Znaleźli ciało starszej kobiety. Naturalny zgon czy morderstwo?

Warszawa

Lech Marcinczak /tvnwarszawa.plZabezpieczone wejscie do mieszkania

Mokotowska prokuratura ustala w jaki sposób doszło do śmierci kobiety, której zwłoki znaleziono w jednym z mieszkań przy Stępińskiej. Sąsiedzi nie wierzą w naturalny zgon.

Losem starszej kobiety zainteresowali się lokatorzy kamienicy, bo od kilku dni z jej mieszkania wydobywał się niewyobrażalny fetor.

Na miejsce wezwano policję. Kiedy funkcjonariusze weszli do lokalu, znaleźli zwłoki 78-letniej staruszki. Sprawą zajęła się mokotowska prokuratura.

- Wszczęliśmy śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci - mówi Wojciech Sołdaczuk, zastępca prokuratora rejonowego dla Mokotowa.

Sąsiedzi nie wierzą w naturalny zgon

Lekarz, który pojawił się na miejscu stwierdził, że do zgonu doszło z nieznanej przyczyny, co najmniej tydzień przed znalezieniem zwłok.

- Mając na uwadze konieczność ustalenia, co było bezpośrednią przyczyną śmierci, i czy przyczyniły się do niej osoby trzecie, zarządziliśmy sekcję zwłok – dodaje prokurator.

Jeżeli sekcja wykaże, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, śledztwo zostanie umorzone.

W taką wersję nie wierzą sąsiedzi kobiety: - Zwłoki znajdowały się w zamkniętym od zewnątrz mieszkaniu. Na drzwiach wisiała kłódka, ktoś ja musiał założyć. Pani Teresa nigdy nie zamykała drzwi. Początkowo myśleliśmy, że znów jest w szpitalu ale zaniepokoił nas fetor– mówią. Jak relacjonują sąsiedzi, przez ostatni tydzień, czyli gdy już kobieta nie żyła, w mieszkaniu zapalało się i gasło światło.

Śledczy nie wykluczają różnych wersji, choć przyznają, że wiele wyjaśni sekcja zwłok. Jeśli wykaże ona inną przyczynę śmierci niż naturalna, śledztwo będzie kontynuowane. Rozpocznie się również ustalenie sprawców.

Była bardzo schorowana

78-letnia kobieta była schorowana. Po interwencji sąsiadów trafiła pod opiekę pomocy społecznej. - Była coraz słabsza, a warunki w mieszkaniu były bardzo złe. Któregoś dnia pracownicy pomocy społeczne wezwali na miejsce pogotowie i wtedy została zabrana do szpitala – mówi jedna z sąsiadek.

Później nie można było jej z niego wypisać. – Stało się tak ze względu na formalności. Podobno nie miała dowodu osobistego. Ostatecznie jednak wróciła na Stępińską – dodaje sąsiadka.

Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl
Zabezpieczone wejście do mieszkania | Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.pl

bf/ran//ec