WigRak jedzie "dla jaj". "Ciśniemy na maksa"

Warszawa

zdjęcia i montaż Mateusz SzmelterGrupa Kolarska WigRak w TdP

Działalność Grupy Kolarskiej WigRak można określić mianem happeningu surrealistyczno-sportowo-charytatywnego. We wtorek wystartowali w 73. Tour de Pologne. Jak sami mówią, robią to "dla jaj", choć całkiem poważnie.

Tour de Pologne to najpoważniejsza profesjonalna impreza kolarska w Polsce. Wyścig należy do cyklu UCI WORLD TOUR. Trasa liczy ok. 1200 km i jest podzielona na siedem etapów. W tegorocznej edycji wystartuje np. Michał Kwiatkowski - mistrz świata ze startu wspólnego w 2014 roku. Członkowie Grupy Kolarskiej wigRrak przejadą tylko 700 km? Tylko? Jadą na starych składach marki Wigry 3. Bez przerzutek - za cały osprzęt robi solidny przedni hamulec.

- Czekają nas etapy górskie. Wigry hamowane są zasadniczo na tzw. kontrę, czyli torpedo. Gdyby na zjeździe zerwał się łańcuch bez dodatkowego ręcznego hamulca mogłoby to się skończyć bardzo źle - mówi Mikołaj Luft, członek WigRaka.

W składakach zostały zamontowane także wyższe sztyce podsiodłowe. Kolarze z WigRraka siedzą wyżej, dzięki czemu na trasie mniej ucierpią ich kolana. - Tour de Pologne to będą widoki, to będą wrażenia, to będą emocje, to będzie rywalizacja - zapowiada Mikołaj Luft, członek WigRaka.

"Jedziemy dla jaj"

Wystartowali we wtorek o godz. 9.20 z podwarszawskiego Radzymina. Do mety na placu Zamkowym dotarli wczesnym popołudniem.

Kolarzy ze składakami w białych strojach ustawili się na starcie TdP przy asyście kamer i aparatów. Przejechali do Warszawy ok. 50 km z 135-kilometrowej trasy pierwszego etapu, bez pokonywania tzw. pętli dodatkowych. Akcja grupy WigRak budzi ogromne zainteresowanie mediów. Akcje autoryzuje dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang, który zgodził się na ich start dając "dziką kartę", bo przekonała go idea, dla której jadą.

- "Jedziemy dla jaj" - deklarują. - Naszym cele jest nie tylko przejechanie całej trasy. Ale także zwrócenie uwagi na problem profilaktyki raka jąder, który dotyczy w znacznej mierze mężczyzn naszej kategorii wiekowej- mówi Szczepan Żurek. - Poza tym będziemy zbierali fundusze na działalność fundacji Rak'n'Roll. Będzie można do nas przyjść na metach, spotkać się z przedstawicielem fundacji, wrzucić grosz do puszki albo kupić jakiś gadżet, albo dokonać przelewu - dodaje.

- Profilaktyka jest prosta. Przy pomocy palca wskazującego i kciuka można znaleźć zgrubienia, guzy, nieregularności, bolesne miejsca. To tzw. samobadanie, podobne do tego, które jest praktykowane przez panie badające swoje piersi - mówi Paweł Cywiński i dodaje: Wszyscy w WigRaku mamy około 30 lat. To już grupa ryzyka raka jąder. A druga grupa ryzyka to kolarze. Panowie jeżdżący dużo na rowerach powinni podchodzić do zagrożenia rakiem jader na serio - tłumaczy Paweł Cywiński.

Z rozbrajającą szczerością wyznają, że mają za sobą dwa wspólne treningi, które do tego "prowadził" filmujący ich operator. - Pokręciliśmy się trochę po mieście, pojeździliśmy na Agrykoli - zdradza Żurek.

Na trasie idzie im jednak całkiem nieźle. Przynajmniej na razie. Towarzyszyliśmy kolarzom z WigRaka do Wołomina i zapytaliśmy o wrażenia z jazdy. Byli bardzo zadowoleni. Stworzyli malowniczy minipeleton jadący z prędkością 20 kilometrów na godzinę. - Szybsza jazda nie ma sensu, bo trzeba się namachać pedałami, a prędkość wzrasta tylko nieznacznie - wyjaśniał Luft.

