Zaginęła część transportu pomocy humanitarnej. 18 osób z zarzutami

Warszawa

TVN2418 z zarzutami przywłaszczenia mienia

18 osób usłyszało zarzuty przywłaszczenia mienia i nieprawidłowości w wojskowej bazie logistycznej w Warszawie. To żołnierze i pracownicy cywilni, którzy w zeszłym roku mieli zabrać m.in. koce i materace z transportu pomocy humanitarnej dla Ukrainy.

Prokuratura ustaliła, że w zeszłym roku pod koniec sierpnia z transportu humanitarnego dla Ukrainy zginęło blisko 1,5 tys. koców i mniej więcej tyle samo materaców. Dary zostały przygotowane przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła prokuratura wojskowa. Zostało one połączone z główną sprawą dotyczącą warszawskiej bazy logistycznej. Jej głównym wątkiem jest przywłaszczenie mundurów i innych przedmiotów z magazynów składu Warszawa. Łącznie wartość szkód została oszacowana na 1,5 mln złotych.

Większość podejrzanych przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Jak dowiedział się TVN24, część osób dobrowolnie poddała się karze, głównie o charakterze majątkowym.

Pierwszy transport pomocy humanitarnej

Sprawę obrabowanego transportu nagłośnił w zeszłym roku reporter TVN24, Robert Zieliński. Chodzi o pierwszy transport pomocy humanitarnej, który pod koniec sierpnia przygotowało Ministerstwo Obrony Narodowej. W transporcie przeznaczonym dla ukraińskich żołnierzy było 320 ton ładunku: koce, pościel i żywność o przedłużonym terminie przydatności do spożycia. Braki zauważył polski oficer, który w jednostce wojskowej pod Lwowem nadzorował rozładunek darów.

- Stwierdził on rozbieżności między dokumentacją przewozową a stanem faktycznym. Brakowało części koców i materaców - wyjaśnił wtedy rzecznik prasowy Wojskowego Prokuratora Okręgowego w Warszawie, płk Ryszard Filipowicz.

Według wojskowych śledczych do przestępstwa doszło jeszcze na terenie Polski, właśnie w rembertowskiej 2. Regionalnej Bazie Logistycznej. Po ujawnieniu całej sprawy minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zawiesił dowódcę bazy logistycznej w Rembertowie.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE NA TVN24

Robert Zieliński/plw