Przygotuj się na:

WEEKENDOWE UTRUDNIENIA

Nachodzący weekend będzie pracowity dla drogowców i wodociągowców. Ci pierwsi dokończą naprawę nawierzchni buspasa w alei Stanów Zjednoczonych, drudzy będą działać na Płockiej. Zmiany w organizacji ruchu spowoduje też białołęcki Bieg Wolności i Warszawskie Spotkanie Wigilijne na Pradze Północ.

"Zdaniem sądu Edyta nie żyje". Dożywocie za zabójstwo

Warszawa


Arkadiusz B. został skazany na dożywocie za zabójstwo poznanej na portalu randkowym 31-letniej kobiety. Do zbrodni miało dojść w 2005 r. w Warszawie. Choć nigdy nie odnaleziono ciała kobiety sąd uznał, że wszelkie poszlaki wskazują na winę mężczyzny. - Działał z chęci zysku, czyli z niskich pobudek zasługujących na szczególne potępienie - podkreślono w uzasadnieniu.

We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie zakończył proces w tej głośnej sprawie. Prokuratura chciała kary dożywotniego więzienia. Obrona wnosiła o uniewinnienie. Sam B. twierdzi, że nigdy nikogo nie zabił.

Wyrok w procesie poszlakowym Arkadiusza B.
TVN24

Planowała z nim ślub

Proces był prowadzony po raz drugi. W pierwszym sąd uniewinnił B. od zarzutu zabójstwa, skazał jedynie za oszustwo.

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie, że zamordował poznaną na portalu randkowym Edytę W., która planowała z nim ślub. Zdaniem oskarżenia B. oszukiwał ją; nakłonił ją do pożyczenia mu ponad 70 tys. zł.

Do zabójstwa miało dojść w listopadzie 2005 r. w Warszawie w mieszkaniu wynajmowanym przez B.

Proces poszlakowy

Był to proces poszlakowy, nigdy nie odnaleziono ani zwłok kobiety, ani narzędzia zbrodni. W sprawie nie było też bezpośrednich świadków.

Ustne uzasadnienie wyroku sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska przedstawiała blisko godzinę. Podkreśliła, że w trakcie procesu ustalono "zamknięty łańcuch poszlak", które wskazują, że B. zamordował Edytę W.

- Analiza dowodów ponad wszelką wątpliwość wskazuje na zabójstwo. Nie ma dowodów na to, że Edyta mogła popełnić samobójstwo. Nie zostawiła też listu pożegnalnego - powiedziała sędzia.

"Prawdopodobieństwo graniczące z pewnością"

Sędzia podkreśliła, że B. działał z niskich pobudek zasługujących na szczególne potępienie, czyli z chęci zysku. Sąd nie dopatrzył się żadnych okoliczności łagodzących.

Według ustaleń sądu oskarżony usunął zwłoki i zatarł ślady zbrodni. W czasie oględzin mieszkania wynajmowanego przez B. odnaleziono ślady krwi, które "z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością" należały do Edyty W. Mieszkanie było wietrzone przez wiele dni, co wzbudziło zaniepokojenie sąsiadów - powiedziała sędzia.

- Zdaniem sądu Edyta nie żyje. Wskazują na to zasady logicznego rozumowania oraz doświadczenia życiowego. Oskarżony zaplanował zbrodnię. Pożyczył od kobiety ponad 70 tys. złotych i okłamywał ją. Istnieją także dowody i poszlaki wskazujące na to, że B. zacierał ślady wskazujące na jego znajomość z Edytą - zaznaczyła.

Sąd podkreślił, że opinia sądowo-psychiatryczna wskazuje, że B. ma ponadprzeciętną inteligencję, a motywem jego działania była chęć wyłudzenia pieniędzy.

Sędzia przypomniała, że oskarżony nie przyznał się do winy i skorzystał z odmowy składania wyjaśnień.

- Szczątkowe wyjaśnienia złożone przez oskarżonego na pewnym etapie nie można uznać za wiarygodne. Były linią obrony przyjętą przez oskarżonego - powiedziała sędzia.

Pięcioosobowy skład sądu dał wiarę bliskim i przyjaciołom 31-latki, którzy zeznali w procesie, że Edyta była otwarta i szczera. Nie planowała ani wyjazdu, ani zmiany pracy. Planowała przyszłość i ślub z oskarżonym - wskazywała sędzia.

"Ulgi chyba nie będzie"

Po wyroku matka Edyty powiedziała dziennikarzom, że od początku wszystko wskazywało, że to B. zabił jej córkę. Pytana o wyrok sądu powiedziała:

- Ulgi to chyba nigdy nie będzie. Gdyby on w ogóle przestał istnieć dla mnie, to może jakoś ukoiło to by mój ból. To będzie jeszcze trwało i trwało - powiedziała wyraźnie poruszona kobieta.

- Podejrzewam, że Edyty już nie znajdą. Dla mnie to jest dno. Ten mężczyzna zrobił nam wielką krzywdę - dodał kuzyn kobiety.

Wyrok nieprawomocny

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie jest nieprawomocny. Nie wiadomo jednak, czy obrona będzie się od niego odwoływała.

Mecenas Zbigniew Jewdokin, który jest obrońcą B. z urzędu, nie przyszedł we wtorek do sądu. Wcześniej przekonywał, że prokurator z góry przyjął tezę o winie B. - Nie możemy opierać się na domniemaniach - mówił. Zdaniem adwokata poszlaki nie stanowią zamkniętego ciągu, co sprawia, że nie może dojść do skazania. Powołał się na zasadę domniemania niewinności.

PAP/mz