Zgasił światła, wjechał w policjanta. "To była egzekucja"

Warszawa

Fot

To była egzekucja - mówią policjanci i świadkowie zdarzenia, do którego doszło tydzień temu w Celestynowie pod Warszawą. Policjant usiłował zatrzymać szarżującego w nocy motocyklistę. Ten zawrócił, zgasił światła, po czym wjechał wprost w funkcjonariusza, zabijając go na miejscu. Kierowca jest na wolności - sąd nie zastosował aresztu.

Piątek, kilka minut po północy, Celestynów niedaleko Warszawy. Przy drodze czeka policjant, który ma zabrać do domu jednego ze swoich kolegów. Nagle z ogromną prędkością nadjeżdża motocyklista. Funkcjonariusz po służbie stara się go zatrzymać.

- Motocyklista nie zatrzymał się mimo sygnałów świetlnych. Zatrzymał się za to około 100 metrów dalej, wyłączył światła, zawrócił i przejechał obok policjanta z duża prędkością, jadąc na tylnym kole. I wtedy potrącił pokrzywdzonego – relacjonowała Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa - Praga.

Pokrzywdzony to policjant z 16-letnim stażem. Zginął na miejscu, pozostawiając żonę i dwoje dzieci. Cała sytuacja w Celestynowie, według świadków, wyglądała jak drogowa egzekucja

"Mirek był wspaniałym kolegą"

Aspirant sztabowy Mirosław Wilczek od 16 lat pracował w otwockiej komendzie. Od momentu tragedii jego koledzy objęci są ścisłą opieką psychologa. - Najpierw było niedowierzanie, potem złość i myślenie, jak to się w ogóle mogło stać. Do tej pory nie można pojąć, że to się stało – opowiada jeden z policjantów.

Nadkom. Andrzej Karpiński, który także pracował z Wilczkiem, dodaje: - Naprawdę ciężko nam o tym mówić. Mirek był wspaniałym człowiekiem, wspaniałym policjantem i każdemu z nas brakuje jego obecności tutaj.

Starał się uciec z miejsca wypadku

Prokurator postawił motocykliście zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Prokurator natychmiast wnioskował o tymczasowy areszt dla kierowcy motocykla, jednak otwocki sędzia wypuścił sprawcę wypadku na wolność. Prokuratura nie zgadza się z tą decyzją. - Skutkiem tego wypadku była śmierć człowieka. Człowieka, który był Bogu ducha winny. Po prostu przechodził przez jezdnię. A sprawca jawnie lekceważył sobie porządek prawny i z tego względu powinien być zastosowany areszt, a także z uwagi na obawę matactwa – przekonywał Jacek Gałązka z Prokuratury Rejonowej w Otwocku.

Matactwa, czyli przekonywania świadków, żeby nie zeznawali w tej sprawie. Sędzia nie daje wiary również tym, którzy już zostali przesłuchani. - To jest wersja wydarzeń. Ja ją muszę ocenić – mówi orzekający w sprawie sędzia Marek Chityn.

Prokurator złożył na decyzję sadu zażalenie.

kaw\mtom