Wipler zapewnia, że nie był agresywny. "Policja jest państwem w państwie, a politycy ją kryją"

Warszawa

TVN24Wipler: policji należy dać żółtą kartkę

- To nie ja biłem, tylko byłem bity. Dostałem z pięści w twarz. To widać na nagraniach - stwierdził Przemysław Wipler w reakcji na ujawnione nagrania z incydentu na ul. Mazowieckiej w październiku ub. roku. Dodał, że policji należy dać żółtą kartkę. - Jest ona państwem w państwie, a politycy ją kryją - powiedział Wipler.

Po upublicznieniu nagrania incydentu sprzed jednego z warszawskich klubów Przemysław Wipler stwierdził, że czekał rok na to, aby Polacy poznali fakty w tej sprawie. Uczynił to na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w Sejmie w czwartek przed południem.Podkreślił, że odmówiono mu dostępu do monitoringu, podobnie jak jego pełnomocnikowi.- Był powtarzany szereg nieprawd. To, co się wydarzyło było zdyskredytowaniem mnie w oczach opinii publicznej - powiedział Wipler.Dodał, że na temat zajścia na ul. Mazowieckiej funkcjonowała dotąd jedynie "policyjna prawda, jednostronna, niesprawiedliwa, powielająca szereg nieprawd, bazująca na wypowiedzi rzeczników policyjnych".- To nie ja biłem, tylko byłem bity. (…) Dostałem z pięści w twarz. To widać na nagraniach - przekonywał.- Zasłaniałem twarz, nikogo nie szarpałem, nie był porwany mundur. To wszystko nieprawda. Zarzuty były chybione, dowiodę przed sądem swojej niewinności - dodał.

"Publiczne skazanie"

Podkreślił, że na nagraniach widać, że "ewidentną nieprawdą" była wersja policji. Dlatego postanowił dać policji żółtą kartkę. - Jest ona państwem w państwie, a politycy ją kryją - stwierdził.Dodał, że policjant nie może nikogo bić z pięści. - Nawet, gdybym był niegrzeczny, a nie byłem, policja nie ma prawa się w ten sposób zachowywać - przekonywał Wipler.Zaapelował do komendanta głównego policji i komendanta stołecznego o reakcję i wyjaśnienie, dlaczego upublicznione teraz materiały były zatajone.Poinformował również, że oczekuje reakcji byłego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i byłej marszałek Sejmu, a obecnie premier Ewy Kopacz, którzy rok temu po zajściu na ul. Mazowieckiej, publicznie go - jak się wyraził - "skazali".

Wipler apeluje o wyciągnięcie odpowiedzialności
TVN24

Zajście na Mazowieckiej

TVN24 uzyskała nagranie mające pokazywać zajście sprzed roku z udziałem posła Przemysława Wiplera (nie jest potwierdzona jego autentyczność).

Nagranie nie ma dźwięku. Widać na nim m.in., jak radiowóz na sygnale podjeżdża do dwóch stojących na ulicy przed klubem mężczyzn. Wipler, który siedział na murku i widział całe zajście, podchodzi do radiowozu i zaczyna rozmawiać z policjantami. Nie wiadomo, co mówi, ale kilkanaście sekund później zaczyna się przepychanka, polityk szarpie się z mundurowym, a ten pryska mu w twarz gazem. Następnie pojawia się drugi funkcjonariusz - kobieta.Razem przewracają posła na ziemię i próbują go skuć. Poseł się wyrywa, wierzga nogami, policjanci uderzają go pałką.Śledczy zarzucili Wiplerowi, że popełnił dwa czyny: zmuszał przemocą funkcjonariuszy policji do zaniechania prawnej czynności służbowej, naruszając jednocześnie ich nietykalność cielesną oraz "znieważał dwóch funkcjonariuszy słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych".Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście.W uzasadnieniu napisano m.in., że poseł poruszał się "chwiejnym krokiem", porozumiewał się "bełkotliwą mowę", kopał funkcjonariuszy, szarpał za mundur.

Nagranie

CZYTAJ TEŻ NA TVN24.PL

MAC//rzw