Socjolog i filozof wsiadają na Wigry

Wigry3 na których jadą mają z przodu zębatkę z 48 ząbkami, tylna ma 16. Dzięki temu, że jest mała szybciej można jechać po płaskich odcinkach. - Gdy podjeżdżaliśmy pod Agrykolę było strasznie ciężko - mówi Mikołaj Luft. Dlatego na odcinkach górskich zębatka będzie zmieniana na większą, która ma 20-22 ząbki. O to zatroszczy się mechanik z Pracowni Rowerowej Cloude. Na sukces kolarzy pracuje kilkanaście osób. Będą wspomagani przez kilkunastoosobową profesjonalną ekipę. W jej składzie są fizjoterapeuta, dietetyk, operator wideo i fotograf. Ubrania sponsoruje jedna z sieci sklepów sportowych.

Z ekipą jadą cztery samochody techniczne, m.in. wysłużona zielona furgonetka volkswagen T3.Każdy z zawodników ma do dyspozycji dwa składaki. Dlaczego akurat Wigry3? Bo dla kolarzy-amatorów mają wyjątkowe znaczenie. Jak wspominają, dostawili je na urodziny czy jako prezent z okazji pierwszej komunii świętej. - Postanowiliśmy wystartować w Tour de Pologne rowerach, które nas łączą. Wigry3 były dla nas pierwszym BMX-em, szosówką, torówką - tłumaczy Szczepan Żurek.Mikołaj Luft zdradza, że obawiają się zwłaszcza etapu z Zawiercia do Nowego Sącza i etapu w Bukowinie Tatrzańskiej. Dlatego zaplanują strategię, która pomoże im pokonać trasę. - W najtrudniejszych momentach możemy się zmieniać w trakcie jazdy - tłumaczy i dodaje, że właściwą strategię opracują po drugim etapie, kiedy będzie więcej wiadomo na temat ich formy.

Choć projekt opakowany jest w zgrabną marketingową otoczkę, nikt z członków WiGraka nie ma zawodowo nic wspólnego z reklamą. W zespole można znaleźć za to filozofów i socjologów. Pracują najczęściej w NGO-ach, czyli organizacjach pozarządowych. - Zajmujemy się zmienianiem świata - mówi Paweł Cywiński, który jest doktorantem na Uniwersytecie Warszawskim. Specjalistą od turystyki i uchodźców, zajmuje się też teorią postkolonialną.

- Nie da się przeprowadzić tak trudnego projektu bez lidera, który jest silną osobowością, który bierze za całość odpowiedzialność. Jako, że każdy z nas ma w sobie namiastkę takiej siły, to każdy będzie jechał w koszulce lidera - wyjaśnia Cywiński.

Koronę Warszawy już zdobyli

Start w TgP to ich druga niestandardowa akcja charytatywna, przy której kooperują z Rak'n'Roll. W zeszłym roku zrealizowali Pierwszą Polską Zimową Ekspedycję "Korona Warszawy". Zgodnie z planem w stylu alpejskim (m.in. w zimowych strojach alpinistycznych) zdobyli sześć najwyższych warszawskich szczytów: Kopę Cwila (108 m n.p.m.), Monte Kazury (133,9 m n.p.m.), Górkę Szczęśliwicką (152 m n.p.m.), Kopiec Powstania Warszawskiego (121 m n.p.m.), Górę Gnojną na Starym Mieście oraz Kopiec Moczydłowski (130,5 m n.p.m.) na Woli.

- Na pierwszą górę wchodziły z nami trzy telewizje, mieliśmy dwa łączenia na żywo z dwoma radiami. W trakcie każdego wejścia zakładaliśmy obozy pośrednie wspomina Cywiński. Po udanym szturmie na najwyższe warszawskie szczyty ekipę przyjęła w Belwederze na porannej herbacie Anna Komorowska. Cel akcji był dosłownie "szczytny". - Zbieraliśmy pieniądze na specjalną wannę dla hospicjum onkologicznego w Katowicach. W sumie udało nam się zebrać ponad 20 tys. złotych – opowiada Paweł Cywiński

Za "Koronę Warszawy" zostali nominowani przez "National Geographic" do nagrody Traveler i dostali nagrodę za najważniejszą inicjatywę społeczną roku 2015 w konkursie 3 Sektoru miasta Warszawy. - Wygraliśmy 5 tysięcy. Poszły na wannę. Wyzwania odnajdują nas same. My tylko poddajemy się przeznaczeniu - kończy nasz rozmówca. Alex Kłoś