Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE DROGOWYM

Szóstego grudnia weszły w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

Wpadli pod lód na Moczydle. "Założyli się o litr wódki"

Warszawa

"Polska i świat" TVN24Wpadli pod lód na Moczydle. "Założyli się o litr wódki"

Mężczyźni, którzy wpadli pod lód w parku Moczydło, najprawdopodobniej założyli się, kto pierwszy dojdzie do leżącego na nim kamienia. Według świadków, zwycięzca miał dostać litr wódki.

Dziewczynka, która obserwowała wypadek z brzegu, mówi że nad jeziorko przyszło trzech mężczyzn.

- Powiedzieli żebyśmy się odsunęli, przeszli i mówili o zakładzie o litr wódki. Jeden powiedział, że nie chce ryzykować – mówi.

Na lód weszli dwaj pozostali. 17- i 20-latek. Lód miał się najpierw załamać pod jednym z nich, drugi ponoć próbował go ratować. W pewnym momencie obaj zniknęli pod lodem.

- Jeden pan przyszedł i zapytał, czy możemy wyrwać z koleżanką kawałek drewna. Rzucił go, ale ten chłopak już nie dał rady go chwycić – opowiada dziewczynka.

Strażak zanurkował w przeręblu

Chwilę później na miejscu pojawiły się karetki pogotowia, policja i strażacy. Ratownicy do przerębla dostali się dopiero po rozłożeniu trapu pneumatycznego

- Strażak nurek zszedł pod wodę i zaczął przeszukiwać ten akwen. Wydobył jedną osobę, została ona przekazana zespołowi pogotowania ratunkowego. Po chwili wydobył drugą osobę – relacjonuje Nikodem Kiełbowicz ze straży pożarnej.

Młodzi mężczyźni nie oddychali, nie mieli też pulsu. Jeden z nich spędził pod lodem 20 minut, drugi 8 minut więcej.

Ratownicy zaczęli reanimację jeszcze nad brzegiem jeziorka, potem zdecydowali się przewieźć chłopaków do dwóch warszawskich szpitali. Przed godzina 21.00 dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że jeden z nich nie żyje. Drugi zmarł w czwartek.

Ojciec jednego z nich mówi, że nie rozumie jak mogło dojść do wypadku. - Prawdopodobnie jechał do swojej dziewczyny, możliwe, że się umówili w tamtym miejscu. On tam był z kolegą. Tam była grupka osób koleżanek z kolegami – mówi Jacek Perzyna.

Mężczyzna nie wierzy też w zakład. - Syn był odpowiedzialny – dodaje.

wp/roody