Zaskakujące męki Legii w Pucharze Polski

Warszawa

W czwartek Legia nie potrafiła wygrać u siebie z Pogonią w regulaminowym czasie gry. By awansować do ćwierćfinału Pucharu Polski drużyna z Łazienkowskiej potrzebowała dogrywki. W niej była już jednak bezkonkurencyjna i zwyciężyła ostatecznie 3:1.

Legia podeszła do tego meczu poważnie, przynajmniej tak można było wywnioskować po zestawieniu, jakie przygotował na Pogoń Henning Berg. Norweg posłał do gry najmocniejszą jedenastkę, jaką w tej chwili dysponuje.

Kocian nie żartował

Kto spodziewał się pogromu (grał w końcu lider z przeżywającym kryzys sportowy zespołem, w którym niedawno zwolniono trenera - Dariusza Wdowczyka zastąpił Jan Kocian), ten się srodze zawiódł.

15-tysięczna widownia, która w czwartkowy wieczór udała się na Pepsi Arenę po jedenastu minutach przecierała oczy ze zdumienia. Łukasz Zwoliński zachował się jak prawdziwy lis pola karnego, dopadł do piłki i dał Pogoni zaskakujące prowadzenie. Kocian nie żartował, gdy mówił, że Portowcy do Warszawy przyjechali po zwycięstwo.

Konsternacja przy Łazienkowskiej potrwała dziesięć minut. Wtedy klasowym podaniem, jak rasowy rozgrywający, popisał się Ivica Vrdoljak. Zagrana przez kapitana Legii prostopadła piłka trafiła do Michała Żyry, a ten wiedział, co z nią zrobić. Mistrzowie Polski powinni pójść za ciosem. Ale grali jakby "na stojąco", a tak się nie wygra, nawet jeśli do Warszawy przyjechał pogrążony w wewnętrznych problemach zespół. Legioniści bili głową w mur. Jak byli nieporadni, doskonale zobrazował strzał Michała Kucharczyka przed przerwą, którego lob wylądował w górnych sektorach trybun.

Broź niczym Ronaldo

Obraz gry nie zmienił się po przerwie. Legia przeważała, ale jej ataki były równie zapalczywe, co nieporadne. Po 90 minutach żaden z zespołów nie potrafił postawić kropki nad "i" i do rozstrzygnięcia losów 1/8 finału PP potrzebna była dogrywka. Druga już tego dnia.

Systematyczne ataki przyniosły w końcu efekt. Aktywny i sugestywnie padający tego dnia Ondrej Duda (wcześniej zarobił kartkę za symulowanie), po faulu Huberta Matynii wywalczył w 93. minucie rzut karny. I tu mieliśmy nowość - zamiast Vrdoljaka "jedenastkę" wykonywał Łukasz Broź. Podszedł do piłki pewnym krokiem, wywiódł w pole bramkarza i trafił do siatki tuż przy prawym słupku bramkarza, prawie jak Cristiano Ronaldo. Było to jego pierwsze trafienie dla Legii.

Po kilku minutach będący ostatnio w wyśmienitej formie Broź założył "siatkę" Matynii, dośrodkował wprost na nogę stojącego na piątym metrze Marka Saganowskiego, którego strzał zatrzymał się na poprzeczce.

W drugiej części doliczonego czasu gry Pogoń wciąż grała bardzo pasywnie i rzadko kiedy wychodziła z własnej połowy. Po kolejnym rzucie rożnym na deski Portowców posłał Tomasz Jodłowiec, który podwyższył wynik na 3:1 pięknym strzałem głową. Po tej akcji coraz wyraźniej dawało się we znaki zmęczenie i, choć były ku temu okazje, nie udało się Legii jeszcze bardziej pogrążyć przeciwnika.

Legia Warszawa - Pogoń Szczecin 3:1 (1:1, 1:1)

Awans Legii, która w ćwierćfinale zagra ze Śląskiem Wrocław.

Czytaj więcej na sport.tvn24.pl.

twis, kris