Wezwał pogotowie do umierającej. Śledczy twierdzą, że to on zabił

Warszawa

TVN24Karetka pogotowia

Jan T. zadzwonił na pogotowie. Twierdził, że 40-letnia kobieta uderzyła w stół, na którym leżało szkło i sztućce. Krwawi. Chwilę później kobieta zmarła. Śledczy uznali, że to nie był nieszczęśliwy wypadek. Mężczyzna oskarżony jest o zabójstwo.

Kobieta była w ciężkiej sytuacji finansowej oraz mieszkaniowej. Szukała mieszkania dla siebie i dwójki dzieci - 8-letniej córki i nastoletniego syna. Ogłoszenie znalazła w internecie. Przez niespełna trzy miesiące mieszkała właśnie u Jana T.

"Przedstawił swoją wersję"

Jak informuje Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, kobieta była atrakcyjna i zwróciła uwagę wynajmującego mieszkanie. Ich znajomość skończyła się tragicznie.

Nocą z 27 na 28 lipca mężczyzna zadzwonił na policję, później na pogotowie. - Zgłosił krwawienie tętnicze domowniczki, które miało nastąpić na skutek jej potknięcia, a następnie upadku na blat stolika zastawionego szkłem - informuje Saduś.Pierwsi na miejsce przybyli funkcjonariusze. Tam zastali nieprzytomną kobietę z rozległą raną okolic szyi. Kilkanaście minut później lekarz ratownictwa medycznego stwierdził zgon.- Przeprowadzane przez prokuratora oględziny miejsca zdarzenia oraz zwłok kobiety już na początku wskazywały, iż wersja przedstawioną przez Jana T. jest mało prawdopodobna. W związku z powyższym został on niezwłocznie zatrzymany oraz przewieziony do prokuratury, gdzie początkowo usłyszał zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem była śmierć człowieka, a następnie – po zgromadzeniu większej liczby dowodów - zarzut zabójstwa - tłumaczy Saduś.

Śledczy przypuszczają, że kobieta została zamordowana nożem. Wiadomo, że w chwili zdarzenia i ona i Jan T. byli pijani.

Grozi mu dożywocie

Saduś zastrzega, że prokuratura nie ma bezpośrednich świadków zdarzenia. Syn pokrzywdzonej oraz syn oskarżonego w domu zjawili się w momencie, kiedy pracowali tam funkcjonariusze. W domu była też ośmioletnia córka kobiety. Śledczy nie zdradzają jednak, czy widziała moment zdarzenia.Mężczyzna nie był wcześniej karany, tymczasowo przebywa w areszcie. Grozi mu dożywocie.

Na tvnwarszawa.pl pisaliśmy o procesie w sprawie głośnego morderstwa w Konstancinie:

kz/mś

Ogłoszenie wyroku TVN24
wideo 2/6