Przygotuj się na:

ZIMA NA DROGACH

To właśnie teraz, gdy temperatura rano spada poniżej 7 stopni Celsjusza, a kolejki do warsztatów są krótkie, powinniśmy umówić się na sezonową zmianę opon.

Z przytułków dla bezdomnych na muzyczne salony

Warszawa

mat. organizatoraCharlesa Gayle Trio

20 lat był bezdomnym, bo nie chciał zaprzątać sobie głowy przyziemnymi sprawami. Ale przyszedł moment, że dziwak grający na ulicach Nowego Jorku wszedł na jazzowe salony i stał się jedną z najważniejszych postaci tamtejszej sceny awangardowej. Zespół, kierowany przez saksofonistę Charlesa Gayle'a, zagra w niedzielę w Pardon, To Tu.

W Charles Gayle Trio, amerykańskiemu saksofoniście akompaniuje niemiecki perkusista Klaus Kugel - w przeszłości współpracujący z takimi muzykami jak m.in. Theo Joergensmann, Tomasz Stańko, Zbigniew Namysłowski, Vijay Iyer czy Charlie Mariano - oraz kontrabasista Ksawery Wójciński, znany jako członek formacji Hera, a także z twórczości solowej. Występował i nagrywał także m.in. z Marco Eneidim czy Urim Caine'em.

W tym samym składzie Gayle koncertował w Warszawie 30 marca 2014 r. Tegoroczny koncert połączony będzie z promocją płyty zespołu pt. "Christ Everlasting".

Pod wpływem Coltrane'a

Jako dziewięciolatek Gayle sam nauczył się grać na pianinie, które porzucił na rzecz saksofonu dopiero 10 lat później, gdy usłyszał Charliego "Birda" Parkera i zafascynował się be-bopem. Wielki wpływ na jego muzyczną świadomość miały także regularne wizyty w kościołach baptystów, gdzie zapoznał się z tradycją gospel.

Całe twórcze życie Gayle związał z Nowym Jorkiem, do którego przeprowadził się z rodzinnego Buffalo w latach 60. Sam niechętnie wypowiada się na tematy biograficzne, swoją biografię widząc w nagranych przez siebie albumach. Przez niemal 20 lat był bezdomnym w Nowym Jorku; grał na ulicach, skwerach i nowojorskim metrze, noce spędzał w zaułkach i przytułkach. Jak tłumaczył podczas spotkania z publicznością w Warszawie, zdecydował się porzucić świat materialny i wygodę, by móc dotrzeć do czystej idei improwizacji i muzyki jazzowej. Wspominał, jak przechadzał się Broadwayem, nie przestając grać na saksofonie. Swoją twórczość ubarwiał wpływami takich saksofonistów jak John Coltrane czy Albert Ayler.

- Gram dlatego, że po prostu muszę. Pieniądze nie mają dla mnie większego znaczenia. Ale nie mogłem już zajmować się tymi wszystkimi bzdurami: czynszem, ciułaniem grosz do grosza, życiu w klitkach, udających mieszkania. Często budził mnie mróz, gdy spałem w alejce, przykryty gazetami, albo policjant - mówił.

- Mogłem przejść od Times Square aż do Wall Street nie przestając grać. Oczywiście, musiałem za coś jeść, a nie jestem typem człowieka, który będzie żebrał. Czasami grałem, a ludzie wrzucali pieniądze do mojego kubka po kawie, który stał obok. Takie rzeczy nie przytrafiają się na scenie. To wspaniałe i uczciwe - jeśli im się spodobało, wrzucili kilka centów, jeśli się nie podobało, szli dalej - dodał.

We fraku i meloniku

Gdy w latach 80. nowojorska scena awangardowego jazzu przeżywała niespodziewany rozkwit, Gayle - dziwak, grający na ulicy - stał się jedną z jej najbardziej prominentnych osobistości.

Pierwszą płytę "Always Born" nagrał w 1988 r. dla wytwórni Silkheart Records; kolejna, wydana w tym samym roku, nosiła tytuł "Homeless" (Bezdomny). Występował w klubach CBGB i Knitting Factory. W 1991 nagrał z kontrabasistą Williamem Parkerem i perkusistą Rashiedem Alim "Touchin' on Trane", osobisty hołd złożony Coltrane'owi. Gayle występował w meloniku, przyciasnym fraku i z umalowaną twarzą Klauna Streetsa; płyta "Streets" ukazała się w 2012 r.

Jego styl gry wyróżniało silne, często "przedęte" brzmienie, które pozostawało jednocześnie liryczne i melodyjne na coltrane'owską modłę, wzbogacone także długimi improwizacjami w duchu muzyki gospel. W ciągu swojej kariery saksofonista współpracował z takimi m.in. z Cecilem Taylorem, Peterem Broetzmannem czy Evanem Parkerem.

Charles Gayle TrioPardon, To Tu, pl, Grzybowski 12/16niedziela, godz. 20.30wstęp 30 zł

PAP/b