Zabiła męża, który się nad nią znęcał. Prokuratura: to był afekt

Warszawa

Jak doszło do zabójstwaTVN Uwaga
wideo 2/2

Akt oskarżenia w sprawie dramatycznych wydarzeń pod Zakroczymiem czeka już na rozpoznanie w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga. Hanna W. odpowie za zabójstwo, ale popełnione w stanie "silnego wzburzenia uzasadnionego okolicznościami".

52-letni Zbigniew W. od lat znęcał się nad swoją żoną, 47-letnią Hanną - najczęściej psychicznie. Najchętniej obrzucał ją stekiem wyzwisk. Twierdził, że go zdradza, obarczał winą za wszelkie porażki, które dotykały małżonków oraz czwórkę ich dzieci. Raz, w 2012 roku, został nawet skazany przez sąd. Nie kwestionował wówczas zarzutów znęcania się i dobrowolnie poddał karze.

Ale dramat trwał, a 18 sierpnia 2016 roku zakończył się tragedią w domu we wsi niedaleko podwarszawskiego Zakroczymia. Rankiem tego dnia Hanna W. przy blacie kuchennym szykowała powidła. Zbigniew W. siedział przy stole i jadł śniadanie razem z 17-letnim synem. Między kolejnymi kęsami znów miotał w stronę kobiety wulgaryzmy i oskarżał o zdradę.

- Nie wytrzymałam. Ale chciałam go tylko nastraszyć - powiedziała później w prokuraturze. Nóż, którym kroiła owoce, wbiła w bok męża. Ostrze przebiło serce, Zbigniew W. zmarł w drodze do szpitala.

Korzystna opinia biegłych

Prokuratura od początku brała pod uwagę, że zabójstwo mogło być dokonane w tak zwanym afekcie. Kobieta wielokrotnie informowała policję o agresji męża. Nie zawsze, o czym pisaliśmy na tvnwarszawa.pl, dostawała taką pomoc, jaką powinna.

W śledztwie dotyczącym śmierci Zbigniewa W. powołany został zespół biegłych złożony z psychiatrów i psychologa. Mieli oni ustalić, w jakim stanie była Hanna W. w chwili zbrodni. Po badaniu biegli nie mieli wątpliwości, że kobieta działała pod wpływem skumulowanego od lat stresu.

- Opinia psychiatryczna jest dla oskarżonej korzystna. Biegli psychiatrzy ustalili, że Hanna W. zarzucanego jej czynu dopuściła się pod wpływem silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami. A więc działała w tak zwanym afekcie - mówi w rozmowie z tvnwarszawa.pl prokurator Emilia Krystek, szefowa Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim. - Tę diagnozę potwierdziła opinia psychologa, który uznał, że w chwili popełnienia czynu Hanna W. pozostawała w stanie silnego wzburzenia przy znaczącym udziale czynnika sytuacyjnego. Był nim przewlekły konflikt między małżonkami oraz zachowanie ofiary (Zbigniewa W. - red.) postrzegane jako konfrontacyjne i zagrażające (Hannie W. - red.) - dodaje prokurator Krystek.

Opinia biegłych zdecydowała o tym, że prokuratura zmieniła kwalifikację prawną czynu i oskarżyła Hannę W. nie o zwykłe zabójstwo, za które grozić może nawet dożywocie, ale właśnie o zabójstwo dokonane w afekcie, za które maksymalna kara to dziesięć lat więzienia. Co więcej, przy takim zarzucie, możliwe jest też orzeczenie kary w zawieszeniu.

Dziewięć ciosów siekierą

Akt oskarżenia w tej sprawie czeka już na rozpoznanie w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga. Składowi sędziowskiemu przewodniczył będzie sędzia Adam Radziszewski, który już kiedyś wydawał wyrok dosyć podobnej sprawy. Wówczas również na ławie oskarżonych zasiadła żona, która zabiła męża.

Natalia M. też była ofiarą przemocy domowej. Mąż nadużywał alkoholu i nie stronił od przemocy. - Awanturował się na przykład o źle zrobioną herbatę. Potrafił mnie uderzyć w samochodzie, jak przejechałam na żółtym świetle - opowiadała przed sądem.

W dniu, który też skończył się tragicznie, Franciszek M. znów wrócił pijany do domu. - Zabije cię, k… - rzucił do żony i chwycił za siekierę. Udało jej się odepchnąć męża i złapać siekierę, którą upuścił mąż. Zadała dziewięć ciosów, wszystkie w głowę.

W wypadku Natalii M. biegli uznali jednak, że nie ma mowy o "afekcie", a jedynie o znacznie ograniczonej poczytalności. I to tylko w chwili zadawania ciosów. Już po zadaniu ciosów kobieta działała metodycznie i z planem. Ciało męża zakopała w ogródku, ukryła siekierę, zmyła podłogę z krwi i pomalowała ściany w pokoju. Dopiero po czterech miesiącach policja odkryła, że kobieta zabiła męża.

W maju 2013 roku sąd pod przewodnictwem sędziego Adama Radziszewskiego skazał ją na karę 13 lat więzienia.

Ale po apelacji proces Natalii M. toczył się raz jeszcze, od początku. Inny skład sędziowski uznał, że oskarżona, między innymi ze względu na swój stan psychiczny w chwili zabójstwa, zasługuje na nadzwyczajne złagodzenie kary. I skazał ją na pięć lat więzienia, mimo że minimalna kara za zabicie człowieka to osiem lat.

Ten wyrok jest już prawomocny.

Piotr Machajski