Wiązowna walczy o kulturę "Już się z nas śmieją"

Warszawa

| tvn24.pl, rt.comTVN Warszawa

Gminie Wiązowna grozi utrata 6 mln zł dofiansowania na budowę centrum kultury. To oznacza, że centrum w ogóle nie powstanie. - Nie pozwolimy na to. Będziemy walczyć - zapowiadają mieszkańcy i część radnych.

Dwa lata gmina starała się o dofinansowanie na budowę centrum kultury. W końcu się udało. Jesienią jednak odbyły się wybory samorządowe i nowa władza postanowiła zweryfikować wcześniejsze ustalenia.

Na początku lutego radni zdecydowali, żeby w projekcie tegorocznego budżetu budowa centrum się nie znalazła. Władze zrezygnowały z dotacji 6 mln zł. Całość inwestycji to 10,5 mln, więc gmina miała dopłacić tylko 4,5 mln.

W poniedziałek radni znów zajęli się sprawą. Z jakim efektem?

– Budowa WCK nie znalazła się w wieloletniej prognozie finansowej, to znaczy że radni nie chcą centrum – tłumaczy Renata Falińska, radna gminy.

- Rzeczywiście radni podjęli decyzję, żeby nie wpisywać jej do planu finansowego - odpowiada Monika Sokołowska, przewodnicząca rady gminy. Od razu jednak dodaje, że można to zrobić na każdej kolejnej sesji. - Ale na innych warunkach - zastrzega.

Napiszą do marszałka

Chodzi umowę na dofinansowanie w wysokości 6 mln złotych, które marszałek województwa Mazowieckiego przeznaczył na budowę domu kultury. Zgodnie z nią całą kwotę trzeba wykorzystać do końca czerwca 2012 roku.

- Nie zdążymy w tak krótkim czasie - mówi Sokołowska i zapowiada, że gmina złoży wniosek o przedłużenie tego terminu. - Jednak najpierw taki wniosek musi opracować wójt gminy. Zgodnie z procedurami marszałek województwa decyzje podejmie najwcześniej za dwa miesiące - tłumaczy przewodnicząca rady.

"To gra na czas"

Mieszkańcy, którzy licznie zgromadzili się na obradach rady gminy mówią, że to gra na czas. Oskarżają władze o brak chęci.

– Nawet jeżeli marszałek zgodzi się na przedłużenie umowy, to gmina i tak coś wymyśli, żeby nie budować centrum – mówili przed sesją mieszkańcy.

– Już o nas głośno, już się śmieją, że jesteśmy ignorantami, którzy nie chcą funduszy na tak szczytny cel – denerwuje się olimpijczyk Andrzej Supron, mieszkaniec gminy.

bf/par