Wielka przygoda czy wielkie bloki? Stokłosy walczą o skrawek zieleni

Warszawa

Tomasz Zieliński, tvnwarszawa.plMieszkańcy walczą o place zabaw

19 budynków, 1389 rodzin i kawałek zieleni, który należy do miasta. Chce go wydzierżawić spółdzielnia, a zęby ostrzą sobie też deweloperzy. Na Ursynowie trwa batalia o Plac Wielkiej Przygody.

Tej nazwy nie ma na oficjalnych mapach Warszawy. Nic dziwnego - to tylko prostokątny trawnik wielkości piłkarskiego boiska, przecięty kilkoma ścieżkami, położony między blokami przy ulicach Stokłosy, Wokalną i Zamiany. To też jeden z ostatnich, niezabudowanych terenów w tej części Ursynowa, który od lat dogęszcza nowa zabudowa.

Sam plac należy do prywatnego właściciela, który odzyskał go od miasta kilka lat temu. Otoczony jest jednak gruntami miejskimi, na których dziś znajduje się zieleń, plenerowa siłownia, plac zabaw i boisko. To właśnie te tereny - w sumie około 3 tysięcy metrów - chce od miasta wydzierżawić spółdzielnia Stokłosy. Zarówno jej władze, jak i mieszkańcy obawiają się bowiem, że w przeciwnym razie grunt zostanie sprzedany. Tym bardziej, że zwrócona działka nie ma dostępu do drogi i jako taka - nie nadaje się do zabudowy. A dojazd można zbudować tylko przez miejski teren.

Pod opieką miasta czy spółdzielni?

"Istnieje niebezpieczeństwo, że teren ten zostanie zagospodarowany z przeznaczeniem na drogę publiczną obsługującą ewentualną inwestycję na Placu Wielkiej Przygody" - zakomunikował ursynowianom kilka tygodni temu prezes spółdzielni Krzysztof Berliński.

Na osiedlu zawrzało. Zdenerwowani mieszkańcy zaczęli zbierać podpisy pod petycją do komisji ładu przestrzennego Rady Warszawy. "Jest to jedyne bezpieczne miejsce w pobliżu 19 budynków wielorodzinnych, z którego korzysta 1389 rodzin. Przeciwstawiamy się, aby teren pozostał we władaniu miasta" - napisali.

Wspiera ich dzielnicowy radny Paweł Lenarczyk (Nasz Ursynów), który też twierdzi, że na zwróconej działce planowany jest wieżowiec, a prywatny właściciel będzie chciał przejąć miejski teren pod budowę drogi. - O tym, że deweloperzy interesują się działką świadczy liczba składanych wniosków o warunki zabudowy - zwraca uwagę.

Rzeczywiście, urząd miasta wydał ich już pięć - między innymi dla SBM Merkury, która chciał budować tu 8-piętrowy blok z domem spokojnej starości. Kolejny - na 10 pięter i trzeci - dla firmy Rogowski Development, która chciała stawiać 11-kondygnacyjny budynek mieszkalny (o warunki zabudowy dla działki zwrócić może się każdy - nie trzeba być właścicielem gruntu).

Mimo to, burmistrz Ursynowa Robert Kempa twierdzi, że teren wokół budzącej zainteresowanie działki powinien zostać pod opieką miasta. - Mamy złe, historyczne doświadczenia we współpracy ze spółdzielniami. Pamiętam sytuacje, kiedy prezes obiecywał zachowanie skweru czy parkingu, a później władze się zmieniały i nowy zarząd podejmował decyzję o zabudowie. Ostatnio taka sytuacja wydarzyła się przy ul. Dereniowej - przypomina.

Wstrzymać sprzedaż, uchwalić plan

Temat był poruszany posiedzeniu komisji ładu przestrzennego rady miasta. Przewodniczący Michał Czaykowski (PO) apelował wtedy, by miasto nie podejmowało kroków mających na celu sprzedaż terenu do czasu uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania. Zwrócił się również do prezydent miasta o bardziej intensywne prace nad planem dla Stokłosów - takim, który nakazałby zachowanie rekreacyjnego charakteru zielonego Placu Wielkiej Przygody.

Uchwalenie planu pozwoliłoby ochronić Stokłosy przed zabudową niezależnie od tego, kto będzie opiekował się terenem. Pozwoli też rozstrzygnąć raz na zawsze, co można zbudować na zwróconej działce i którędy poprowadzić ewentualny dojazd. Ale takie dokumenty w Warszawie powstają latami - decyzję o rozpoczęciu prac nad tym dla północnej części Stokłosów radni podjęli w 2014 roku, ale póki co nie jest on gotowy.

O to, by w międzyczasie nikt nie zabudował terenu, walczyć zamierzają mieszkańcy. - Sprawa zabudowy Placu Wielkiej Przygody jest w toku i mamy realny wpływ, jak się zakończy. Tylko jako liczna grupa, będziemy wysłuchani przez władze - twierdzą i skrzykują się przez internet.

Klaudia Ziółkowska