ZGN: "To nie my zamknęliśmy bar Prasowy"

Warszawa

fot

- Nikogo nie wyrzucaliśmy z baru mlecznego Prasowy. Poprzedni najemca sam zrezygnował. Nie jest też prawdą, że czynsz był wysoki – przekonuje Mateusz Dallali z ZGN. Urzędnicy odpierają zarzuty organizatorów protestu, którzy włamali się w poniedziałek do lokalu.

- Weszliśmy tutaj nielegalnie, bo chcieliśmy zaprotestować przeciwko zamykaniu barów mlecznych. Nie zgadzamy się na podwyżki czynszów, reprywatyzację i eksmisje – tłumaczyli uczestnicy nietypowego protestu.

- Ktoś tych ludzi wprowadził w błąd. To nie my zlikwidowaliśmy bar mleczny – odpowiada Dallali z Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, administratora lokalu.

Dallali przekonuje również, że czynsz wcale nie był wysoki. – Wynosił 20 zł za metr kwadratowy. To niewiele, jak na warszawskie warunki. W innych lokalach na ul. Marszałkowskiej czynsz jest o kilkadziesiąt złotych większy – tłumaczy.

Jak dodaje, opłaty były podnoszone stopniowo od 2008 roku. – Wtedy czynsz wynosił 10 zł. Ostatnia podwyżka była w czerwcu 2009 r – informuje.

20 zł za metr to dla Śródmieścia rzeczywiście niedużo. Nawet w lokalach, które miasto udostępnia organizacjom pozarządowym na preferncyjnych zasadach stawka waha się od 12 do 50 zł za metr.

Sam zrezygnował

- W sierpniu poprzedni najemca lokalu napisał, że z przyczyn osobistych kończy działalność. Gdyby sam nie zrezygnował, dalej byłby tam bar - przekonuje Dallali i informuje, że ZGN już przygotowuje nowy przetarg na ten lokal. Konkurs ma być ogloszony w styczniu.

Jakie są szanse, że w przyszłości będzie tam jeszcze bar mleczny? – Trudno mi na takie pytanie odpowiedzieć. W przetargu będzie jedynie informacja o lokalu użytkowym. Jeżeli więc ktoś będzie chciał prowadzić tam bar mleczny, to jego sprawa. Ale jak ktoś będzie chciał prowadzić sklep obuwniczy, to nie będziemy mogli mu zabronić – dodaje.

Przetarg wygra osoba lub firma, która zaproponuje największy czynsz.

Weszli i gotowali

W poniedziałek po południu kilkanaście osób włamało się do baru mlecznego Prasowy i zaczęli... gotować. Chętnych na pierogi i naleśniki nie brakowało. Organizatorzy protestu mieli swój własny zestaw do gotowania. Jak przyznali, do akcji przygotowywali się przez kilka ostatnich dni.

Na miejscu pojawiła się po chwili także policja, pracownicy ZGN i wreszcie ślusarz. Organizatorzy protestu opuścili na prośbę policji lokal a ślusarz wymienił zamki. Pracownicy ZGN zapowiadali, że złożą na policji zawiadomienie o włamaniu. – Mamy jedynie zgłoszenie w sprawie uszkodzenia mienia, żadnego włamania – informuje tymczasem Agnieszka Hamelusz ze śródmiejskiej policji.

par/roody