Zabrakło miejsc w przedszkolach. "W czym moje dziecko jest gorsze?"

Warszawa

Dawid Krysztofiński / tvnwarszawa.plO rekrutacji mówi Agnieszka Kłąb, zastępca rzecznika ratusza

Zakończył się pierwszy etap rekrutacji do warszawskich przedszkoli. Do wybranych placówek nie dostało się ok. 3 tysięcy dzieci. Ratusz uspokaja, że miejsca się znajdą,

a rodzice krytykują system rekrutacji.

Wstępna lista dzieci przyjętych do przedszkoli pojawił się w czwartek po godz. 10.00. Niedługo później na warszawa@tvn.pl dostalismy pierwsze maile od oburzonych rodziców, których dzieci nie znalazły się liście przyjętych.

"W czym moje dziecko jest gorsze?"

"Moje dziecko Lena, lat 4, po raz drugi z rzędu nie dostała się do przedszkola na Pradze Północ tylko dlatego, że jest w posiadaniu obojga rodziców, którzy tworzą związek małżeński" – żali się Anna. "Od 10 lat mieszkam i pracuję w Warszawie, moje dzieci (bo to druga córka) urodzone są w Warszawie, płacimy podatki na rzecz tego miasta, a po raz kolejny dziecko nie może dostać się do przedszkola" - kontynuuje.Jak przekonuje, teraz będzie musiała pewnie zatrudnić nianię. "Co zatem mam zrobić przez ten rok jeszcze kiedy według ustawy miejsce w oddziale zerówkowym będzie się jej należało obligatoryjnie? W czym ja i moje dziecko jest gorsze" - pyta.

"To dopiero pierwszy etap"

Jak informuje ratusz, na razie do przedszkoli zakwalifikowało się ponad 13 tysięcy dzieci, a około 3 tysiące nie zostało przyjętych. Ale wolnych pozostaje ponad 730 miejsc. Dlatego władze miasta uspokajają rodziców i przypominają procedurę rekrutacji.

- Jesteśmy dopiero po pierwszym etapie rekrutacji, dzisiaj wywiesiliśmy wstępne listy dzieci przyjętych do przedszkoli. Pamiętajmy, że teraz jest ruch rodziców. Do 6 maja czekamy na pisemne potwierdzenie od rodziców, że rzeczywiście zamierzają posłać dzieci do przedszkola, do którego się dostało – wyjaśnia Agnieszka Kłąb, zastępca rzecznika ratusza.

Podadzą liczbę wolnych miejsc

Później, 9 mają urzędnicy podadzą, ile wolnych miejsc zostało w poszczególnych rocznikach i przedszkolach.

- Są dzieci, które nie dostały się do przedszkola pierwszego wyboru, ale rodzice mogli wybrać kilka placówek. Zdarzy się tak na pewno, że dziecko dostanie się do przedszkola drugiego, trzeciego, bądź czwartego wyboru. Niekoniecznie tuż za rogiem domu, czasami trzeba będzie do tego przedszkola dojechać – zaznacza rzeczniczka.

Gdy urzędnicy dostaną informację, ile dzieci trafi do określonego przedszkola, sprawdzą, w jakim zakresie, to co oferują przedszkola i oddziały przy szkołach zgadza się z popytem zadeklarowanym przez rodziców. - Tam gdzie uda się zwiększyć liczbę dzieci w oddziałach przedszkolnych, będziemy to robić, tam gdzie uda się stworzyć dodatkowe miejsce w oddziale, też będziemy to robić – zapewnia Kłąb.

- Co ważne, już na tym pierwszym etapie, patrząc na zgłoszenia, które od rodziców wpływały, w ciągu roku udało nam się zwiększyć pulę miejsc w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych w szkołach o 1,5 tysiąca miejsc – zauważa Agnieszka Kłąb.

W ciągu najbliższych dwóch lat ratusz planuje powiększyć tę pulę o kolejne 1,5 tysiąca miejsc.

Samotni czy nie?

Rzeczniczka odniosła się też do kontrowersji związanych z rekrutacją dzieci wychowanych przez samotnych rodziców (są za to dodatkowe punkty podczas rekrutacji). Ale zdarzają się przypadki, że rodzice deklarują samotność, choć nie jest to prawdą.

- Samotnych rodziców zgłosiło nam się 14 procent. To nie przekracza średniej z poprzednich lat. Praktycznie co roku, ok. 12-15 procent deklaruje, że samotnie wychowuje dziecko mając oczywiście za to dodatkowe punkty podczas rekrutacji – mówi Kłąb. - Dyrektorzy przedszkoli mają prawo sprawdzić, i teraz będą to robić, dokumenty potwierdzające samotne rodzicielstwo. To może być akt rozwodu, czy akt o separacji. Będziemy to weryfikować. My te informacje weryfikujemy zawsze. Jeśli zdarzają się deklaracje niepokrywające się z rzeczywistością, to są sytuacje jednostkowe - dodaje.

CZYTAJ WIĘCEJ O HARMONOGRAMIE REKRUTACJI DO PRZEDSZKOLI W WARSZAWIE ran/b

Ile zgłasza się samotnych rodziców?
Dawid Krysztofiński / tvnwarszawa.pl