Zgłosił morderstwo, odpowie za śmiertelne pobicie

Warszawa

kspŚmiertelnie pobił właściciela wynajmowanego mieszkania

Mieszkaniec Łomianek poinformował policjantów, że w domu, w którym wynajmuje pokój, popełniono morderstwo. Pod wskazanym adresem funkcjonariusze znaleźli dwóch pobitych mężczyzn. Jeden z nich nie żył. Śledczy mieli wątpliwości, co do wersji wydarzeń, przedstawionej przez zgłaszającego. Marek R. w końcu przyznał się do popełnienia przestępstwa. Odpowie za śmiertelne pobicie - podaje policja.

Dochodziła 1.00 w nocy, gdy do policjantów z Łomianek, patrolujących gminę, podjechał mężczyzna i oświadczył, że w domu, w którym wynajmuje pokój, popełniono morderstwo. Funkcjonariusze, wspólnie z nim, pojechali pod wskazany adres. W środku mundurowi znaleźli dwóch leżących mężczyzn, którzy zostali wcześniej pobici. Gdy na miejsce dojechało pogotowie ratunkowe, okazało się, że jeden z pokrzywdzonych już nie żyje. Był to właściciel budynku. Drugi poszkodowany mężczyzna z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala.

Jego wytłumaczenia wzbudziły wątpliwości

Sprawą zajęli się policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego oraz wydziału kryminalnego komendy w Starych Babicach. Podczas rozmowy ze zgłaszającym mieli coraz więcej wątpliwości, co do przekazywanych przez niego informacji.

W rozmowie z policjantami Marek R. przyznał w końcu, że to on, podczas awantury ze współlokatorem, uderzył mężczyznę. Gdy właściciel budynku próbował ich rozdzielić, R. zaatakował go krzesłem. Następnie 38-latek wyszedł z domu, nie udzielając pokrzywdzonym jakiejkolwiek pomocy. Po jakimś czasie wrócił i postanowił powiadomić policję. Funkcjonariuszom przedstawił jednak inną wersję wydarzeń.

Zarzut i areszt

Policjanci, po zebraniu materiału dowodowego, doprowadzili mężczyznę do prokuratury. Prokurator przedstawił 38-latkowi zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u 64-latka, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonego.

Marek R. przyznał się do popełnienia przestępstwa i złożył obszerne wyjaśnienia w tej sprawie. Obecnie śledczy sprawdzają jego wersję wydarzeń.

Jeszcze tego samego dnia sąd aresztował mężczyznę na okres trzech miesięcy.

jb/mz