Wileńska: mieszkańcy wrócili, prokuratura wszczyna śledztwo

Warszawa

Sprawa kamienicy na WileńskiejTVN24
wideo 2/7

Ewakuowani mieszkańcy praskiej kamienicy przy ul. Wileńskiej 7 - sąsiadującej z budynkiem, w którym zawaliła się klatka schodowa - mogą wrócić do swoich mieszkań. Nadzór budowlany zakończył dodatkowe oględziny - podał wiceprezydent stolicy Michał Olszewski. Z kolei prokuratura poinformowała o wszczęciu śledztwa.

W poniedziałek przy ulicy Wileńskiej 5 zawaliła się klatka schodowa w opuszczonej kamienicy. Nie było ofiar. Jednak ewakuowano mieszkańców sąsiedniego budynku, ponieważ pojawiły się na nim pęknięcia. Część mieszkańców Wileńskiej 7 nie mogła wrócić na noc do swoich mieszkań.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE

"Nie ma zagrożenia"

"Właśnie PINB (Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego - red) zakończył dodatkowe oględziny kamienicy Wileńska 7 - nie ma zagrożenia. Mieszkańcy mogą już wracać do swoich mieszkań" - napisał we wtorek po południu na Twitterze wiceprezydent stolicy Michał Olszewski. Rzecznik stołecznego ratusza Bartosz Milczarczyk powiedział we wtorek dziennikarzom, że w przypadku zniszczonych kamienic, do których są roszczenia, miasto w "pewnym sensie ma związane ręce" i nie może inwestować w ich odnowienie i utrzymanie. - Jest to potencjalnie własność prywatna - podkreślił rzecznik ratusza. - Przepisy tak zwanej małej ustawy reprywatyzacyjnej, która pod koniec ubiegłego roku weszła w życie, otwierają nam pewne możliwości prawne. W przypadku tej kamienicy na pewno będziemy analizowali, czy jest możliwość, aby uwolnić ją od roszczeń, to by też otworzyło możliwość inwestowania, ewentualnie sprzedanie tej kamienicy - dodał Milczarczyk.

Jest śledztwo

Również we wtorek popołudniu nowe informacje podała prokuratura. - Wszczynamy dochodzenie z artykułu 163, paragraf 2 - informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy praskiej prokuratury.

Śledczy sprawdzą, kto jest odpowiedzialny za spowodowanie " nieumyślnego, niebezpiecznego zdarzenia", które zagrażało życiu wielu osób.

- We wtorek dostaliśmy materiały. Na razie jest za wcześnie, aby mówić o szczegółach zdarzenia - komentuje krótko Łukasz Łapczyński.

kz/PAP/pm