Właściciel działki przy Traugutta: "To nie my zleciliśmy wycinkę"

Warszawa

Artur Węgrzynowicz, tvnwarszawa.plWycinka przy Traugutta

- Absolutnie nie nasza firma zleciła wycinkę drzewa - zapewnia w rozmowie z tvnwarszawa.pl właściciel działki przy ulicy Traugutta. Chodzi o pomnik przyrody, który w niedzielę został ścięty, do czego nikt nie chce się przyznać. Miasto zapowiada, że sprawa trafi na policję.

O tym, że kilkunastometrowa leszczyna turecka, która rosła nieopodal placu Małachowskiego - na tyłach hotelu Victoria - trafiła pod topór, napisaliśmy w poniedziałek. W tej sprawie skontaktowaliśmy się z właścicielem działki, na której rosło drzewo - firmą Prestige House. Według zapewnień, to nie ona zleciła wycinkę.

- Od kolegi dowiedziałem się, że drzewo zostało wycięte - informuje Jerzy Szulc, właściciel Prestige House. - My absolutnie nikomu nie zlecaliśmy wycinki - dodaje.

"Zagraża bezpieczeństwu"

Nie oznacza to, że firma nie interesowała się ścięciem drzewa. - Dwa lata temu robiliśmy ekspertyzę dendrologiczną i wszyscy stwierdzili, że zagraża bezpieczeństwu. Ostatnio były te nawałnice, a drzewo stało na ciągu komunikacyjnym. Napisaliśmy więc do wydziału ochrony środowiska i konserwatora zabytków o jakąś interwencję - opisuje Szulc.

Zapewnia jednak, że nie wie, kto podjął decyzję.

Na informacje, o tym, że miasto chce zgłosić sprawę na policję, odpowiada, że "to ich sprawa". - Ja im tego nie zabronię. Trudno - mówi.

Jak informuje "Gazeta Stołeczna", spółka Prestige House odzyskała cenną działkę przy Traugutta w ramach reprywatyzacji i zamierzała wybudować na niej biurowiec.

"Lex szyszko"

Kilka miesięcy temu wycinki w Warszawie budziły ogromne kontrowersje. Wszystko przez ustawę nazywaną potocznie "lex Szyszko", która pozwalała ciąć drzewa na prywatnej działce, nawet bez zgody władz miasta. Po wielu krytycznych głosach parlamentarzyści zdecydowali się jednak znowelizować ustawę i wprowadzić obostrzenia.

su/r