Ziemia z metra w Czosnowie? Wykonawca: "To pomówienia"

Warszawa

Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.plGdzie trafia ziemia z budowy metra? Lech Marcinczak / tvnwarszawa.plGdzie trafia ziemia z budowy metra?

- Nie możemy zaakceptować pomówień, jakie różne środowiska kierują w naszą stronę realizując swoje interesy - tak wykonawca II linii metra zareagował na doniesienia o nielegalnym zwożeniu ziemi z budowy na teren Czosnowa pod Warszawą.

- Według dokumentów ewidencji odpadów, przekazanych przez podwykonawców AGP Metro Polska, żaden z nich nie wywoził odpadów z budowy II linii metra na teren gminy Czosnów - zapewnia Mateusz Witczyński, rzecznik prasowy konsorcjum.

- W pełni rozumiem, że stwierdzenie, iż za coś odpowiada szeroko pojęta Budowa Centralnego Odcinka II Linii Metra jest trampoliną do świata mediów, jednak nie możemy akceptować pomówień, jakie, różne środowiska kierują w naszą stronę realizując swoje interesy - dodaje Witczyński.

Rzecznik odniósł się także do kontroli Wojewódzkiego Inspektora Środowiska w sprawie dwóch firm. WIOŚ sprawdza, czy mają one uprawnienia do przewożenia odpadów.

- Firmy Tsunami Sp. z.o.o oraz SAS TRANS POL Teresa Sasin posiadają stosowne decyzje administracyjne uprawniające je do przyjęcia odpadów z budowy II linii metra - odpiera zarzuty Witczyński.

Tajemnicze transporty

Oświadczenie wydane przez wykonawcę metra to reakcja na informacje zawarte w tekście, który na tvnwarszawa.pl opublikowaliśmy we wtorek. Napisaliśmy wtedy, że Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska zajmuje się wyjaśnianiem czy na teren gminy Czosnów nielegalne jest zwożona ziemia z budowy podziemnej kolejki.

Władze gminy mają ustalić, gdzie podejrzana ziemia jest zwożona i spróbować w ramach swoich kompetencji wezwać właściciela do jej usunięcia. Sprawą zajęła się również policja, która co prawda nie może zakazać przywożenia ziemi, ale może karać kierowców, jeśli ich pojazd przekracza masę całkowita dopuszczalną na danej drodze. Od początku roku wystawili kilka mandatów tym, którzy przekraczali limit tonażu.

- Takich mandatów wystawiliśmy już kilka. Jedna sprawa o ukaranie została również skierowana do sądu. Ponadto policjanci są w stałym kontakcie z władzami gminy i sprawdzają każdy otrzymany sygnał - powiedział st. sierż. Szymon Koźniewski z policji w Nowym Dworze Mazowieckim.

bf/roody