej. Stacjonowały w nich załogi kilkudziesięciu, nieraz kilkuset rycerzy. Żoliborska fortyfikacja jest miejscem spotkań z historią, kulturą sarmacką, miejsce pokazów i treningów.

Warunki są spartańskie. Naszą rozmowę przerwał wielki wóz strażacki. Strażacy polali padok, resztę wody rozlali do baniek i beczki, bo stanica nie jest podłączona do wodociągu.

Stanica jest miejscem stacjonowania chorągwi husarskiej hetmana Stanisława Żółkiewskiego, ale jej rycerzy można zobaczyć też w innych miejscach. Uświetniają historyczne pikniki, święta państwowe np. na placu Piłsudskiego czy Trakcie Królewskim. Niedawno przyjechali konno ze święconką na Stare Miasto.

fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Polska Agencja Prasowa
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Getty Images
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Polska Agencja Prasowa
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Getty Images
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Polska Agencja Prasowa
fot. Maciej Wężyk/tvnwarszawa.pl | | Getty Images

Kosztowne hobby

Poważnie rekonstrukcją historyczną XVII wieku zajmuje się w Warszawie zaledwie ok. 30 osób. Mowa o tych, którzy mają stroje, potrafią władać szabla i jeździć konno. Poza tym hobby to jest dosyć drogie. Dlatego sprzęt zbiera się latami.

- Szabla z pochwą, do tego pas z okuciami to koszt ok. dwóch tysięcy złotych – wylicza Wiktor Osiadacz - Gdybym chciał dzisiaj kupić to wszystko to zebrałem na przestrzeni kilkunastu lat musiałbym wydać co najmniej 40 tysięcy zł – dodaje.

- Prosty guz do zbroi może kosztować 10 zł, a na żupan potrzeba ich aż 35! I tak ze wszystkim – żali sie Bartosz Siedlar.

Rodzinnie lub solo

Husarska pasja nie sprzyja zakładaniu rodziny. - Rozwiązałem to w prosty sposób – jestem kawalerem. Żadna normalna kobieta ze mną nie wytrzymuje. Najpierw jest moja szabla, stroje, całe moje hobby, dopiero potem kobieta, która szybko ma takiej sytuacji dosyć – przyznaje Osiadacz.

Najlepszą metodą na pogodzenie hobby i życia rodzinnego jest znalezienie sobie partnerki w środowisku rekonstruktorów. Na dużych imprezach pojawiają się niekiedy całe rodziny w strojach z epoki.

3 maja warszawskich husarzy i Tatara będzie można spotkać w "Spacerze flagi", który rozpocznie się o godzinie 12:00 na placu Zamkowym.

Piotr Bakalarski