Przygotuj się na:

MECZ NA STADIONIE NARODOWYM

We wtorek na Stadionie Narodowym reprezentacja Polski zagra ze Słowenią. To oznacza utrudnienia dla mieszkańców, szczególnie na Saskiej Kępie. Kibice pojadą komunikacją miejską za darmo.

Zdobył Grammy, gra dalej. "Czułem się jak Lewandowski"

Warszawa

Marek Balata / mat. prasoweNowa płyta Włodka Pawlika

Choć jest wyrafinowanym pianistą jazzowym, publiczność pozwala mu czasem poczuć się jak gwiazda futbolu. Dał jej właśnie nowy pretekst do oklasków - nową, zagraną z rozmachem płytę "4 Works 4 Orchestra".

Włodek Pawlik to muzyk z artystycznym ADHD. Ledwo wybrzmiał sukces albumu "Night In Calisia" z Randym Breckerem, za który zgarnął nagrodę Grammy, już nagrywał w trio "Americę", a z poetą Adamem Zagajewskim "Mów Spokojniej".

Dobry efekt pracy z młodzieżą

- Po sukcesie "Standards Live" z 1997 roku pewnie do końca życia mógłbym grać standardy. Ale ja się szybko nudzę. Dlatego zacząłem szukać w symfonice, w chorale gregoriańskim, poezji, różne rzeczy mnie interesują - mówił Pawlik podczas wtorkowej konferencji prasowej. Zorganizowano ją z okazji premiery nowej płyty "4 Works 4 Orchestra". Jak sam tytuł wskazuje, na najświeższe, dwupłytowe wydawnictwo sygnowane przez znakomitego pianistę złożyły się cztery duże kompozycje orkiestrowe. Powstawały na przestrzeni kilkunastu lat w różnych okolicznościach, teraz zebrano je w jednym pudełku. Jak do tego doszło?

- Płyta jest efektem splotu wydarzeń. Po Grammy ustawił się do mnie korowód ludzi, którzy chcieli, żebym u nich zagrał. Wśród nich był Michał Maciaszczyk, który był dyrygentem młodej orkiestry z Myślenic. To on wpadł na pomysł zagrania na finał festiwalu w Łańcucie koncertu z moim programem, który byłby bliższy asocjacjom symfonicznym. Wtedy przypomniałem sobie o czterech mniej znanych utworach, które mam w kajecie i są do zagrania. Efekt był na tyle udany, że nie było wyjścia i trzeba było nagrać płytę - wspominał Włodek Pawlik.

Koncert z Myślenicką Orkiestrą Kameralną Concertino odbył się pod koniec maja, a już na początku lipca muzycy weszli do studia. Jak wspominała Jolanta Pawlik, żona artysty, a jednocześnie producentka albumu, entuzjazm i zapał młodej orkiestry obojgu bardzo zaimponowały i potwierdziły, że decyzja o utrwaleniu utworów była właściwa.

Poza liderem i orkiestrą w nagraniu wzięli kontrabasista Paweł Pańta i perkusista Cezary Konrad znani z trio Pawlika, a także jego syn Łukasz, na wiolonczeli.

W Opolu bez obciachu

Owocem muzycznej współpracy są cztery rozbudowane kompozycje: "Pulse 11/8", "Cellomania", "We are from here" i "Piano Concerto No. 2", które powinni docenić zarówno fani jazzu, jak i melomani, którzy częściej niż w jazzowych klubach bywają w filharmoniach. Nie spłoszy przy tym masowej publiczności, której w ostatnich latach przybyło dzięki statuetce złotego patefonu.

- Zwykle dla siebie piszę najtrudniejsze rzeczy, mimo wszystko jest to muzyka przystępna, chcę się nią dzielić. Nie jest eksperymentalna, awangardowa, bo ja nie od tego jestem - tłumaczył kompozytor.

To też dowód na to, jak umiejętnie korzysta ze swoich pięciu minut, które dało mu wyróżnienie za Oceanem. Poszerza bazę swoich słuchaczy, wykraczając poza hermetyczny krąg fanów jazzu. Dość powiedzieć, że godzinę przed wręczeniem Grammy miał na Facebooku kilkuset fanów, a dziś jest ich 45 tys. Nie daje przy tym podstaw do stwierdzenia, że sukces go zmienił, zepsuł. Pozostał tym samym serdecznym, otwartym człowiekiem. Przyjmuje zaproszenia do telewizji śniadaniowych, w których cierpliwie odpowiada na zestaw tych samych, zwykle nie najmądrzejszych, kilku pytań.

Jednak przede wszystkim dużo koncertuje. Także w nieoczywistych miejscach - jak popowy festiwal w Opolu. Część kolegów z branży przyjęła ten występ z politowaniem, ale Pawlika to nie zraża. - Dałem 20-minutowe show, po którym publiczność wstała, klaskała i krzyczała "Włodek, Włodek!". Czułem się jak Robert Lewandowski - relacjonował z uśmiechem artysta.

Transmisja premierowego koncertu

Jolanta Pawlik przyznała, że Grammy sprawiło, że w jednej chwili kariera męża nabrała ogromnego tempa. - Nagrodą była sama nominacja, a jej przyznanie przerosło wszelkie nasze marzenia. Po 2014 roku dużo się zmieniło. Płyta "Night in Calisia" otworzyła nam drogę. Pozwoliła wielu osobom się przekonać, że muzyka Włodka porywa, a jego muzyczny język jest uniwersalny. Niekoniecznie trzeba znać partytury, największą rolę odgrywają emocje, to jest pierwotna siła - opowiadała.

Tę siłę będzie można poczuć już w niedzielę podczas premierowego koncertu "4 Works 4 Orchestra" w Filharmonii Szczecińskiej. A ci, którzy do Szczecina pojechać nie dadzą rady, mogą zobaczyć transmisję w sali multimedialnej Narodowego Instytutu Audiowizualnego przy Wałbrzyskiej. Wstęp jest wolny, a przekaz rozpocznie się o godz. 19.00.

Piotr Bakalarski

Za płytę "Night in Calisia" Pawlik i Brecker dostali Grammy
mat. prasowe