"Zepsute jedzenie jest śmieciem. A zwierzęta to nie śmietnik"

Warszawa

"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze
"Zwierzęta to nie śmietnik" | Miasto Jest Nasze

Miejscy aktywiści wzięli na tapet kwestię dokarmiania zwierząt. - Ludzie robią to w dobrej wierze, ale niestety, nieświadomie szkodzą zwierzętom - przekonują. I dlatego postawili specjalne, edukacyjne tabliczki, które mają otworzyć mieszkańcom oczy na ten problem.

"Ja tu też mieszkam. Spleśniałe pieczywo szkodzi mi tak samo jak Tobie" - "mówi" zmartwiony lis. Z kolei pies "zwraca uwagę": "Kości kurczaka tak pięknie pachną, ale ranią przełyk, żołądek i jelita. To bardzo boli".

"Żywię się owadami, ślimakami i dżdżownicami. Nie dokarmiaj mnie jedzeniem dla ludzi" - "apeluje" jeż. Gołąb "przypomina": "Pieczywo nie jest moim naturalnym pokarmem. Zjadam je, ale potem choruję", a bezpański kot tak "się żali": "Zjadłem zepsute mięso. Nikt mnie nie zaprowadzi do weterynarza".

Takie napisy pojawiły się na specjalnych planszach, które mają edukować mieszkańców w kwestii niewłaściwego dokarmiania zwierząt. Inicjatorem akcji są miejscy aktywiści ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, a autorką projektów Karina Majchrzak. Tabliczki do pilotażowego programu wykonali i ustawili Tomek Mielcarz oraz Bartek Kozłowski, który jest zarazem pomysłodawcą całej akcji.

"Zwierzęta same sobie nie pomogą. Zróbmy to my!" - przekonują działacze.

"Zwierzęta to nie śmietnik"

"Martwi nas zjawisko zostawiania na warszawskich trawnikach resztek jedzenia dla zwierząt. Raczej nikt z nas nie byłby w stanie zjeść spleśniałego pieczywa. Odrzuca nas na samą myśl o tym. Intuicyjnie czujemy, że jest to dla nas niebezpieczne. Ale dajemy je zwierzętom. Czemu? Przecież dla nich jest ono takim samym zagrożeniem jak dla nas" - piszą na swoim Facebooku aktywiści.

I sugerują odpowiedź - ich zdaniem to wszystko przez to, że ludzie mają silne przekonanie, że jedzenia, a szczególnie chleba, nie można wyrzucać. "Prawda jest taka, że zepsute jedzenie jest śmieciem. A zwierzęta to nie śmietnik" - podkreślają.

Najpierw zatrucie, potem często śmierć

Działacze MJN zwracają też uwagę, że domowe pupile są w sytuacji uprzywilejowanej w stosunku do dzikich zwierząt, które najbardziej odczuwają skutki nierozsądnego dokarmiania.

"Psy mają opiekunów, którzy im pomogą. Tyle szczęścia nie mają wolno żyjące koty, lisy, jeże czy ptaki. Zatrucie pokarmowe oznacza dla nich olbrzymie cierpienie, często śmierć" - przypominają.

I proszą mieszkańców o pomoc w rozpowszechnianiu edukacyjnych tabliczek: "Pamiętajcie proszę, że akcja edukacyjna skierowana jest do osób, które najczęściej nie korzystają z mediów społecznościowych. Wydrukujcie plakaty i powieście je u siebie na tablicy ogłoszeń na klatce schodowej. Jeśli nie chcecie robić tabliczek, możecie zafoliować wydrukowaną kartkę i przykleić ją do drzew".

Na tvnwarszawa.pl pisaliśmy też o tym, jak Białołęka radzi sobie z plagą komarów:

mp

Budki dla Jerzyków na BiałołęceMateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl
wideo 2/2
Pozostałe wiadomości